RSS
sobota, 29 listopada 2014

Kilka dni temu pisałem o wyborach na Wyspach Salomona teraz przyszedł czas na bliższe okolice - dzisiaj wybory stanowe w moim stanie Wiktoria.

Nasz dom jest tak szczęściwie zlokalizowany, że w promieniu 200m znajdują się wszystkie instytucje zajmujące się naszym życiem doczesnym - punkt wyborczy, życiem duchowym - kościół i przyszłością - cmentarz.

Dzisiaj nasza, zazwyczaj bardzo cicha i spokojna, ulica zamieniła się w parking...

 Parking

Punkt wyborczy za rogiem...

 Punkt wyborczy

Punkt wyborczy znajduje się w budynku szkoły podstawowej. Na murze stosowne malowidła...

 Malowidło

Wybory są obowiązkowe więc kolejka nie budzi zdziwienia...

 Kolejka

Oczywiście nie mogło zabraknąć deklaracji uznania tradycyjnych mieszkańców terenów, na których się znajdujemy...

Deklaracja

Wreszcie nastał czas akcji. Wybory są proste, ale również dość skomplikowane.
Wybieramy posłów do stanowego parlamentu i do senatu. Na liście do parlamentu znajdują się 4 nazwiska i wyborca musi postawić przy nich numery od 1 do 4. 
Proste? No to czytajcie dalej.
W Australii mamy okręgi jednomandatowe. Każdy kandydat podaje swoje preferencje na wypadek gdyby nie wygrał. 
Komisja liczy najpierw ile jedynek dostał każdy z kandydatów. Jeśli któryś zebrał jedynki na ponad 50% ważnych kart to wygrał i koniec zabawy.
W przeciwnym wypadku odrzuca się kandydata, który dostał najmniej jedynek a pozostałym kandydatom przydziela się jego preferencje i zabawa się powtarza - jesli po dodaniu preferencji ktoś ma ponad 50% to wygrał, jeśli nie to odrzucamy następnego i rozdzielamy jego preferencje. I tak aż do skutku.
Nadal proste?
Dodam, że  tylko około 1/4 kandydatów zyskuje mandat w pierwszym podejściu, konieczne są preferencje a te są przedmiotem międzypartyjnych przetargów i układów.

Wybory do senatu są jeszcze bardziej skomplikowane i nie będę tego tłumaczył gdyż sam nie rozumiem. 
Sympatyczną stroną wyborów do senatu jest przegląd partii, które biorą w nich udział. A więc mieliśmy Australian Sex Party, Animal Justice, Australian Cyklists Party, People Power Victoria - No Smart Meters (smart meters to są liczniki zużycia prądu połaczone online z komputerem dostawcy energii), The Basics Rock’n’Roll Party, Voice for the West, Voluntary Euthanasia Party, Shooters and Fishers Party Victoria. 
Prócz tego oczywiście tradycyjne partie - Labor, Liberal, National itp.
Czytelnicy mojego blogu mogą się domyślić na którą partię głosowałem.




Wspomniałem, że wybory odbywają się na terenie szkoły a więc szkoła ustawiła atrakcje dla dzieci i liczne stoiska sprzedające różne drobiazgi.
Dla mnie znamienna była ta atrakcja... 

Rekin

Rekin... tak właśnie duże partie połkną nasze głosy. Szkoda, ze nie zauwazyłem tego przed oddaniem głosu. Wtedu głosowałbym na Strzelców i Rybaków.

PS. Dwie godziny po zamknięciu lokali wyborczych policzono ponad 90% głosów. Okazało się, że nasz dotychczasowy rząd - koalicja Liberal+National - przegrał. Od niedzieli rządzi nami Labor Party.

Tagi: Australia
08:06, pharlap
Link Komentarze (4) »
niedziela, 23 listopada 2014

Dzisiaj znowu występuje gościnnie - KLIK

Stwierdziłem, że już po raz setny.
Bardzo dziękuję właścicielkom gościnnych blogów czyli w 90% Ewie Marii Slaskiej, za inspirację i zachętę.

Tagi: wizyty
07:17, pharlap
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 listopada 2014

Australijskie media niewiele piszą o wydarzeniach światowych jeśli nie dzieją sie one w WIelkiej Brytanii, USA lub Chinach.

W tym tygodniu było trochę wiadomości o wyborach... na Wyspach Salomona. Takie wybory to nie przelewki. Wysp Salomona jest tyle ile żon miał biblijny król Salomon czyli ponad tysiąc. Odległość między skrajnymi punktami kraju przekracza 1000 km.

Media donoszą, że wybory, które odbyły się we wtorek, przebiegły bardzo sprawnie. To duża zasługa biometrycznego systemu identyfikacji wyborców, który wprowadzono na Wyspach rok przed wyborami.

Liczenie głosów rozpoczęło się w czwartek, ostateczne wyniki zostaną ogłoszone w sobotę. Jak na razie nie zgłoszono żadnych problemów

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozkraczym

 

Piwa Okocim
gdy się napijem,
się rozochocim
lecz nie utyjem.
Się nie zachwiejem
ani nie zboczym.
Się nie przewrócim
bo się rozkroczym.
 

09:17, pharlap
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 listopada 2014

Wczoraj mieliśmy prawdziwie letni dzień. Słonecznie, 34 C. Komunikat o pogodzie nadawali z nadmorskiej promenady i wspomnieli, że mimo wczesnej pory - 7 rano - sporo osób wita dzień nad brzegiem morza.

Pozazdrościłem i z tym uczuciem zazdrości obudziłem się dzisiaj rano. Noc była ciepła więc obudziłem się wcześnie. Dzień zapowiadał się łagodnie pochmurny. Czyż można zrobić coś lepszego niż zneutralizować zazdrość czynem?

Wypiłem herbatę i już przed 7 byłem na ścieżce rowerowej. Nie spodziewałem się wielkiego ruchu gdyż sądziłem, że ludzie jeżdżący na rowerach do biura zaczynają pracę dopiero o 9. Przeliczyłem się. W niecałe pół godziny wyprzedziła mnie setka rowerzystów. Nie czułem się zbyt bezpiecznie gdyż w wielu miejscach ścieżka jest dość wąska a ci wspaniali mężczyźni na swoich dwukołowych rumakach pewnie odczuwają ogromną satysfakcję wyprzedzając kogoś ze świstem i dysząc prosto w ucho ofiary.

Dojechałem do miasta akurat gdy otwierali bramy Ogrodu Botanicznego. Tam przecież rośnie drzewo mojej specjalnej troski - kasztan Paderewkiego - KLIK. Zimą prezentowało się bardzo kiepsko więc odetchnąłem z ulgą na ten widok... 

Kasztan

Pod drzewem dwie ławki na nich tabliczki - Arthur Ernest Farn - cocinero errante oraz Sarah Jane Louise Walker. Cocinero errante - wędrowny kucharz - właśnie tutaj sobie przysiadł po trudach życia. Jakże stosowne miejsce.
Miłym zaskoczeniem były liczne owoce....

Kasztany

W bramie wyjazdowej uderzył mnie lodowaty południowy wiatr. Melbourne jest dośc daleko od Antarktydy, ale jednak nie oddziela nas od tego kontynentu żadna lądowa bariera i kiedy zadmie z południa to natychmiast robu się lodowato.

Moim następnym przystankiem było drugie regularnie odwiedzane przez mnie miejsce - Albert Park...

Albert Lake

Powalczyłem troche z wiatrem i wkrótce byłem na plaży...

Plaza

No cóż, wyglądała jak listopadowa plaża...

Plaża

Wyjeżdżając z domu rozważałem opcję kąpieli. Było tak zimno, że woda wydawała się być ciepła. Jednak przy tak krótkich falach pływanie nie wchodziło w rachubę a perspektywa wyjścia z wody na ten zimny wiatr nie była zbyt atrakcyjna więc zawróciłem w pół kroku...

Płukanie nóg

Przejechałem nadmorską platanową aleją. Mając na uwadze ceny domów platynowa aleja byłaby równie słuszną nazwą...

Platany

A potem dostałem wiatr w plecy.

PS. Ponizej I.J. Paderewski wykonuje swój menuet w Hollywoodzkim filmie

środa, 12 listopada 2014

Piasek

Idealne dno do zabawy w piratów.
Mając taką bazę fantazja nie będzie miała kłopotu z resztą. 

wtorek, 11 listopada 2014
niedziela, 09 listopada 2014

Czyli druga niedziela listopada. W tym dniu w Melbourne liczy się rowerzystów. Uczestniczę w tej akcji drugi raz gdyż cel jest bardzo zbożny.
Po pierwsze Bicycle Victoria uzyska dane, które wykorzysta do planowania rozwoju komunikacji rowerowej. Po drugie wytypowana przeze mnie organizacja charytatywna (Stowarzyszenie św Wincentego) otrzyma $120.

Rok temu napisałem o tym liczeniu taki udany wierszyk - KLIK, że w tym roku oszczędzę Państwu rymowanek.

Przyznano mi bardzo popularne miejsce więc wezwałem posiłki na pomoc. Poniżej fragment kartki kontrolnej. Widać tu kobiecą rękę, proszę porównać w zlinkowanym wpisie z moimi zeszłorocznymi zapiskami ...

Kreski

Mając taką pomoc mogłem spokojnie relaksowac się na słońcu...

Licznik

Jeśli chodzi o fakty to w ciągu 4 godzin naliczyliśmy ponad 1.900 użytkowników ścieżek.

Tagi: Fakty
10:08, pharlap
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 listopada 2014

Miesiąc temu byłem na imprezie pod kryptonimem - SIP (łyczek) - Spirituality In the Pub. Zapowiadał się bardzo interesująco - KLIK

Prelegentką była Arda Aghazarian pochodząca z ormiańskiej rodziny, która w 1915 roku uciekła z maltretowanej przez Turków Armenii do Jerozolimy.

Na marginesie wspomnę, że Armenia była pierwszym na  świecie państwem, które przyjęło (w 301 roku) chrześcijaństwo jako oficjalną religię.
Apostolski Kościół Ormiański odgrywał istotną rolę w życiu religijnym na Kaukazie, Bałkanach i Bliskim Wschodzie. Kościół Ormiański jest współwłaścicielem Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie i Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem.

Na wstępie wypiłem kufel piwa żeby dobrze nastroic się do imprezy.

Arda Aghazarian okazała się być osobą bardzo elokwentną, dowcipną, pełną pasji i energii. Przypominała mi moje jordańskie, palestyńskie i irackie koleżanki pracy w Kuwejcie.

Rozpoczęła od krótkiego przypomnienia najnowszej historii swojego regionu. Po I Wojnie Światowej i pokonaniu przez Aliantów Cesarstwa Ottomańskiego, Liga Narodów przyznała Wielkiej Brytanii tak zwany Mandat Palestyny.
Rodzina Ardy wspomina ten okres bardzo sympatycznie - chrześcijanie, muzułmanie, Arabowie, Żydzi - żyli w dobrosąsiedzkej zgodzie.  Pewien niepokój wywoływał napływ imigrantów żydowskich , głównie ze wschodniej Europy. Deklaracja Balfoura nęciła ich wizją utworzenia "domu" dla Żydów na terenach Mandatu Palestyny.

W 1947 roku wizja stała się faktem - ONZ podjęła rezolucję o utworzeniu państwa Izrael. W tym czasie Żydzi stanowili tylko 1/3 mieszkańców Palestyny a w ich posiadaniu było zaledwie 6% terenów uprawnych. Rezolucja ONZ przyznawała Żydom 55% terenów a Palestyńczykom tylko 45%. Kraje arabskie złożyły ostry protest, ale większość narodów była pod wrażeniem zbrodnii Holocaustu. Za zbrodnie nazistów mieli zapłacic Palestyńczycy.

Oczywiście Palestyna nie zgodzila się na ustalony przez ONZ podział. W 1948 roku Żydzi odpowiedzieli akcją zbrojną i zajęli 78% terytorium Mandatu Palestyny pozostawiając 22% rodowitym mieszkańcom. Jerozolima, podzielona między Żydów i Arabów, pozostała świętym miastem.
W 1967 roku, w wyniku wygranej przez Izrael 6-dniowej wojny (rozpoczętej przez kraje arabskie), Palestyńczycy utracili swoją część Jerozolimy prócz tego Izrael wprowadził kontrolę terenów formalnie należących do Palestyny.

Arda Aghazarian wyliczyła 5 kategorii Palestyńczyków - wysiedleni w 1948 roku i przebywający nadal w obozach dla uchodźców, mieszkańcy Zachodniego Wybrzeża Jordanu, mieszkańcy Gazy, mieszkańcy Izraela posiadajacy obywatelstwo izraelskie z mocno ograniczonymi prawami, i wreszcie mieszkańcy byłej Wschodniej Jerozolimy przyłączonej w 1967 roku do Izraela. Ona należy do tej ostatniej kategorii i posiada paszport jordański, który służy jej wyłącznie jako dokument identyfikacyjny - nie upoważnia jej do wjazdu czy zamieszkania w Jordanii. Wyjeżdżając z Izraela posługuje się izraelską kartą podróżną, która jest ważna tylko 2 lata i może zostać w każdej chwili unieważniona.

Następnie opisała warunki życia na terenach nominalnie palestyńskich. Za dużo tego i zbyt smutne i okrutne żeby przytaczać tutaj.
Zakończyła uwagą, że Australia, obok USA, jest jedynym państwem bezkrytycznie popierającym każdy ruch Izraela i prosiła o pomoc moralną.
Prowadząca imprezę pani z YWCA zaapelowała - wkrótce wybory - piszcie listy do swoich posłów (w Australii mamy jednomandatowe okręgi wyborcze) żeby coś zrobili w tej sprawie. 

Rozpoczęła się dyskusja - ja wyskoczyłem pierwszy.
Pierwsze pytanie - jak Ty, jako Palestynka, przyjmujesz czytane podczas mszy fragmenty Starego Testamentu, w których Bóg obiecuje Izraelowi tereny zamieszkałe przez inne ludy i wspiera Izrael w fizycznym wypędzeniu tych ludów? Przypomniałem również, że w języku arabskim litera P nie istnieje a zatem słowo Palestinian wymawia się Filistynian. 
Niestety zamiast Ardy odpowiedziała mi pani z YWCA - to jest Stary Testament a Jezus powiedział, że jesteśmy wszyscy dziećmi Abrahama.

No i po co ja chodzę na takie imprezy, na których tylko nerwy tracę?? 
Co z tego, że Stary Testament. Przecież liturgia okresla to jako Słowo Boże i nakazuje odpowiedzieć: Bogu niech będą dzięki.
Co to za ciuciubabka między starotestamentowym Bogiem i Jezusem? Przecież wyznanie wiary (Credo) mówi, że Jezus "jest współistotny Ojcu i przez Niego wszystko się stało". A zatem gdy Mojżesz wznosil ręce do Boga i wtedy Bóg pomagał Jozuemu zabijać Amalekitów (Exodus 17:10) to Jezus (i Duch Święty pewnie też) w tym uczestniczył.

Drugie pytanie zadałem już bez wielkich nadziei.
Mamy pisać listy do parlamentarzystów. Bardzo chętnie. Czy możesz nam podać listę konkretnych akcji, inicjatyw, jakich mamy się domagać?
Pani prowadząca imprezę odpowiedziała - słyszeliśmy tutaj jaka niesprawiedliwość się tam dzieje, prośmy żeby tych ludzi traktować humanitarnie.

Ręce mi opadły - traktować humanitarnie -  mój parlamentarzysta i jego izraelski odpowiednik tylka czekają na takie prośby. Mają gotową odpowiedź - są traktowani tak humanitarnie jak lokalne warunki pozwalają.
Jeśli inne organizacje popierające wolne państwo palestyńskie działaja w ten sam sposób to nie dziwię się desperacji bojowników Hamas.

A ja, dla pokrzepienia ducha wypiłem drugie piwko. 

czwartek, 06 listopada 2014

Safari Music

Czarny samochód na czarnych kołach,
spokojne miasto, cisza dokoła.
Jedźmy, nikt nie woła.
Gdy na pustyni znajdzie się w dali
wtedy dopiero w uszy dowali
- muzyka safari.
Żadne Zulu czy inne Swahili,
takiego ryku nie wymyślili,
jak ci muzykanci niemili - KLIK.

%-afari

08:23, pharlap
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2