RSS
niedziela, 29 czerwca 2014

W dobrych zawodach wystąpiłem,
bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem.
Św Paweł - List do Tymoteusza. 

Dzisiaj dzień św Piotra i Pawła. W kościele czytano powyższy tekst a mnie przypomniały się wydarzenia sprzed 6 lat.

Cała sprawa zaczęła się jeszcze wcześniej, na wyścigu narciarskim Marcialonga we Włoszech spotkałem przypadkowo polskiego narciarza - Jana Marka. Nawiązaliśmy korespondencję i byłem pod urokiem jego mądrości i pięknego stylu literackiego. Spotkaliśmy się cztery lata później, w 1998 roku, w jego domu w Pogórzu koło Skoczowa...

Jan Marek

Spotkanie osobiste ugruntowało moją opinię o Janie jako nadzwyczajnym człowieku. Co krok napotykałem namacalne dowody jego działalności społecznej i byłem świadkiem szacunku jakim cieszył się wśród mieszkańców Skoczowa i okolic. 
Jednym z jego osiągnięć był Bieg Świętojański, który zyskał sobie uznanie bardzo dobrych biegaczy.

- Widzisz Lechu jaki ja samolubny jestem. Zorganizowałem bieg na swoje imieniny - żartował Jan - a Ty? Ty do Polski tylko w zimie przyjeżdżasz?
- Póki mam siły to tylko w zimie, na europejskie maratony narciarskie.
- Bo ja tak sobie pomyślałem, jakby to było przyjemnie gdybyś wziął udział w moim biegu.

Minęło aż 10 lat zanim udało mi się być w Polsce w czerwcu. Jan Marek zginął kilka lat wcześniej potrącony przez samochód. Ja zakończyłem biegi narciarskie i jakiekolwiek biegi, ale nie zapomniałem o imieninach Jana.

Na słupach ogłoszeniowych w Skoczowie znalazłem informacje o biegu, który nazwano Biegiem Świętojańkim im Jana Marka. 
Stadion w Pogórzu - z obawą przyglądałem się młodym i wytrenowanym zawodnikom. Jedyne nadzieje wiązałem z kilkoma starszymi panami, którzy na koszulkach mieli nazwę swojego klubu - Dreptak - KLIK.
Dreptak - nazwa jak dla mnie - ucieszyłem się. Przysiadłem się do nich licząc na nawiązanie jakiegoś kontaktu. Już po minucie mina mi zrzedła - z rozmowy wynikało, że ci panowie startują co tydzień w kilku biegach na dystansach powyżej 10 km. Zostałem sam.

Na starcie ustawiłem się w ostatniej linii. Już po kilku sekundach "Dreptaki" wyrwali do przodu a ja zostałem na końcu z parą biegaczy. Zorientowałem się, że pani startuje po raz pierwszy w takim biegu, a jej partner jest doświadczonym biegaczem, ale będzie jej towarzyszył i służył radą. Towarzystwo jak dla mnie... ale tylko na 500 metrów. Po takim dystansie zabrakło mi tchu i przeszedłem z biegu w marsz. Właśnie opuszczaliśmy Pogórze.
- To nie ma sensu - pomyślałem - ja będę tak maszerował bóg wie jak długo, zaraz zaczną się wzniesienia, tylko narobię kłopotu organizatorom. Zatrzymałem się z zamiarem powrotu na stadion.
- A pan dokąd? - zapytali stojący obok dwaj chłopcy z rowerami - trasa idzie tam, na torfowiska.
- Wycofuję się, nie dam rady.
- Co pan opowiada - oburzył się starszy chłopiec - my jesteśmy straż tylna i pojedziemy razem z panem.
- Bieg trzeba ukończyć - dodał drugi - jaki przykład pan daje młodzieży?
- No dobrze - roześmiałem się - idę dalej, sami tego pożałujecie.
- Nam się nie spieszy. Zawołaj Staszka - zwrócił się jeden z chłopców do kolegi - powiedz mu, że da radę z nami pojechać.
Dołączył do nas trzeci, chyba 8-letni, rowerzysta i tak wędrowaliśmy przez torfowisko, łąki, górskie ścieżki. Czasem truchtałem, czasem szedłem. Moi towarzysze żartowali i dodawali mi otuchy. Na podwórkach mijanych gospodarstw paliły się ogniska - nadchodziła Noc Świętojańska.

Wreszcie brama stadionu.
- No i widzi pan, ukończył pan bieg - pożegnali mnie moi towarzysze.
Ostatnie metry do mety truchtałem niezauważony przez publiczność. Koniec biegu...

Meta

Obmyłem twarz, spakowałem się i pomaszerowałem do przystanku autobusowego. Po drodze mijałem szkołę, na schodkach siedziało kilku chłopców.
- Ukończył pan bieg? - zapytali.
- Ukończyłem.
Nad głowami chłopców zauważyłem tę tablicę... 

Paweł

08:15, pharlap
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 czerwca 2014

Wolność i demokracja często wymieniane są jednym tchem a przecież są to idee całkowicie sobie przeciwne.

Cóż to bowiem jest demokracja - system, w którym źródło władzy stanowi wola WIĘKSZOŚCI obywateli - KLIK.

Natomiast pojęcie wolności odnosi się głównie do JEDNOSTKI. Jak można więc mówić o wolności jeśli reguły gry ustala bliżej nieokreślona większość? Do tego statystyka dowodzi, że wiekszość jest zawsze poniżej średniej. Poniżej przeciętnego wykształcenia, zarobków, inteligencji.

Bieda w tym, że nieskrępowana niczym swoboda jednostki doprowadziłaby w szybkim czasie do powstania elitarnej grupy ludzi, którzy posiadają całą władzę. Demokracja to reglamentacja wolności - narzucenie ograniczeń najsilniejszym żeby dla tych słabszych też coś zostało.
Czasami zostaje tylko prawo do wyboru władzy. Kandydatów ustalają ci, którzy mają władzę.

Tagi: bez rymu
14:52, pharlap
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 czerwca 2014

Nawet starogrecka wymowa.

Na bardzo ciekawym blogu o tematyce filozoficznej ukazał się ostatnio wpis pod tytułem Panta rhei - KLIK.

Panta rHei? Zacharczałem jak pantHera - rrrrrrrHei. Rzeczywiście zabrzmiało to jakbym płynął, ale już trochę bulgotał.

Gdy chadzałem do szkoły jakieś 65 lat temu to uczono nas pisać i wymawiać ten zwrot panta rei. Żeby jednak upewnić się czy pamięć mnie nie zawodzi, albo czy to nie była komunistyczna propaganda, zajrzałem do wikipedii - angielskiej - KLIK - i polskiej - KLIK. Totalna porażka - w obu źródłach jest RHEI.

Już miałem popaść w całkowitą depresję, ale w ostatnim momencie zauważyłem grecką pisownię tej maksymy "Πάντα ῥεῖ" . W tej samej szkole i w tym samym czasie, na lekcjach matematyki, nauczono mnie wszystkich liter użytych w tym cytacie. Ograniczę się tylko do drugiego słowa - wyraźnie widać, że składa się tylko z trzech liter: ro-epsilon-iota i po polsku wymawia się rei.

Wymieniłem z autorami blogu kilka komentarzy na ten temat i dowiedziałem się, że skłonni są przyznać mi rację, ale... pisownia rHei znajduje się w Słowniku Języka Polskiego. To jest niewątpliwie ostateczny autorytet. Zastanowiła mnie tylko jedna rzecz. To jest wydanie Słownika opublikowane w 1998 roku.  Zajrzałem do Encyklopedii Powszechnej PWN wydanej w roku 1982 i tam jest REI.

Co wydarzyło się między 1982 a 1998 rokiem? Odzyskaliśmy wolność! Również zaistniał internet a wraz z nim "anglizacja" języka.
Oczywiste jest, że pisownia rhei, to pisownia fonetyczna gdyż anglosasi nie potrafiliby wymówić słowa pisanego jako rei w sposób zbliżony do greckiego oryginału. Ale Polacy nie mają z tym żadnego problemu. Mało tego - Polacy powinni mieć problem z wymówieniem słowa pisanego jako rhei. Więc dlaczego wprowadzono taką zmianę?

Jeszcze kilka lat płynięcia w tym kierunku a w polskiej encyklopedii pojawi się kompozytor o nazwisku Pyotr Ilyich Tchaikovsky - KLIK - wymawia się: ˈpjɔːtər iːˈljiːtʃ tʃaɪˈkɒfski .

Przepraszam, ale ja wysiadam z tego statku bo w przeciwnym razie powiesiłbym się na rei - przepraszam - na rhei. 

Na razie brzmi to jeszcze tak...
 

Tagi: ortografia
11:18, pharlap
Link Komentarze (1) »
środa, 11 czerwca 2014

Dzisiaj rano pomaszerowałem do kwiaciarni kupić kwiaty dla znajomych z okazji urodzin. W drodze powrotnej wstąpiłem do kiosku zagrać w toto-lotka a potem jeszcze do kościoła wyjąć pieniądze ze skarbonek (to moja oficjalna funkcja nie dorabianie na boku). Sięgam po klucze i zauważam, że nie mam przy sobie kwiatów. Szybkie przewinięcie filmu do tyłu - oczywiście, musiałem zostawić w kiosku.

Pedzę więc do kiosku a w głowie kłębią się sprzeczne myśli - jeśli kwiatów tam nie będzie to może to znak, że ToTo Lotek przyjął mój dar i wynagrodzi mi to sowitą wygraną. Wchodzę a pani kioskarka już od progu woła - o, to ty zostawiłeś tu kwiaty. Czuję się troche jak Kain po odrzuceniu jego ofiary, tyle że nie mam komu zazdrościć. 

Powracam do kościelnych skrzynek, utarg bardzo słaby. Idę do domu z postanowieniem, że zaraz po wejściu włożę kwiaty do wazonu żeby troche się odświeżyły przez urodzinową ceremonią. W domu jak to w domu - w skrzynce listy, na telefonie nagrana wiadomość, trzeba sie wziąć za smażenie naleśników. Czas mija szybko i produktywnie gdy nagle przeszywa mnie myśl - kwiaty do wazonu. Dobrze, ale gdzie są kwiaty? Sprawdzam w wielu miejscach - nie ma! Och święty Antoni pomóż - musiałem zostawić je w kościele. Biegnę więc do kościoła a w głowie kłębią się sprzeczne myśli - jesli kwiatów nie będzie to może to znak, że Bóg przyjął moja ofiarę i wynagrodzi mnie a może i jubilatów dla których kwiaty były przeznaczone.
Kwiatów NIE MA!

A więc ofiara przyjeta - hurra! Zastanawiam się co zrobić z jubilatami - kupić im nowy bukiet (ale jaka szansa, że go doniose do celu? ) czy opowiedzieć całą historię i sugerować oczekiwanie na łaskę Bożą. Nie wiem jak to będzie przyjęte. Znajomi wierzą bardziej w notowania giełdowe niż w Opatrzność, może zdenerwują się, że odebrałem te kwiaty z punktu toto-lotka. Bijąc sie z tymi myślami wchodzę do domu. Zaglądam do pokoju dziecinnego a tam leżą moje kwiaty. A więc wszyscy odrzucili moją ofiarę. Sam zostałem ofiarą jednej na 7 milionów szansą w toto-lotku. 

Otwieram listy - Akademia Muzyczna zaprasza mnie żebym ich wsparł kwotą $15,000, Opera Victoria wtóruje - tylko $1,000.

A więc tyle instytucji obserwowało moje zmagania, liczyło na mnie a tu NIC.

Pora na wizytę - czy ja czegoś nie zapomniałem zabrać?

wtorek, 10 czerwca 2014

... Barak Obama.

Wszystko zaczęło się 21 listopada 2013 na kijowskim Majdanie po niepodpisaniu przez prezydenta Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Dlaczego Unii Europejskiej zależy na takiej umowie? Tego mój mały rozum pojąć nie może. Unia już teraz chwieje się w podstawach, jej stan finansowy jest bardzo kiepski. Czyżby doświadczenie z Grecją nie wystarczało? A Ukraina jest wiele razy większa od Grecji i w o wiele gorszym stanie.

Od tego momentu każdy polityk europejski, a szczególnie polski, uważał za swój obowiązek pokazać się na Majdanie.
Swoją drogą ciekaw jestem jaka byłaby reakcja polskiego rządu gdyby w manifestacji organizowanej przez PiS wzięli udział politycy z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Gruzji. 

18 lutego 2014 sytuacja stała się krytyczna. Służby bezpieczeństwa ostrzelały demonstrantów. Ale Janukowycz poszedł na ustępstwa - po spotkaniu z W. Kliczko zgodził się na przyspieszone wybory prezydenckie. W tym momencie sprawy wymykają sie spod kontroli. sotnik Parasiuk porywa tłum do odrzucenia tej ugody - KLIK. Prezydent Janukowycz ucieka z Ukrainy. Witalij Kliczko, dotychczas pierwsza postać na Majdanie, schodzi na dalszy plan. Do gry wchodzą prawdziwi gracze - oligarchowie.

Reakcja
25/2/14 - demonstracja zwolenników oderwania Krymu od Ukrainy.
28/2/14 - rosyjscy żołnierze zajmuja lotnisko wojskowe w Symferopolu.

Źródło powyższych informacji - wikipedia - KLIK.

Marzec 2014 - Unia Europejska i USA ogłaszają sankcje ekonomiczne wobec Rosji.

26/03/14 - prezydent Komorowski deklaruje konieczność instalacji w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej - KLIK.
Koszt tarczy = minimum kilkanaście miliardów złotych - KLIK

23/04/14 - Amerykańscy żołnierze lądują w Polsce - KLIK.

Przypominam, że za kilka miesięcy wojska amerykańskie wycofają się z Afganistanu. Trzeba jakoś rozładować demobilizację tysięcy żołnierzy. Pierwszy krok zrobiony.

Operacje wojenne w Afganistanie kosztowały w 2013 roku prawie 94 miliardy dolarów - KLIK. Arytmetyka jest bezlitosna - skoro kogoś ( rząd USA ) kosztowały, to komuś innemu przynosiły dochody. Trzeba szybko znaleźć nowe źródło dochodów. Barack Obama udzielił odpowiedzi - KLIK.

Dodajmy do tego fakt, że sankcje nałożone na Rosję dotkną przede wszystkim rosyjski przemysł wydobywczy - ropa, gaz. Tak się akurat złożyło, że tego towaru w USA jest obecnie spory nadmiar.

Tagi: polityka
13:32, pharlap
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014

Dzisiaj większość Australii obchodzi Queen's Birthday - KLIK.

Wprawdzie święto ustalono nie dla obecnej królowej a zarówno obecne jak i ta oryginalna - królow Wiktoria - mają urodziny w innym terminie, ale każda skoro jest to dzień wolny od pracy to nie ma co dzielić włos na czworo.

Dzień wolny od pracy nie dotyczy emerytów zajmujących się wnuczętami więc tylko obserwowałem jak świętują inni.

Do wnuczki jechałem około ósmej rano, na ulicy pusto, dojazd zajął mi 10 minut mniej niż w dzień roboczy. Obserwowałwm więc ruch pieszych na chodnikach.
Ranek był zimny ( 6C ) i słoneczny. Pieszych nie było wielu - najwięcej kobiet na porannym spacerze - samotnie lub z koleżanką. Oczywiście był to spacer typu fitness - panie w obcisłych legginsach i energiczne wymachujące rękami. Może nawet trzymały w dłoniach jakieś ciężarki.
Druga pod względem liczebności kategoria pieszych to biegaczki. No czasem zdarzył się mężczyzna, ale proporcja pań do panów była jak 4:1.

Ciekawe, że było bardzo mało osób z psami. Być może jak praca nie goni to wolą sie wyspać. Już dojeżdżając do celu zauważyłem na ulicy rowerzystów. Nie byle jakich, doskonałe rowery, piękne stroje. Całe watahy po kilkanaście osób. To czywiście sami mężczyźni.

Podczas południowego spaceru spotkałem w parku całe rodziny na rowerach, a wracając do domu wczesnym popołudniem zauważyłem na ulicy sporo par mieszanych na rowerach.

Queen's Birthday - zawsze drugi poniedziałek czerwca - to również oficjalny początek sezonu narciarskiego. W tym roku sezon zaczął się bez śniegu - KLIK. Nie wiem dlaczego w artykule pod tym linkiem zamieścili bardzo śnieżne zdjęcie. Może to będzie jedyne zdjęcie śniegu w tym sezonie?

czwartek, 05 czerwca 2014

.. jak siebie samego.

Znamy to przykazanie. Ale co właściwie oznacza słowo bliźni? Na pierwszy rzut oka widać, że ma to samo pochodzenie co bliźniak. A zatem ktoś taki sam jak ja. 

Kolejne skojarzenie, to ktoś kto jest blisko nas ( KLIK ). Fizycznie blisko - stąd pewnie pochodzi angielskie tłumaczenia - neighbour - sąsiad. Ewentualnie osoba o zbliżonych poglądach i systemie wartości.

To ostatnie wydaje mi się szczególnie istotne jeśli ma się tę osobę "kochać" jak samego siebie. Dla fundamentalisty religijnego najważniejsza sprawa to przecież zbawienie - własne. W takim razie miłować kogoś jak siebie samego znaczy troszczyć się w pierwszym rzędzie o jego zbawienie. Jeśli więc przykazanie to wezmą sobie do serca dwie osoby o odmiennych poglądach religijmnych to rachunek jest prosty - dwa trupy.

Nie trzeba zresztą wyciągać dział az takiego kalibru, podam jako przykład samego siebie. Otóż moja miłość własna każe mi wstawać dość wcześnie, rozpoczynać każdy dzień gimnastyką, jadać regulanie niezbyt urozmaicone jedzenie, spędzać czas w możliwie pożyteczny sposób i nie kupować żadnych niepotrzebnych rzeczy.

Czy jeszcze ktoś chce żebym go kochał jak samego siebie?  Nie widzę chętnych.

Do powyższych rozważań skłoniły mnie wydarzenia w kręgu osób, którymi zajmuję się w swojej grupie charytatywnej Stowarzyszenia św Wincentego. Niektóre osoby mieszkają w wynajętych lokalach a w naszej dzielnicy oznacza to bardzo wysoki czynsz. NIc dziwnego, że nie są w stanie utrzymać się z zasiłku inwalidzkiego czy z renty z tytułu opieki nad dzieckiem. Proszą nas o pomoc, ale przecież to jest studnia bez dna. Tłumaczymy więc klientom, że naszym zadaniem jest pomoc  w sytuacji kryzysowej a nie regularne zapomogi dla osób, które żyją ponad stan.

Kilka dni temu, pod domem gdzie mieszkała para takich właśnie podopiecznych, zauwazyłem szyld - mieszkanie do wynajęcia. Ach, więc posłuchali naszej rady i wyprowadzili się. Zrobiło mi się smutno. To była taka sympatyczna para. Dość młodzi ludzie - on - inwalida, ona - bezrobotna. I oni i ich mieszkanie bardzo zadbani. Już w progu proponowali nam herbatę. Zresztą czasami w domu była tylko ona. Jej partner dość często trafiał do więzienia. Nie naszą sprawą było pytać o powód, ale on wyjaśniał niepytany - mieszkamy blisko stacji, jak ktoś zostawi na siedzeniu w samochodzie na parkingu torebkę czy komputer, no to jak można obok tego obojętnie przejść? O naturę jego inwalidztwa też nie pytaliśmy, ale według mnie poprzednie zdanie ją wyjaśnia.

No i teraz już nie będą nas prosić o pomoc. Zrobiło mi się trochę wstyd. To my przyłożyliśmy kamyczek do tego żeby w naszej dzielnicy nie mieszkał nikt ubogi. Angielski termin - neighbour - sąsiad. Przypomniały mi się rozmowy sąsiadów ilekroć ktoś w sąsziedztwie sprzedaje dom - kto też teraz tu się sprowadzi, byleby nie ........ bo jeszcze nasze domy stracą na wartości. Bardzo przezornie - zamieszkaj w sąsiedztwie ludzi takich samych jak ty i pilnuj żeby nie sprowadzil się tu ktoś niepożądany. 

I wtedy możemy się kochać do woli - jak Bóg przykazał.

Ilustracja muzyczna - KLIK.

Tagi: miłość
15:33, pharlap
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

English version of this entry is here - CLICK.

Wczoraj (niedziela) odbył się tegoroczny MS Walk - bieg/marsz charytatywny na rzecz MS Society - Towarzystwa Strwardnienia rozsianego. Ja tylko szedłem i to spacerkiem, ale żeby sobie te imprezę lepiej utrwalić pzyjechałem na nią rowerem.

Wbrew prognozom padał drobny deszczyk...

BIedronkaSpacer

Albert LakeOstatnia prosta

Według mnie dodało to tylko uroku imprezie.

W tym roku wyznaczyłem sobie niezbyt ambitny cel - zebrać $500. Udało się - uffff. Wszystkim sponsorom serdecznie dziękuję. Dodając do tego pieniądze zebrane na styczniowej mprezie Dash for Colour udało mi się zebrać ponad $1,000. 

Marsz się skończył, ale zbiórka trwa do końca czerwca - moja strona jest tutaj - KLIK

Tagi: MS
13:56, pharlap
Link Dodaj komentarz »