RSS
piątek, 31 października 2014

Marcin Luter
wsiadł na skuter
i podjechał pod katedrę,
gdzie na drzwiach wieży
wywiesił tezy
w swej treści bardzo przebiegłe. 

Detale tutaj - KLIK.

środa, 29 października 2014

Na głównej ulicy Melbourne, przed Biblioteka Stanową, co sobotę ustawiane jest stoisko propagujące Islam...

IslamIslam2

W ostatnich miesiącach odwiedzałem tę bibliotekę wiele razy i nie oparłem się pokusie przejrzenia kilku ulotek. Zrobione są całkiem rozsądnie.

1. Bóg jeden i wszechmogący. To uderza przede wszystkim w Trójcę Świętą, której sensu jeszcze nikt nie potrafił mi wytłumaczyć. Osobna sprawa to boskość Jezusa. Ulotka nic na ten temat nie wspomina tylko zwraca mimochodem uwagę, że Bóg Islamu nie ma matki, ciotki, dziadka, wujka ani nawet szwagra - tego szwagra to już ja dodałem.

2. Islam religią pokoju. Ulotka wspomina, że wiele osób zarzuca wyznawcom Islamu różne wojny i okrucieństwa. Na ten zarzut brak jest odpowiedzi, zastępuje ją wzmianką, że 100 lat temu 5 najbardziej cywilizowanych państw Europy o zdrowych chrześcijańskich korzeniach urządziło sobie wojnę, w której zginęło około 10 milionów ludzi. Sporo z nich wytrutych okrutnym gazem. 20 lat później powtórzono tę imprezę z tym, że ilość ofiar wzrosła do 50 milionów. Osobna sprawa to Holocoust - zagłada Żydów - również przeprowadzony przez ludzi o chrześcijańskich korzeniach.
Ja dodam, ze zbrodnie stalinowskie popełnili ateiści o korzeniach chrześcijańskich zaś zbrodnie japońskie podczas II wojny światowek, rewolucję kulturalną w Chinach i zbrodnie w Kambodży ateiści o korzeniach buddyjskich.

Widać zbyt długo się zaczytałem gdyż podszedl do mnie młody człowiek ze stoiska i spytał co myślę o jego religii.

Teraz będzie przerwa na myślenie.

Tagi: pisma
11:53, pharlap
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 października 2014

Fun

Pewien pan, żeby nie wyjść z wprawy,
urządzał sobie często zabawy.
A gdy bawić się już nie miał siły,
to samochody go bawiły.
Licznik zabaw jest już dość ciekawy.

Tagi: lime-RYK X888
10:25, pharlap
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 października 2014

Kilka tygodni temu znajomy dopadł mnie z kolejną łańcuszkową inicjatywą - 10 najważniejszych książek. Jestem zapamiętałym wrogiem łańcuszków i gdy dostanę je emailem to bez czytania zgłaszam spam. Jestem również przeciwnikiem wszelkich klasyfikacji typu naj-. Co pomyślawszy zastanowilem się nad książkami, które wywarły na mnie niezapomniane wrażenie.

Były wśród nich Przygody Tomka Sawyera. Książka wydana 130 lat temu jeszcze 60++ lat temu była zupełnie aktualna. Pomyślałem, że należałoby ją przeczytać mojemu wnukowi i zawahałem się.

Moje wnuczęta otoczone są książkami. Ktoś powie, że to bardzo dobrze a ja mam wątpliwości. Z moich wspomnień wynika, że wprawdzie Matka czytała mi bardzo często, ale chyba czytała kilka książek w kółko. Jedyna, którą zapamiętałem to Bajki Andersena. Być może zawęziło to moją sferę zainteresowań i fantazję, być może przyczyniło się do lepszej zdolności koncentracji i większej chęci do refleksji. Nie jestem powołany żeby rozsądzać co lepsze i ważniejsze, to stało się częścią mnie i jest już poza dyskusją.

Inna sprawa, że odnosze wrażenie, że dzieci lubia wracać do tych samych ksiązek i zabaw. Co ciekawsze to odnoszę wrażenie, że wykazuja przy tym bardzo dobry gust. Na przykład uwielbiają angielskie przewrotne nursery rhymes a byle jakie wierszyki już nie

Wracam do Tomka Sawyera. Jedną z wielu komicznych scen jest popis Tomka w szkółce niedzielnej. Tak w szkółce niedzielnej. Ponad 130 lat temu w USA purytańskim protestantom nie przyszło do głowy żeby uczyć dzieci religii w ramach regularnych godzin lekcyjnych. 
W programie zajęć było wkuwanie na pamięć wersetów Pisma Świętego. Każde 2 zapamiętane wersety było nagradzane niebieską karteczką, 10 niebieskich karteczek można było wymienić na jedną niebieską, 10 niebieskich na jedną żółtą, a 10 żółtych uprawniało do otrzymania najwyższego wyróżnienia - biblii. Mark Twain zauważa, ze taka biblia kosztowala w sklepie 40 centów. Nie pamietam żeby ten istotny fakt podano w tłumaczeniu na polski.

Drogą handlu wymiennego Tomkowi udało się uzbierać 10 żółtych książeczek a następnie zaprezentować je w wyjątkowo istotnym momencie. Otóż szkółkę odwiedził ważny gość i przyprowadził z sobą swoją córkę.

Na widok nowoprzybyłej dziewczynki dusza Tomka zapłonęła, uczucie do poprzedniej damy serca rozpływało się pod falami nowego szczęścia. Czy w tej sytuacji mogło wydarzyć się coś lepszego niż publiczna prezentacja 10 żółtych kartek i otrzymanie ciężko zapracowanej nagrody?

Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę, że Tomek nie był w stanie zapamiętać więcej niż 5 wersetów i to tylko na 5 minut, ale trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Nie wiedzieli o tym tylko honorowi goście a co gorsza ważny gość, zapewne chcąc dostarczyć Tomkowi dodatkowej satysfakcji, zadał mu pytanie: jakie imiona nosili pierwsi dwaj uczniowie Chrystusa?
- Dawid i Goliat - odpowiedział zdesperowany Tomek.

Mnie ten rozdział przysporzył nie mniejszych emocji.
Najpierw dostalem napadu szaleńczego śmiechu. Gdy ochłonąłem ogarnął mnie świątobliwy lęk - czy ten śmiech nie jest czasem bluźnierstwem? Na pewno jest. Przez długie dni żyłem w wielkiej rozterce. Czy powinienem się z tego śmiechu wyspowiadać? Na pewno tak. Ale jak, skoro każde przypomnienie tej sceny wywoływało nowy atak (niewątpliwie diabelskiego) chichotu. Stopniowo oswoiłem się z tym, ta anegdota stała się częścią mnie, tak jak inne wrażenia z nieogarniętego świadomościa dzieciństwa. Niech to lepiej pozostanie tylko we mnie.

PS. Nieco ogólniejszą refleksję na temat waznych dla mnie książek zamiesciłem w gościnnej altanie - KLIK.

Tagi: bez sensu
03:54, pharlap
Link Komentarze (5) »
sobota, 25 października 2014

Magpie attack

Pewien pan, podczas jazdy na rowerze,
przestraszył się  szczerze
ataku ptaka-kamikaze,
któremu nie zbywało na odwadze.
Na szczęście posypało się tylko pierze.

PS. Niech czytelników nie zmami,
że na zdjęciu nie pan, tylko pani.
W ciągu ostatnich kilku dni
przeżyłem takich ataków ponad trzy
i jakoś nie przyszło mi do głowy
by sobie z ptaszkiem selfie zrobić.
 

piątek, 24 października 2014

Wczoraj odwiedziłem osobę proszącą Stowarzyszenie św Wintentego o wsparcie. Pani w wieku około 60 lat, o greckim nazwisku, mieszkająca z partnerem. Kilka tygodni temu właściciel lokalu, w którym mieszkali dał im bardzo krótkie wypowiedzenie. Przez kilka tygodni mieszkali w domku campingowym, wreszcie znaleźli mieszkanie, ale oczywiście wszystkie te przeprowadzki spowodowały sporą dziurę w budżecie.

Starsza pani wspomniała o licznych dolegliwościach, na które cierpi. Nie jest zdolna do pracy. Centrelink czyli nasz urząd opieki społecznej wypłaca jej rentę wdowią (mimo, że nigdy nie była mężatką) dopóki nie załatwi formalności potrzebnych dla uzyskania renty inwalidzkiej.

Przy okazji wspomniała, że gdy kilka lat temu dostała ataku serca to w szpitalu zapytano ją o kartę Medicare czyli państwowe ubezpiecznie zdrowotne przysługujące każdemu stałemu mieszkańcowi Australii. Spytała co to jest gdyż nie tylko takiej karty nie miała, ale o niej nawet nie słyszała. Przecież nigdy w życiu nie chorowała. 

Szpital znalazł jej kartotekę, ale tu kolejny kłopot - pani nie posiadała żadnego dokumentu tożsamości. Okazało sie, że wszystkie dokumenty posiadał jej ojciec a kiedy umarł to jego brat wszystko wyrzucił i ona tak egzystowała przez długie lata bez konta bankowego, bez prawa jazdy. Usłużni pracownicy socjalni odszukali listę pasażerów statku , na którym przybyła do Australii jako 3-letnie dziecko a potem, po nitce do kłębka, wszelkie pozostałe dokumenty. 
Mam kartę Medicare, legitymację rencisty, konto w banku - stwierdziła z dumą. 

- Czy macie państwo dzieci, jakąś rodzinę - spytałem.
- Nie, nie mamy nikogo na świecie - odpowiedzieli oboje zgodnie.

czwartek, 23 października 2014

Benedictine

 

 

... serii wpisów o Almie Schindler Mahler-Gropius-Werfel. Kto ciekawy , proszę kliknąć w fotografię butelki mojego ulubionego trunku.

 

Na zdrowie!

Tagi: wizyty
08:34, pharlap
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 października 2014

Scieżka

Australia, kraj wielokulturalny.
Można to stwierdzić w dzień upalny,
gdy starszy człowiek na rowerze
na przejażdżkę się wybierze.

I oto na rowerowej ścieżce 
napisy widnieją niebieskie.
Jeden mówi dziekuję, drugi - do widzenia,
trzeci jest całkiem nie do zrozumienia.

A nasi dobroduszni obywatele,
choć rozumieją z tego niewiele,
z radości zacierają dłonie,
że oto mamy społeczną harmonię.

piątek, 17 października 2014

Lentils

Pewien pan ze Szczawnicy,
bardzo lubił zupę z soczewicy.
Szczególnie zaś lokale,
gdzie mógł płacić za nią ile chciał (lub nie płacić wcale).
Jak zwykle z kosztami się nie liczył 

Lentils as anything - KLiK - tym razem lokal w Abbotsford.


 

czwartek, 16 października 2014

Czwartek czyli znowu bujam w obłokach na gościnnym blogu - KLIK.

Tagi: wizyty
09:01, pharlap
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3