Blog > Komentarze do wpisu

Pochwała złodziejstwa

Czytam sobie powolutku książkę On the trail of Genghis Khan. Autor - Tim Cope - Australiczyk, który przejechał samotnie na koniu cały szlak wojsk Dżyngis Chana - od Karakorum w Mongolii do Opusztaszer na Węgrzech nad brzegiem Dunaju. 10,000 km, trzy lata podróży.

Czytam powolutku bo tak właśnie posuwa się bohater opowieści.
Tego typu opowieści mają to do siebie, że o ich głównym nurcie - jeździe na koniu - niewiele można powiedzieć - po prostu pa-ta-taj. Większość relacji to co zdarzyło się na postoju.

Już na pierwszym postoju, w Mongolii, bohaterowi zginęły w nocy 2 konie. Miał ich trzy. Ruszył na poszukiwanie. Napotkał kilka grup nomadów, słuchali jego opowieści i uśmiechali się ironicznie. W końcu zauważył swoje konie w jakimś stadzie. Właściciel stada oddał mu je bez problemu, ale nie mial zamaru składać żadnych wyjaśnień.

Podczas jazdy wzdłuż jeziora Bałchasz w Kazachstanie wielkim problemem był brak wody do picia gdyż we wschodniej części jeziora woda jest słona a dookoła pustynia. Jedynym wyjściem było dojechać do linii kolejowej przy której od czasu do czasu trafiały się punkty kontrolne zaopatrywane regularnie w wodę. W jednym z takich punktów Tim spotkał większą grupę pracowników kolei, którzy przyjechali wykonać prace naprawcze. Wieczorem zorganizowali uroczystą imprezę. Podczas przyjęcia jeden z gości zaczął nalegać żeby Tim sprzedał mu konia (miał ich aż trzy). Tim odmówił na co gość, nazywany Mongołem, ostrzegł go, że słyszał jak w mieście ludzie mówili o wyprawie Tima i planowali ukraść mu konie. Tim nie przejął się zbytnio gdyż do miasta było daleko a on zamierzał opuścić to miejsce rano więc beztrosko zasiadł do suto zakrapianej kolacji. W którymś momencie coś go tknęło - wyjrzał z izby - pod drzwiami czekal na niego jego pies, mocno zdenerwowany, w oddali zauważył jakąś szamotaninę. Okazało się, że to był Mongoł, ten sam, który ostrzegał go przed złodziejami, zamierzał ukraść jego plecak i konia.
Tim podniósł wielki krzyk - złodziej!!! Jednak uczestnicy kolacji nie przejęli się zbytnio a złapany na gorącym uczynku Mongoł wrócił jakby nigdy nic do stołu. Okazało się, że jest to zgodne z tradycją nomadów Mongolii i Kazachstanu - barimta - znaczy - to co mi się należy. Według tej tradycji osoba, która nie potrafi dopilnować swojego konia zasługuje na to by jej go ukradli. Jeśli potrafi zidentyfikować złodzieja to może w rewanżu ukraść mu dowolną rzecz a nawet żonę. Najbardziej honorowo jest dokonać kradzieży w biały dzień - to jest dowodem, że złodziej zasługuje na swój łup.

Relacja Tima tutaj - KLIK.

Rosjanie w 1812 roku zakazali tego zwyczaju, ale po 180 latach Rosjanie odeszli a zwyczaj powrócił.

Powyższe nie wiąże się w żaden sposób z moimi wspomnieniami - KLIK.

poniedziałek, 16 listopada 2015, pharlap

Polecane wpisy