RSS
poniedziałek, 30 listopada 2015

Z przodu ZAD...

Przedni zad

i z tyłu ZAD...

Tylny zad

... coś bym zjadł.
Bo jak się ma dwa zady,
to chyba można zjeść dwa obiady.

O wojskowym obozie w chłodzie i głodzie na wspomnieniowym blogu - KLIK 

niedziela, 29 listopada 2015

Jedną z moich ról w Stowarzyszeniu św Wincentego jest rola skarbnika. Z tego tytułu wybieram pieniądze z zainstalowanych w naszym kościele skarbonek. W ostatni poniedziałek znalazłem oryginalną dotację...

 Winner

Kupon totalizatora na wyścigi konne. Na odwrocie uwaga - ... WINNER... Zakład na wyścig prowincjonalny w Bairnsdale. Wnioskuję z tego, że to stały bywalec punktu totalizatora. Wczoraj poszedłem sprawdzić wygraną. Trochę niepewnie - a nuż to żart. Jednak w hazardzie nie ma miejsca na żarty - odebrałem $41.50. A niechże św Wincenty szczodrze to dawcy wynagrodzi.

Nie pierwszy raz spotykam się z motywem wyścigów konnych w kościele. Wiele lat temu poszedłem do spowiedzi do kościoła Zbawiciela w Warszawie. Przede mną spowiadał się jakiś mężczyzna. Bardzo głośno. Dosłyszałem, że wyznawał przegrane na wyścigach. Ksiądz, równie głośno, domagał się od niego obietnicy, że przestanie grać. Petent płakął z bezsilności, ale takiej obietnicy nie miał siły złożyć. Trwało to długo, w końcu ksiądz dał mu chyba rozgrzeszenie. Sprawa tak go zbulwersowała, że mojej spowiedzi w ogóle nie słuchał, wzruszał ramionami i powtarzał - na wyścigi na wyścigi. I taką też dał mi pokutę - odmów 5 Ojcze Nasz ... na wyścigi.
Tak mi sie to spodobało, że odmówiłem Ojcze Nasz chyba 10 razy. Nie pamiętam, który raz był najszybszy. 

Na moim blogu wspomnieniowym bez pośpiechu, przybyły dwa wpisy - KLIK.

piątek, 27 listopada 2015

We wtorek wieczorem włączyłem nagany rano dziennik POLSAT News. Na początku podają skrót wiadomości - syn zabił matkę siekierą... Chwileczkę, ja to juz chyba słyszałem. SPrawdziełem - tak, coś im sie pokręciło i nadali dziennik nadany juz dwa dni temu.

Gdyby nie ten przypadek z siekierą to chyba bym nie zauważył.

Wszystkie wiadomości, czy to polskie czy australijskie, zaczynają się od meldunków z frontu walki z terrorem - Francja, Belgia. Zgadzam się to jest najważniejszy temat, ale ileż razy można to samo powtarzać? Kiedyś mówiło się - no news = good news. Teraz drapiezne media i zgłodniali odbiorcy na to nie pozwolą. Na dodatek widzę, że niezwykle inspiruje to internautów - kazdy uważa, ze trzeba coś na ten temat napisać albo przynajmniej polubić na facebuku. 
Masowe media stały się zaraźliwe.

Na szczęście pozostała mi muzyka - to samo i ciągle tak samo piekne.

niedziela, 22 listopada 2015

Sygnalizowałem to juz 10 miesięcy temu - KLIK
W piątek Lenin został wyświęcony na księdza...

Ksiądz Lenin

W czasach gdy często słyszałem o Leninie jego nieodłącznym towarzyszem był Stalin. Czy teraz coś się zmieniło?

Nie do końca. Jak widać na powyższym powiadomieniu towarzyszem Lenina podczas wyświęcenia był Isuru. Pisałem o nim wczoraj, ale w oko wpadł mi dużo wcześniej. Isuru zachowywał się przy ołtarzu z tak profesjonalną swobodą, że wszyscy księża wydawali się przy nim być niezgrabni. Kojarzył mi się jednocześnie z chirurgiem i siostrą od instrumentów chirurgicznych na sali operacyjnej.
Za moich czasów Stalin był traktowany jak bóg i geniusz, szczegóły jego działalności rewolucyjnej były na dalszym planie. Kilka miesięcy temu czytałem jego biografię, biografię przedstawiająca go w bardzo negatywnym świetle, ale jednak relacjonującą obiektywnie wiele faktów, a z tych wynikało, że bez Stalina ani Lenin ani komunizm nie mieli w Rosji wielkich szans powodzenia.
Potwierdziła to wczoraj moja parafialna znajoma. Oczywiście nie operatywność Stalina, ale tę wyjątkową wprost biegłość Isuru. On daleko zajdzie - powiedziała.

To zachęciło mnie do szukania analogii ze Stalinem. Znalazłem. Jakie było drugie imię Stalina?
- Wisarionowicz.... W-Isuru-ionowicz!

Według mnie jeśli Isuru zostanie papieżem, to przybierze imię Józef.

 

Lenin i Lech

Powyżej dwaj panowie Le - Lenin i Lech.

Moje wspomnienia prowadzą mnie w dalekie strony - blisko Gruzji - KLIK.

sobota, 21 listopada 2015

Poprzedni wpis był o chrzcie, dzisiejszy też.

Na zdjęciu w poprzednim wpisie, po lewej, widać księdza, który po coś sięga. Diakon Isuru, wtedy jeszcze nie ksiądz, księdzem został wczoraj.

Dzisiaj odprawił w naszym kościele parafialnym swoją pierwszą mszę. Kazanie zaczął słowami: Why on Earth a priest?
Why on Earth tłumaczy się na polski jako - dlaczego u licha - czy to ładnie tak o księdzu?

A więc - Why on Earth a priest?
Rodzice Isuru pochodzą z Cejlonu, byli buddystami. Jego matka nie mogła zajść w ciążę i modliła się do różnych bogów o dziecko. Kiedyś wstąpiła do kościoła katolickiego...
- Jak mi dasz dziecko to ci je oddam - powiedziała do nieznanego jej boga. 
Dziecko przyszło, rodzice ochrzcili je aby wypełnić złożony ślub. Reszta w obrazach....

Msza

... pierwsza Msza

Pieśń

... nie obyło się bez pieśni w języku syngaleskim. Jakiż ten język słodki - jak rogaliki.

Stół

 ... słół przygotowany przez braci zakonnych - MGL - Missionaries of God's Love

Rodzina

... rodzice patrzą wyczekująco - co ty nam synku jeszcze spłatasz?

Tagi: Australia
07:27, pharlap
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 listopada 2015

W ostatnią niedzielę, podczas porannej mszy, odbył się w naszym kościele chrzest. Nic nadzwyczajnego, chrzty odbywają się tu bardzo często. Wyjątkowe było to, że ochrzczeni mieli być dwaj chłopcy, na oko w wieku 7 i 5 lat. Takiego chłopca nie można wziąć na ręce i polać mu głowkę wodą. Na środek kościoła wciągnięto platikowy brodzik. Pierwszy podszedł starszy chłopiec. Wszedł boso do brodzika a ksiądz polał go obficie wodą...

Chrzest

Podczas tej ceremonii usłyszeliśmy głośne i gniewne NIE! To młodszy chłopiec - na pierwszym planie na zdjęciu - boso (ale w ostrogach). Nie pomogły żadne perswazje, ksiądz zasugerował przełożenie chrztu na później a chłopiec opluł swoją, nadmiernie uczynną, matkę chrzestną.

Takie są skutki gdy zbyt długo zwleka się z chrztem. Za naszych czasów tak nie było.
Więcej o naszych czasach, również o życiu parafialnym, w kolejnym wpisie - KLIK.

czwartek, 19 listopada 2015

... od wiadomości z Polski.

Wczoraj, przed retransmisją wiadomości Polsat News, ukazała się na ekranie taka informacja...

Polsat

Materiał został dostarczony przez nadawcę zagranicznego i australijska stacja SBS niekoniecznie zgadza się z jego zawartością.

Właściwie to oczywiste. SBS nadaje dzienniki opracowane chyba w 30 krajach, na pewno Rosjanie czy Ukraińcy przedstawią sprzeczne opinie i wersje niektórych wydarzeń. 
Nie zwróciłbym na to uwagi gdyby nie fakt, ze jeszcze przedwczoraj tego obwieszczenia przed dziennikiem Polsat nie wyświetlali.

Co takiego wydarzyło się w Polsce w ciągu ostatnich kilku dni?
Hmmm, widocznie Australijczycy uznali, że coś się wydarzyło. 

Na wspomnieniowym blogu wpis mojego przyjaciela - KLIK . Prawdziwie socjalistyczny zakład pracy.
W Polsce zaczyna się akcja "prostowania historii". Oj nie w porę te nasze wspomnienia, nie w porę.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Czytam sobie powolutku książkę On the trail of Genghis Khan. Autor - Tim Cope - Australiczyk, który przejechał samotnie na koniu cały szlak wojsk Dżyngis Chana - od Karakorum w Mongolii do Opusztaszer na Węgrzech nad brzegiem Dunaju. 10,000 km, trzy lata podróży.

Czytam powolutku bo tak właśnie posuwa się bohater opowieści.
Tego typu opowieści mają to do siebie, że o ich głównym nurcie - jeździe na koniu - niewiele można powiedzieć - po prostu pa-ta-taj. Większość relacji to co zdarzyło się na postoju.

Już na pierwszym postoju, w Mongolii, bohaterowi zginęły w nocy 2 konie. Miał ich trzy. Ruszył na poszukiwanie. Napotkał kilka grup nomadów, słuchali jego opowieści i uśmiechali się ironicznie. W końcu zauważył swoje konie w jakimś stadzie. Właściciel stada oddał mu je bez problemu, ale nie mial zamaru składać żadnych wyjaśnień.

Podczas jazdy wzdłuż jeziora Bałchasz w Kazachstanie wielkim problemem był brak wody do picia gdyż we wschodniej części jeziora woda jest słona a dookoła pustynia. Jedynym wyjściem było dojechać do linii kolejowej przy której od czasu do czasu trafiały się punkty kontrolne zaopatrywane regularnie w wodę. W jednym z takich punktów Tim spotkał większą grupę pracowników kolei, którzy przyjechali wykonać prace naprawcze. Wieczorem zorganizowali uroczystą imprezę. Podczas przyjęcia jeden z gości zaczął nalegać żeby Tim sprzedał mu konia (miał ich aż trzy). Tim odmówił na co gość, nazywany Mongołem, ostrzegł go, że słyszał jak w mieście ludzie mówili o wyprawie Tima i planowali ukraść mu konie. Tim nie przejął się zbytnio gdyż do miasta było daleko a on zamierzał opuścić to miejsce rano więc beztrosko zasiadł do suto zakrapianej kolacji. W którymś momencie coś go tknęło - wyjrzał z izby - pod drzwiami czekal na niego jego pies, mocno zdenerwowany, w oddali zauważył jakąś szamotaninę. Okazało się, że to był Mongoł, ten sam, który ostrzegał go przed złodziejami, zamierzał ukraść jego plecak i konia.
Tim podniósł wielki krzyk - złodziej!!! Jednak uczestnicy kolacji nie przejęli się zbytnio a złapany na gorącym uczynku Mongoł wrócił jakby nigdy nic do stołu. Okazało się, że jest to zgodne z tradycją nomadów Mongolii i Kazachstanu - barimta - znaczy - to co mi się należy. Według tej tradycji osoba, która nie potrafi dopilnować swojego konia zasługuje na to by jej go ukradli. Jeśli potrafi zidentyfikować złodzieja to może w rewanżu ukraść mu dowolną rzecz a nawet żonę. Najbardziej honorowo jest dokonać kradzieży w biały dzień - to jest dowodem, że złodziej zasługuje na swój łup.

Relacja Tima tutaj - KLIK.

Rosjanie w 1812 roku zakazali tego zwyczaju, ale po 180 latach Rosjanie odeszli a zwyczaj powrócił.

Powyższe nie wiąże się w żaden sposób z moimi wspomnieniami - KLIK.

środa, 11 listopada 2015

Dzisiaj 11 listopada - rocznica zakończenia Wielkiej Wojny - w Australii obchodzą  ten dzień bardzo uroczyście.

Kilka dni temu pojawili się w znowu w centrach handlowych starsi panowie z czerwonymi makami w klapie sprzedający stosowne pamiątki, dochód przeznaczony na opiekę nad weteranami i ich rodzinami.

O spotkaniu z jednym z nich pisałem 2 lata temu - KLIK - żołnierz, którego nie było, członek specjalnej grupy działającej na tyłach japońskiej armii,

Tydzień temu spotkałem go znowu, w tym samym miejscu. Sprzedawał czerwone maki. Pamiętał mnie z corocznych spotkań. Tym razem wyciągnął z torby album pamiątek z czasów wojny. Oto pieniądze wydrukowane przez Japończyków dla okupowanyck krajów:

Indonezja, wtedy kolonia więc napisy po holendersku...

5gulden

A to pieniądze przeznaczone dla Australii. Na szczęście nie weszły do obiegu...

1funt

Poniżej banknot japoński dla Japonii...

10jen

Tymczasem na blogu wspomnień zdjęcie z dnia, w którym Kraków odzyskał wolność - KLIK.

poniedziałek, 09 listopada 2015

W poprzednim wpisie ukazał sie komentarz tłumaczący błąd ortograficzny nowymi schorzeniami i nowym ładem społecznym.

Te schorzenia to dysleksja, a może dysgrafia?

Poniżej jeszcze jeden przykład - broszurka dołączona do dysku nagranego przez Radio Zet...

Ma głos

Czy jest na to schorzenie remedium? Odpowiedż na dole zdjęcia.

Wspomnienie z czasów gdy błąd nazywano błedem tutaj - KLIK.

Tagi: ortografia
10:32, pharlap
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2