RSS
piątek, 31 sierpnia 2012
W tym tygodniu miałem sporo wizytacji osób potrzebujących pomocy. Ostatnia z nich...
Młody mężczyzna zaprasza nas do środka, siadamy na kanapie a on, mocno zmieszany, coś nam niejasno tłumaczy i klęcząc na podłodze rozkłada jakieś papiery..
- Look mate, tutaj mój rachunek za gaz, a tu poświadczenie przydziału tego mieszkania, a tu...
Wreszcie dociera do naszej świadomości, że on zgubił wczoraj wszystkie dolumenty i w ten sposób próbuje udowodnić swoją tożsamość. Fakt, że on też coś zgubił wywołuje we mnie odruch zrozumienia i sympatii.
- W porządku, schowaj to, ufamy ci.
Tylko dlaczego on nadal mówi takim jednostajnym, męczącym głosem, bez przerwy, jak automat?
Żona go porzuciła, został z trójką dzieci. W zeszłym tygodniu miał dodatkowy wydatek - $250 za szkolny obóz. Dopiero teraz zauważam, że w drzwiach stoi jego najstarszy, 10-letni syn. W mundurku porządnej państwowej szkoły. Patrzy mi śmiało w oczy, uśmiecha się z sympatią i z ciekawością. Jednocześnie trzyma w ochronnym uścisku swoją 7-letnią siostrę. Widząc, że doszliśmy do porozumienia z jego ojcem wychodzi na korytarz i zaczyna demonstrować swojemu 5-letniemu bratu tajniki rzutu piłką krykietową.
Zostawiamy bony żywnościowe i wychodzimy.
- Mark, dlaczego on tak dziwnie mówił? - pytam mojego towarzysza. - Naćpany czy co?
- Eee, nie, on jest w porządku - odpowiada Mark (dwa razy młodszy ode mnie więc zna temat) - to tylko schizofrenia.
Tylko schizofrenia. A przedtem było tylko bezrobocie, tylko nieuleczalna choroba, tylko ucieczka przez mężem narkomanem.
I wszędzie dużo dzieci. Zadbanych, pogodnych, patrzących śmiało w oczy.
Przypomina mi się powiedzenie, że dobry Bóg nie obarcza człowieka ciężarem, którego nie dałby on rady udźwignąć. Spoglądam wstecz na swoje życie, bez tragedii, uporządkowane, upstrzone gdzie niegdzie żartobliwymi podskokami. 
A więc ja nie byłem zdolny niczego więcej udźwignąć?
Dziękuję ci Boże za tak lekką próbę. Dziękuję również za tę możliwość spotkania ludzi o tyle silniejszych ode mnie.
07:01, pharlap
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2012
Od dłuższego czasu gubię rzeczy. Najczęściej czapki i okulary słoneczne. We wtorek przyszła kolej na czapkę. No bo jak zaświeciło słońce to zdjąłem ją z głowy i założyłem okulary.
Wracałem z banku gdzie dokonałem wpłaty charytatywnych datków. Włożyłem do torby książeczkę wpłat i czapkę i wsiadłem do tramwaju.
Strata była niewielka. Ta czapka i tak mi się nie podobała. Dobra okazja żeby sobie kupić nową, bardziej wiosenną, za $2 w "moim" sklepie.
Dzisiaj zadzwoniłem do tramwajowego biura rzeczy znalezionych. 
- Mamy, mamy proszę przyjechać i odebrać.
Przyjechałem. Przez płótno namacałem książeczkę wpłat. Zajrzałem, czapka też była. Poczułem pewien zawód. Że też nikt nie zajrzał dobrze do środka. Może wtedy by coś wpłacił na nasze konto? Mógłby sobie nawet wziąć tę czapkę.
09:39, pharlap
Link Komentarze (2) »
środa, 29 sierpnia 2012
Za tydzień będzie 100 rocznica urodzin Johna Cage - chyba najbardziej zwariowanego eskperymentatora muzycznego. Przy okazji równych rocznic bardzo przydają się jakieś materiały anegdotyczne a John Cage wyprodukował ich sporo więc media mają o czym pisać. 
Piszą więc o muzyce na "preparowane" instrumenty, wprowadzeniu do muzyki chaosu i przypadkowości. No i oczywiście o ciszy. Wszak najsłynniejszy utwór Johna Cage to 4'33" - cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy ciszy. Jeśli macie Państwo chwilę czasu i ciszę wokół to zapraszam TUTAJ. Polecam uważne wysłuchanie do końca bo jest w tej ciszy kilka zabawnych momentów. Ale nawet bez nich warto czasem posłuchać upływającego czasu.
Tagi: muzyka
10:17, pharlap
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 sierpnia 2012
Dzisiaj, jak to we wtorek, praca w centrum św Wincentego. Odkurzanie. W którymś momencie chcę pociągnąć odkurzacz do przodu, nie idzie. Podnoszę głowę - na kablu stoi dziewczyna - znowu uczennica przysłana przez jakąś szkołę. Zajęta sprawdzaniem metek na sukienkach. 
Zastanowiłem się nad skomplikowanymi relacjami kobiet i węży...
Oto wąż Quetzalcoatl (Mezoameryka) - współtwórca świata - zrodzony przez boginię-dziewicę Coatlicue.
Kumari królewska (Nepal) - jej piękno zostało objawione ludzim przez węża. Do dzisiaj, jeśli matce przysni się czerwony wąż, to znaczy  że jej córka może być wcieleniem bogini Kumari.
Nasza pramatka - Ewa - była wszak kuszona przez węża i tylko dzięki temu posiadamy potrzebę rozróżniania dobra i zła.
No i wreszcie Matka Boska, bardzo często przedstawiana w scenie deptania węża.
Mając to wszystko na względzie pociągnąłem lekko za kabel i mruknąłem - rusz się bogini. Dziewczyna uśmiechnęła się przepraszajaco i zeszła z kabla. Cały czar prysnął - trzeba było kontynuować odkurzanie.
12:51, pharlap
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 sierpnia 2012
W środę słuchałem występu młodego polskiego pianisty. W programie między innymi Sonata fortepianowa nr 6 Prokofiewa. Ucieszył mnie ten punkt programu. Sonata zaliczana do 3 "wojennych" sonat tego kompozytora. Bardziej znane są, nagrodzone nagrodami stalinowskimi, sonata 7 - Stalingradzka i 8.
Mnie jednak zastanowiła właśnie ta nr 6, którą Prokofiew zaczął komponować jesienią 1939 roku. Jesień 1939 - sonata wojenna? Przecież w tym czasie w Związku Sowieckim nikt nie mówił o żadnej wojnie. Skąd Prokofiewowi przyszły takie myśli go głowy? Być może na wiadomość o aresztowaniu jego przyjaciela Wsiewołoda Meyerholda przez NKVD w czercu 1939 roku. A być może 17 września?
04:42, pharlap
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 sierpnia 2012
Zimową nocą,
nietoperze nad głową,
tłumią uliczny gwar.
01:47, pharlap
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 sierpnia 2012
Takie pytanie przyszło mi do głowy na ten widok...



:)
10:51, pharlap
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 sierpnia 2012
Wspomnienie z wczorajszego pobytu w sklepie św Wincentego.
Wejście na schody było oklejone taśmą - OHS - inspection in progress.
OHS to skrót zwrotu occupational health and safety czyli coś co w PRL nazywało się BHP - bezpieczeństwo i higiena pracy. Czy jest to jeszcze w użyciu? 
Jednak pierwsze skojarzenie to OHMS - On Her(His) Majesty Service - spopularyzowane przez tajnego agenta Jamesa Bonda. Warto zauważyć, że statki australijskiej marynarki wojennej nadal używają przedrostka - HMAS - Her Majesty Australian Ship
Wracam do rzeczywistości...
- Co się stało? -  zapytałem.
- Wczoraj Jane źle stąpnęła na ostatni stopień, wykręciła sobie nogę i upadła.
- O Holy Shit!

PS. Badając temat przedrostków w nazwach statków znalazłem taką ciekawostkę: SMS - Seiner Majestät Schiff - używany w cesarstwie austro-węgierskim. Jednak co tradycja, to tradycja - statków już nie ma a sms pozostało.
13:06, pharlap
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 sierpnia 2012
Dzisiaj wróciłem swoich regularnych obowiązków w sklepie św Wincentego. Jednym z pierwszych zadań jest odkurzanie. Nasz odkurzacz pracuje wyjątkowo głośno. Kilka dni temu do naszego zespołu dołączyły dwie uczennice szkoły średniej. Dostały za zadanie posortowanie jakiejś damskiej sztucznej biżuterii. Trochę sortowały, a głównie gadały. Podjechałem do nich tak blisko, że szczotka odkurzacza zamiatała obasy ich butów. Nie zwróciły na to najmniejszej uwagi i kontynuowały rozmowę. 
Zastanawiałem się czy to taka umiejętność koncentracji czy też całkowita obojętność na to co dzieje się za plecami. A może to jest jedno i to samo?
13:32, pharlap
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2012

W roku 1825 włoska trupa operowa dawała w Nowym Jorku
przedstawienia,  między innymi Don Juan Mozarta
ze sławną Malibran-Garcia - KLIK -  w partii Donny Anny.
Zjawił się na nich stary Włoch osiadły w Nowym Jorku
i dziękował wykonawcom - jako autor opery!
Myślano, że stary jest niespełna zmysłów, bo przecie
Don Juana napisał Mozart, 
nieżyjący już wówczas
od lat trzydziestu czterech. 
Okazało się, że... 
Karol Stromenger - Mozart - PIW 1962.

Opera Don Juan a raczej Don Giovanni, jak to właściwie było z tym autorstwem?
Sięgnijmy do źródeł. Oto plakat z października 1788 roku, premiera opery w Dreźnie... 

Rozpusta ukarana albo Don Juan. Wielka śpiewogra w dwóch aktach. 

Uwaga, mamy go -

Die Poesie ist von dem Kais. Konigl. Theaterdichter Herrn Abe da Ponte eigehändl. verfertiget
Und die ganz neue vortreffliche Musik ist von dem beruhmten Kapellmeister Herrn Mozart, ebenfalls ausdrucklich dazu komponiert worden.

Poezja autorstwa cesarsko-królewskiego librecisty pana opata da Ponte własnor. przygotowana.
Całkiem nowa nadzwyczaj stosowna muzyka autorstwa sławnego dyrygenta pana Mozarta, równie dokładnie do niej skomponowana.

Dziękuję Ewie Marii za pomoc w odcyfrowaniu i przetłumaczeniu nieco archaicznego tekstu.

Na plakacie z pół roku wczesniejszej premiery w Wiedniu kolejność autorów opery jest taka sama. A więc sprawa jest jasna - ten stary Włoch z Nowego Jorku to był opat da Ponte. Jego roszczenia były jaknajbardziej uzasadnione, przecież na plakacie figuruje na  pierwszym miejscu.

Rozpusta ukarana - zadumałem się - co też opat mógł wiedzieć o rozpuście? Świątobliwa osoba, do tego, jak nazwisko wskazuje, z arystokratycznego rodu. I jeszcze to imię - Lorenzo - skojarzenie z weneckim Il Magnifico jest nieuniknione.

Więc powtarzam - coż szlachetny opat Lorenzo da Ponte mógł wiedzieć o rozpuście? Nie dopuszczam myśli, że ujawnił wysłuchane w konfesjonale wyznania.

Zajrzyjmy ponownie do źródeł...

W starożytnym miasteczku Ceneda - KLIK, w żydowskim getcie, żyła rodzina biednego garbarza Jeremiasza Conegliano. Mieli trzech synów - urodzonego w 1749 roku Emanuela i młodszych - Barucha i Ananie.

24 sierpnia 1763 roku, w dzień świętego Bartłomieja, w cenedeńskiej katedrze, tutejszy biskup - Lorenzo da Ponte, celebrował przyjęcie nowych dusz na łono Kościoła-Matki. Wśród ochrzczonych byli równiez synowie garbarza Conegliano.
Zgodnie z tradycją biskup nadał swoje nazwisko wszystkim nowoochrzczonym, Synowie Jeremiasza Conegliani otrzymali chrześcijańskie imiona - odpowiednio: Lorenzo, Girolamo i Luigi. 

Biskup Lorenzo da Ponte słynął ze swojej szczodrości w finansowaniu instytucji kulturalnych i oświatowych oraz z działalności charytatywnej.
Nie poprzestał na ochrzczeniu - trzej bracia Conegliani, przepraszam - da Ponte, zostali przyjęci do szkoły seminaryjnej, w której wszyscy wykazali się doskonałymi postępami.
Po dwóch latach nauki Lorenzo da Ponte władał łaciną i greką, znał  doskonale twórczość Dantego, Petrarki, Wergiliusza i Horacego. Potrafił napisać  kilkusetwierszowy poemat na zadany temat.

Lorenzo był tak zafascynowany literaturą, że któregoś dnia ukradł z ojcowskiego warsztatu czekające na wygarbowanie skóry i zapłacił nimi księgarzowi za książki. Sprawa się wydała i dotarła do wiadomości biskupa. Ten nie dość, że za własne pieniądze wykupił od księgarza skóry, to jeszcze polecił lekkomyślnego Lorenzo specjalnej uwadze nauczycieli.

Dobry biskup Lorenzo zmarł w 1768 roku. Młody Lorenzo da Ponte miał wtedy 19 lat. Z jednej strony nie wyobrażał sobie, aby mógł przerwać naukę, z drugiej...
Pod naciskiem ojca zdecydował się na przyjęcie ślubów zakonnych. Miał o to pretensję do końca życia, ale czy przedstawił jakieś własne propozycje?

Teraz jego kariera potoczyła się szybko. Po 2 latach został wykładowcą, po następnych dwóch wicerektorem uczelni. W tym samym czasie otrzymał święcenia kapłańskie, został księdzem.
I wtedy...
Trzy lata wczesmiej, w 1770 roku, Lorenzo przebywał na 2-tygodniowej kuracji w Wenecji. Poznał tam panią Angiolę Tiepolo, żonatą, matkę dwojga dzieci. Najwidoczniej oboje przypadli sobie do gustu gdyż prowadzili korespondencję i właśnie teraz Angiola powiadomiła Lorenza listownie, że porzucił ją mąż, który postanowił pozostać księdzem. 
Zadziwiająca sytuacja - nie jestem pewien czy Lorenzo uznał, ze jego obowiązkiem jest zastąpić księdza czy przeważyły wzgledy osobist a każdym razie porzucił świetnie zapowiadającą się karierę i przeniósł się do Wenecji. Zamieszkał z piękną Angiolą i jej bratem, zubożałym arystokratą Girolamo.

Girolamo zaliczał się do Barnabotti - KLIK - zubożałych członków Wielkiej Rady Wenecji. Ludzie ci mieszkali z dala od centrum, w pobliżu kościoła św Barnaby gdzie czynsz był nieco niższy, stąd nazwa. Jako członkom Wielkiej Rady nie wolno było im podjąć żadnej pracy zarobkowej, otrzymywali stałą rentę od miasta.

Angiola okazała się osobą niezwykle emocjonalną i gwałtowną a do tego hazardzistką. Jej brat był taki sam.
Lorenzo szybko znalazł pracę jako nauczyciel dzieci zamożnej i pięknej wenecjanki. Swoje zarobki musiał dzielić ze swymi gospodarzami. Podobnie jak oni wpadł w sidła hazardu.

W swoich pamietnikach wspomina, ze Wenecja było to miasto muzyki i hazardu. Do tego ogromne rozluźnienie obyczajów. Praktycznie karnawał trwał tu cały rok. Maski były zawsze na porzadku dziennym i dla wielu osób stwarzały poczucie uwolnienia od wszelkich zasad i odpowiedzialności.

Da Ponte podaje dobry przykład. Któregoś dnia, w Caffe de'Letterati, podszedł do niego posłaniec i powiadomił, że ktoś na niego czeka w pobliżu, w gondoli. Była to elegancka dama, twarz ukryta za maską.
Okazało się, że to nieporozumienie, ale najwyraźniej Lorenzo zdołał szybko zyskać zaufanie tajemniczej damy bo wyznała mu co następuje...
Pochodzi z bogatej rodziny, matka chciała ją wydać na siłę za mąż. Odmówiła, matka chce ją oddać do klasztoru więc uciekła i szuka protektora.
Nie była gołosłowna - pokazała szkatułkę pełną kosztowności i rulony banknotów w torbie. Podzieli się chętnie tym wszystkim z Lorenzo i na dodatek ofiaruje mu serce.

To wymagało rozważenia...
Angiola nie była wysoka, ale za to: piękne jasne włosy, rumiana buzia, karminowe usta, rozkoszne dołeczki, wykształcenie niewielkie, ale jaki temperament.
Matylda była znacznie wyższa, nosiła sie z godnością, ciemne włosy, rysy twarzy nie tak regularne - to ostatnie to chyba nie zaleta.
Ale ta szkatułka z kosztownościami, te rulony banknotów... Lorenzo poprosił o trzy dni czasu do namysłu. Spotykali się codziennie co wywoływało ataki zazdrości Angioli.
Dopiero po tygodniu Lorenzo zdecydował - Matylda! O 2 w nocy pospieszył do jej hotelu. Za późno, dwie godziny wcześniej porwali ją nasłani przez jej matkę mężczyźni.

W tak urozmaiconej atmosferze minęły dwa lata. Prócz pracy, miłości i hazardu Lozenzo spędzał wiele czasu na kontaktach towarzyskich z weneckimi intelektualistami i artystami i zyskał sobie w tym środowisku dużą popularność.

Pewnego razu, po kolejnej przygodzie, która nieomal nie skończyła się małżeństwem z bogatą panną, Angiola rzuciła w niego, celnie, kałamarzem a potem gdy spał, obcięła mu włosy. Również z powodu jej zazdrości Lorenzo utracił pracę nauczyciela u zamożnej protektorki.
Na szczęście, właśnie w tym czasie otrzymał list od brata, Girolamo, który kontynuował karierę naukową w Ceneda i nęcił Lorenzo powrotem na łono tutejszej uczelni.

Lorenzo wrócił i wkrótce otrzymał pozycję wykładowcy na uczelni w Treviso. Dwa lata później otrzymał tytuł profesora retoryki.
Kariera rozwijała się dobrze, ale być może rozzuchwalony sukcesem a być może na skutek weneckich fanaberii Lorenzo zaczął głosić dość radykalne poglądy, które nie podobaly sie jego zwierzchnikom.
Czarę przelał poemat napisany na okoliczność końca roku akademickiego...

La natura dentro it petto
una legge sol mi die
di non far in atto o in detto
Quel che poi non piace a me .

Dunque sono in questo seno
Questa legge a me vivra
E tu poi da un duro freno
Cerca pur felicita. 

Natura w mym sercu 
daje mi jedyne prawo 
nie robić w czynie lub słowie
tego czego nie lubię.

Dlatego wyłącznie to prawo
będzie żyło w mym sercu
a ty możesz w twardej powściągliwosci
szukać czystego szczęścia. 

W 1776 roku zakazano mu zajmowania jakiegokolwiek stanowiska w instytucjach naukowych w Republice Weneckiej.

da Ponte

Na razie żył w blasku wcześniejszej popularności. O pociągłej twarzy, orlim nosie, hipnotyzującym spojrzeniu. Do tego niezwykle elokwentny i dowcipny. Na dodatek dobry głos i wielki talent improwizacyjny. Konflikt z senatem uczelni zyskał mu popularność w sferach artystycznych i intelektualnych.
Ważnym kontaktem z tego okresu było to z poetą i librecistą Caterino Mazzola, który nauczył go jsk pisać drama buffo.

Przez pewien czas produkował się wraz z bratem - Girolamo grał na skrzypcach a Lorenzo śpiewał na poczekaniu wymyślane teksty. Zaprzestali jednak gdyż nie licowało to z profesorskim stanowiskiem brata i obniżało poetyckie loty Lorenzo.

Od czasu usunięcia z pracy mieszkał u swojego przyjaciela Memmo, który również go utrzymywał. Nie trwało to długo. Memmo mieszkał z kochanką, Teresą Zerbin. Według Lorenzo, Teresa uważała, że ma on zły wpływ na Memmo. Według plotkarzy miał on z nią romans. W każdym razie musiał pospiesznie opuścić dom przyjaciela.

Źródła:
Memoirs of Lorenzo da Ponte - tłumaczenie na angielski L.A. Sheppard. Londyn 1929 rok.
Sheila Hodges - Lorenzo da Ponte.
Anthony Holden - The man who wrote Mozart. 

12:57, pharlap
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2