RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

Życzę Państwu, żeby koniec tego roku był błyskotliwy a cały następny rok radosny...

PS. Informacja dla niecierpliwych - błyskotki zaczynają się po 3 minutach tej arii.

Tagi: muzyka
07:20, pharlap
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 grudnia 2013
niedziela, 29 grudnia 2013

PROLOG - model tutaj - KLIK.

Na kominku ogień płonie,
wśród szczap płomień sobie drga,
przy kominku grzeje dłonie -
      FIDRYGAUKA... 
 i łka.

Dramat właściwy

Fidrygauki, blogerki, wszelkie przeciwności
wywodziły się rzecz dziwna z gustów odmienności.

Ta dziewczyna, piękna, zgrabna, jak boginka,
zgodzić się nie mogła z ideą Kominka.
Korzystając z telefonu, ten blogowy mistrz nad mistrze
rzekł jej: pisz, kreuj, zarabiaj, bloguj chytrze.
Fidrygauka jęknęła jakby ukłuła ją kolka:
ja mam kreować? Czy to ja kreolka?
Mam za-arabiać? Wcale nie mam na to chrapki,
niech lepiej robią to Arabki.
Już wolałabym uchodzić za Hiszpankę,
co rzekłszy wypiła wody szklankę,
a potem mocniejszego czegoś setę
i w górę rzuciła monetę:
niechaj prosta mnie prowadzi ścieżka -
orzeł lub reszka.

EPILOG - model - jak w Prologu.

Dłoń ogrzała, ostrą finkę,
wzięła w dłonie i ciach, ciach,
ugodziła wprost w pachwinkę,
i już po kominku - ach! 

Uwaga: powyższy tekst bierze udział w konkursie - lista uczestników i formularz do głosowania tutaj ==> KLIK

sobota, 28 grudnia 2013

MK47

Moja kariera wojskowa nie była zbyt interesująca, ale jeden fakt zapamiętałem dobrze - karabinek AK-47 czyli kałasznikow. Strzelanie nie było moja silną stroną. Chyba nic nie było moja silną stroną w wojsku. Do czasu aż dostałem do ręki kałasza. Ten karabin sam trafiał w środek tarczy, żadne moje zabiegi nie mogły temu przeszkodzić.

Tuż przed świętami usłyszałem informację o śmierci Michaiła Kałasznikowa. Nie sądziłem, że on jeszcze do niedawna żył. Pomyślałem, że w jakiś sposób był mi bliski. Że musiał coś wiedzieć na mój temat skoro skonstruował karabin tak pasujący do mojej ręki.

Coraz mniej mam znajomych na tym świecie. 

piątek, 27 grudnia 2013

Wtorkowy ranek spędziłem pracowicie w sklepie charytatywnym. Wracając na rowerze do domu zajrzałem pod krzaczki na placu zabaw. Znalazłem!

kanie

Osiem dorodnych kani. W sam raz na lunch. Potrawy wigilijne musiały się nieco posunąć. Jaki smakowity świąteczny prezent! 
PS. Przez chwilę myślałem, że kwitnąca na fioletowo choinka z poprzedniego wpisu to wynik halucynacji po spozyciu grzybów. Ale przecież aparat fotograficzny niczego nie jadł. 

Tagi: Fakty
07:29, pharlap
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 grudnia 2013

Zakwitlo

Świąteczny triathlon za nami. Tradycyjny, syty i rozśpiewany.  Cóż tu pisać, każdy przeżywal go na swój sposób.

Jedyna niezwykła rzecz to choinka, która zakwitła na fioletowo. Tylko dla mnie i tylko na krótką chwilę, ale jednak na wystarczająco długo, żebym mógł zrobić zdjęcie.
Nasza synowa widziała to zdjęcie na facebooku jeszcze przed przyjazdem do nas na Wigilię. Gdy zobaczyła prawdziwą choinkę kiwnęła domyślnie głową - photoshop. Figa z makiem - ja to widziałem na własne oczy.

Tagi: Fakty
11:07, pharlap
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 grudnia 2013

 

Krople

Krople na betonie tężeją,
stają się ciężkie jak rtęć,
i twarde jak stal.
Ludzie na betonie...  boją się uronić łzy.

sobota, 21 grudnia 2013

Z Europą spotkałem się już we wczesnym dzieciństwie. W 1946 roku.

Matka pojechała ze mną do Gdyni, aby spotkać się z bratem, kapitanem w polskiej flocie handlowej. Pociąg wlókł się niemiłosiernie a prócz tego często stawał na dłużej, aby przepuścić pociągi towarowe. Przez okno widzialem ruiny zburzonych stacji kolejowych a między stacjami płaski i szary krajobraz.
Po prawie dobie podróży Matka powiedziała:
- Popatrz, morze.
Wyjrzałem przez okno. Ranek był słoneczny i daleko na horyzoncie w zagłębieniu między dwoma wzgórzami zauważyłem błękit nieco mocniejszy od błękitu nieba. Spojrzałem na Matkę pytająco i z pewnym rozczarowaniem.

Któregoś dnia, podczas wizyty u wujka na statku, w kabinie nagle zrobiło się jasno. Podbiegłem do małego okrągłego okienka. Po drugiej stronie nadbrzeża wypływał w morze duży, nieskazitelnie biały statek.-
- To szwedzki statek, ktory przywiózł paczki UNRRA - powiedział Wujek.
- Szwedzki to znaczy amerykański?
- Nie - tlumaczyl Wujek - Szwecja jest w Europie. To zamożny, spokojny, kraj gdzie nie było wojny.

Szwecja - bogata i biała jak śnieg. W Europie gdzie nie ma wojny. Tak właśnie to zapamiętałem.

07:22, pharlap
Link Komentarze (1) »
środa, 18 grudnia 2013

Umberto Eco zadał kiedyś pytanie, a nawet dwa:
1. Czy moglibyśmy zaakceptować informację, że d'Artagnan spacerował po rue Servandoni? - chyba tak.
2. A  czy moglibyśmy zaakceptować informację, że d'Artagnan spacerował po rue Bonaparte? - raczej nie.

Umberto Eco - Sześć przechadzek po lesie fikcji.

Przypomniało mi to gazetowe testy wiedzy ogólnej, które każdego ranka rozwiązywaliśmy w pracy. Ilekroć padło pytanie z zakresu literatury, na przykład - kto napisał książkę Stary człowiek i morze - jeden z kolegów odpowiadal bez wahania - Szekspir. I tak było przy każdej książce. Nie pomogły żadne perswazje. W ten sposób kiedyś na pewno trafię - argumentował kolega.

Podejrzewam, że moje obecne otoczenie poleciłoby mi, żebym spytał o to d'Artagnana na facebooku. Mój spacer będzie samotny.

Wszystko zaczęło się od Mikołajkowego spaceru po Alfamie, dzielnicy Lizbony Zainspirowany tym wydarzeniem zajrzałem do lasu fikcji. Znalazłem tylko dwie pozycje - Noc w Lizbonie - Remarque'a i fragment książki T. Manna - Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla. Tę drugą pozycje mam na półce więc zajrzałem. Pobyt Feliksa Krulla w Lizbonie to bardzo nudna i pretensjonalna historia. Kartkowałem niedbale gdy nagle podskoczyłem jak ukłuty iglą. Feliks Krull w liście do fikcyjnych rodziców pisze: "... co pociągało za sobą przekroczenie terminu mojego wejścia na "Cap Arcona".".

Cap Arkona! Kilka tygodni temu mój kuzyn wspomniał, że jego ojciec stracił życie na tym właśnie statku. Życie straciło wtedy około 5,000 więźniów hitlerowskich obozów - KLIK.

Sprawdziłem w wikipedii, innego statku o tej nazwie nie było. Porównałem daty - Cap Arcona wybudowano w 1927 roku zaś Feliks Krull przebywał w Lizbonie w latach 90. XIX wieku. A więc błąd na miarę d'Artagnana spacerujacego po rue Bonaparte. Z tym, że A. Dumas czegoś takiego nie napisał. Wspomniał tylko o ulicy Servandoni, która za czasów d'Artagnana również nie istniała. Ale czy komus to przeszkadza? To było właśnie sedno rozważań Umberto Eco - rue Bonaparte, rue Servandone - dwie równie błędne informacje. Dlaczego tylko jedna z nich powinna nas zastanowić? - podkreślenie moje.

Jestem wyjątkowo pewny, że wiadomość o Feliksie Krullu rezerwującym w 1893 roku przejazd do Buenos Aires na pokładzie Cap Arcona nie zastanowi nikogo.
Tomasz Mann musiał doskonale wiedzieć o prawdziwym losie tego statku. Wszak został zatopiony w Zatoce Lubeckiej, u wrót rodzinnego miasta autora. Dlaczego, dla kogo, skomponował taką fikcję? W porywach pychy myślę, że może dla mnie. Takie żartobliwe mrugnięcie zza grobu. Żartobliwych mrugnięć mogę oczekiwac głównie z tego rejonu.

Dzisiaj zakończył się tegoroczny sezon filharmoniczny. Ostatnim utworem był muzyczny zart Mozarta - Ein musikalischer Spass - ostatnia część żartu tu - KLIK

P.S. Wczoraj pominąłem pewien fragment i już po publikacji wpisu zdałem sobie sprawę, że jest on bardzo istotny. Feliks Krull wspomina, że nie zdąży na Cap Arcona i dodaje, że następny statek - Amfitryda - nie zapewnia odpowiedniego standardu więc chyba nie pozostaje mu nic innego tylko poczekać w Lizbonie 5 miesięcy aż Cap Arcona zawita na następny rejs. Sprawdziłem więc Amfitrydę - to bogini wód, żona Posejdona, jej imieniem nazwano sporo statków lecz większość to były okrety wojenne. Żaden nie woził pasażerów z Lizbony do Buenos Aires. A więc znowu przekręt, ale uwaga - jeden z tych okrętów o imieniu Amfitryda woził skazańców do Australii. Komentarz zbyteczny.

Tagi: bez sensu
12:19, pharlap
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 grudnia 2013

 

Wiara

Dla kogoś ktoś jeździ lexusem
wiara nie jest wielkim luksusem.
Dużo trudniejsza to cnota
gdy twój pojazd to stara toyota. 

 
1 , 2 , 3