RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013

Koło Broome specjalna aura,
otacza odcisk stopy dinozaura. 
Nic dziwnego, że podniósł się szum,
na całe Broome,
gdy pewna pani z Europy,
zostawiła swój odcisk stopy.
wprawdzie nie w lawie, lecz na plaży,
bo lawa parzy.
A mnie dręczy pytanie:
jak dinozaur był w stanie
chodzić po lawie,
jak człowiek po trawie?
Czy ktos mi odpowie łaskawie?
 

niedziela, 28 kwietnia 2013

Piaszczyta łacha,
tnie naturę bezszelestnie,
jak szczęki krokodyla.

 

Tagi: haiku
08:34, pharlap
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 kwietnia 2013

 

 

 

 

 

 

 

Konieczna lektura przed jutrzejszą mszą.

piątek, 26 kwietnia 2013

In a mother's womb were two babies. One asked the other: "Do you believe in life after delivery?" 
The other replies, "why, of course. There has to be something after delivery. Maybe we are here to prepare ourselves for what we will be later. 
"Nonsense," says the other. "There is no life after delivery. What would that life be?" 
"I don't know, but there will be more light than here. Maybe we will walk with our legs and eat from our mouths." 
The other says "This is absurd! Walking is impossible. And eat with our mouths? Ridiculous. The umbilical cord supplies nutrition. Life after delivery is to be excluded. The umbilical cord is too short." 
"I think there is something and maybe it's different than it is here." the other replies, "No one has ever come back from there. Delivery is the end of life, and in the after-delivery it is nothing but darkness and anxiety and it takes us nowhere."
"Well, I don't know," says the other, "but certainly we will see mother and she will take care of us."
"Mother??" You believe in mother? Where is she now? 
"She is all around us. It is in her that we live. Without her there would not be this world." 
"I don't see her, so it's only logical that she doesn't exist." 
To which the other replied, "sometimes when you're in silence you can hear her, you can perceive her." 

Zasłyszne w facebooku, żródło tutaj: http://101PowerfulAffirmations.com/

Swobodne tłumaczenie na polski:

W łonie matki rozmawia dwójka dzieci..
- Czy wierzysz w życie po porodzie?
- Oczywiście, musi być coś po porodzie, może my teraz tylko przygotowujemy się do tego co będzie później.
- Bzdura, nie ma życia po porodzie. Cóż to mogłoby być za życie?
- Nie wiem, ale tam może być więcej światła niż tutaj. Może będziemy używać nóg do chodzenia, ust do jedzenia..
- Absurd, chodzenie na nogach jest niemożliwe. A jedzenie ustami - śmieszne - przecież dostajemy cały pokarm przez pępowinę.  Poza tym - dokąd pójść? Przecież pępowina jest taka krótka.
- A ja myślę, że jednak jest tam życie, całkiem inne niż tutaj.
- Nikt nigdy stamtąd nie wrócił. Poród to koniec życia. Po-poród to jest ciemność, pustka i lęk.
- Nie wiem, ale myślę, że wtedy zobaczymy naszą matkę i ona się nami zajmie.
- Matkę? Ty jeszcze wierzysz w matkę? To gdzie ona teraz jest?
- Ona jest dookoła. My w niej żyjemy. Bez niej nie byłoby życia. 
- Nie widzę jej. To chyba logiczne, że w takim razie nie istnieje.
- Czasem, gdy się wyciszysz, możesz ją usłyszeć, uświadomić sobie jej istnienie.

09:13, pharlap
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 kwietnia 2013

 

Ostro wiosłowały dziewczyny dzielne,
w swoim treningu bardzo rzetelne.
Lecz wyparowal z nich entuzjazm cały,
gdy z chłopakami się zrównały. 
Zaczęły się zawody bardziej subtelne.

 

Tagi: limeryk
10:28, pharlap
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 kwietnia 2013

Wczoraj odwiedziła mą żonę Fiona,
byłem tym dziwnie ucieszony,
bo chociaż powodem była żona,
to lubię Fiony.

Imię Fiona znaczy - jasna, blond
więc nie wiem jakim cudem,
czy to jakiś kaprys, jakiś błąd?
Wszystkie Fiony, które znałem były rude. 

Myślałem już, że przyjdzie zgon,
a ja nie poznam więcej Fion,
więc jestem mile zaskoczony,
że za sprawą mojej żony,
poznałem Fionę... bo lubię Fiony.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dzisiaj uczestniczyłem w kameralnym przyjęciu. Na stołach było wiele smakowitych przekąsek. ale szczególnie przypadły mi do gustu niewielkie ciasteczka. Na kruchej podstawie kwaskowy krem i pokrywa z doskonałej czekolady. Tak mnie pochłonęło to zajęcie, że w końcu poczułem mdłości. Oj niedobrze, przydałoby się teraz coś ostrego. I przyszło - zgaga - co za ulga.

Tagi: desery
11:54, pharlap
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 kwietnia 2013

Jesienny kwiecień,
przeplata słońce i deszcz,
daleko od domu.
 

Tagi: haiku
13:58, pharlap
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 kwietnia 2013

Dwie poduszki w zwykłym samochodzie
toczyły bój tak zaciekły,
że pasażerki w wielkiej trwodze,
wybiły okno i uciekły.
A z poduszek dwóch,
uszedł wszelki duch. 

 

PS. Pasażerki samochodu nie doznały poważnych obrażeń.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Przy wyjściu z supersamu zauważyłem starszego pana z czerwonym makiem w klapie i tacą ze znaczkami, takimi jak ten...


Oczywiście, za 10 dni ANZAC Day, tutejsze święto wojska. 
- Jesteś weteranem wojennym? - spytałem. Pan kiwnął potakująco głową.
- Z której wojny? Może z koreańskiej?
- Nie, druga wojna światowa, służyłem całe 6 lat.
- Druga wojna.. biłeś sie w drugiej wojnie światowej? - zaskoczenie odebrało mi mowę.
- Nie wierzysz, popatrz to moje zdjęcie w "slouch hat", miałem wtedy 18 lat - ze zdjęcia patrzył na mnie sympatyczny młody chłopak.
- Na którym froncie walczyłeś? - spytałem mając nadzieję, że odpowie Tobruk gdzie Australijczycy walczyli wspólnie z Polakami.
- Na Pacyfiku, Nowa Gwinea, Wschodni Timor..
- Byłeś na Kokoda Trail?
- Nie, ja byłem w specjalnej grupie dywersyjnej. Zrzucali nas na tyłach Japończyków z zadaniem zabijania dowódców.
- Ukrywałeś się w dżungli i z ukrycia strzelałes do japońskich dowódców?
- Tak, przez sześć lat - potwierdził pan uśmiechając się przez mgłę.
- To niesamowite, na pewno napisałeś o tym książkę.
- Nie. Złożyłem przysięgę, że do końca życia nie ujawnię żadnych szczegółów naszej operacji.
- Ale przecież po 50 latach ujawnia się wszystkie tajne dokumenty.
- Nie ma żadnych dokumentów. Zostały zniszczone po zakończeniu wojny. Warunki służby były jasne: całkowita tajemnica, żadnych awansów ani odznaczeń. Nie ma nas. Zakładano, że nikt nie wróci żywy. Ja jestem jedyny, który przeżył - starszy pan uśmiechnął się przekornie.
- W jaki sposób was rekrutowali do tej jednostki?
- Wszyscy zgłosiliśmy się na ochotnika. Jestem Wal - wyciągnął do mnie dłoń - znaczy Wally, Wallace - uścisnęłiśmy sobie dłonie.
- Oczywiście będziesz maszerował w paradzie ANZAC.
- Nie. Przecież nie mam z kim iść. Nikt z moich kolegów nie wrócił.
Odsunąłem się żeby ustąpić miejsca chętnym do zakupu znaczków. Rozglądałem się bezradnie dookoła. W głowie kłębiło mi się wiele pytań, które chciałbym jeszcze zadać. Czy wypada pytać? Czy można być tak natarczywym? Mój wzrok powrócił w miejsce przy wyjściu. Starszego pana już nie bylo. A może to wszystko mi się przyśniło? Sięgnąłem do kieszeni, dłoń natrafiła na znaczek. A więc jednak był.

 
1 , 2