RSS
poniedziałek, 14 marca 2016

"All day I had been overwhelmed by the sense of freedom.
Up here, away from roads and fences, it occurred to me,
that because my horses were free, they had nowhere to run
".
Tim Cope - On the trails of Genghis Khan.

 "Cały dzień byłem przepełniony poczuciem wolności. Tutaj, na górze, z dala od dróg i płotów, dotarło do mnie, że ponieważ moje konie są wolne, to nie mają dokąd uciec".

Podkreślenie moje. Nie ma dokąd uciec - to według mnie doskonała definicja wolności.

Tagi: cytaty
09:02, pharlap
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 marca 2016

Przez kilka tygodni prezentowałem tutaj fragmenty domowej gazetki sprzed ponad 110 lat.
Temat już wyczerpałem, ale we wspomnieniach najstarszego z rodzeństwa - Stanisława - znalazłem wzmiankę na ten temat:
"...od 1901 roku z inicjatywy Matki zaczęliśmy wydawać "Wieczory w Rembówku".
Wydawane były w jednym egzemplarzu w okresie w okresie Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia. Pisywaliśmy powiastki, wiersze, dowcipy, reportaże o ważniejszych wydarzeniach w Rembówku i okolicy, układaliśmy rebusy, zagadki i każdy dział zawierał odpowiedzi od redakcji.

Autorami było troje najstarszych dzieci i syn oprzątki (*) Stasiek Skorupski. Redaktorem była Matka.
Powiastki były bardzo naiwne. Ja i brat Jurek pisaliśmy o przygodach, siostra o dzieciach, Stasiek o podróżach po kraju, ale głównym tematem były rodzaje potraw.
Dział odpowiedzi od redakcji umożliwiał przytaczanie urywków wierszy odrzuconych przez redakcję, co było naśladownictem podobnego działu w Tygodniku Ilustrowanym".
Zagadka się wyjaśniła. Te odpowiedzi redakcji bardzo mnie śmieszyły, ale z drugiej strony byłem nieco zaskoczony ich złośliwością. No to teraz znam źródło inspiracji.

Dla zamknięcia tematu zacytuję fragmenty wspomnień stryja Stanisława dotyczące życia w Warszawie...

"Dnia 2 września 1898 roku na dwa dni przed rozpoczęciem lekcji pojechałem z Matką do Warszawy gdyż Matka chciała wyekwipować mnie zgodnie z wymaganiami szkoły i zakupić wyposażenie niezbędne dla zamieszkania na stancji.
W sklepie Skwary na ulicy Wierzbowej Matka dobrała dla mnie szkolne ubranie, składające się z bluzy i spodni. Bluza zapinała sie na kryte guziki i miała wysoki, stojący kołnierz.
Były dwa gatunki materjału tych ubrań. Czarne z lepszego materjąlu a więc droższe i zaraczkowe. Otrzymałem tańsze. Tam również kupiła mi Matka szynel letni i zimowy. Obydwa sięgały prawie do kostek, gdyż obliczone były na wyrost. Miały starczyć do klasy czwartej.
W sklepie Tuczyna na Podwalu dobrałem sobie czapkę w kolorze granatowym z białymi wypustkami, a na froncie Tuczyn przczepił znak naszego gimnazzjum: dwie skrzyżowane palmy, między nimi pierwsze litery i cyfra 3-ego gimnazjum wyrobione z blachy srebrnego koloru.
Buty z cholewami przywiozłem z domu i miałem na nie opuszczać spodnie żeby nie widać było cholew.

Po dokonaniu wszystkich zakupów Matka ułozyła mi wszystko w szafie, przy pomocy służącej urządziła posłanie i poleciła mi utrzymywanie porządku w moich rzeczach.
Przed wyjazdem powiedziała mi, że na zakup podęczników i kajetów zostawiła pieniądze u pani, utrzymującej stancję, a prócz tego wręczyła mi rubla. Miała to być moja miesięczną pensja.

Początkowo prowadząca stancję Maria Rouppertowa zajmowała mniejszy lokal na Wspólnej 49, a później przeniosła się do obszerniejszego na Wspólnej 42 (róg Wspólnej i Marszałkowskiej), gdzie mieszkała do 1905 roku. Na tej stancji stało dwóch moich ciotecznych braci Kazimierz i Stanisław Roupperci (pierwszy był później profesorem botaniki Wszechnicy Jagiellońskiej w Krakowie - KLIK, a drugi doktor medycyny, generał, należał do najbliższego otoczenia Józefa Piłsudskiego - KLIK).

Układ dnia na stancji tak ułożyła Rouppertowa.
Wstawaliśmy o 7-ej 30, myliśmy się starannie do pasa, potem ubieranie, pacierz i śniadanie. Śniadanie składało się z herbaty czystej lub z mlekiem, chleba z masłem, serem lub wędliną. Na drugie sniadanie kazdy dostawał dwie bułeczki z masłem i wędliną. Obiad podawano o 15-ej 30. Obiad składał się z zupy, mięsnego dania i kompotu lub jakiegoś deseru. Kuchnia była smaczma, gdyz Rouppertowa lubiła sama dobrze zjeść, a porcje były wystarczające.
Po obiedzie od godziny do półtorej godziny mieliśmy przeznaczone na spacer i rozrywki na powietrzu, a następnie, po kolacji, odrabialiśmy lekcje".

Poniżej migawka z życia na stancji. To już okres późniejszy, inna szkoła, chyba inna stacja, ale warunki chyba takie same. Na pierwszym planie najmłodszy z braci Ziemowit, trzeci od lewej - Lech...

Na stancji 

"Przez kilka pierwszych dni jeden z braci Rouppertów odprowadzał mnie do gimnazjum. Z domu na Wspólnej chodziliśmy Marszałkowską, Rysią przez plac Zielony, na którym stał pomnik na cześć  zdrajców Polaków z okresu powstania styczniowego, dalej Erywańską (tak nazwaną na cześć księcia erewańskiego, zdobywcy Warszawy Paskiewicza) i dochodzilismy do ulicy grafa Berga (namiestnika w Królestwie Polskim podczas styczniowego powstania i po jego upadku). Tu pod numerem 1 na rogu Krakowskiego Przedmieścia mieściło się trzecie gimnazjum kiedyś zwane świętokrzystkim".

Poniżej droga do szkoły przeniesiona na dzisiejszą mapę Warszawy... 

Do szkoły

"Z utęsknieniem oczekiwaliśmy (z bratem Jerzym) dnia wakacji lub ferii. Pociąg wychodził z odległego dworca Kowelskiego (dziś Gdańskiego) o godzinie 8-ej rano i trzeba było wyjechać dorożka jednokonną o 7-ej, aby dojechać do dworca i w długiej kolejce do kasy biletów III klasy zdążyć wykupić bilet. Jurek zostawał przy rzeczach, a ja stawałem w kolejce. Znowu miałem tremę czy zdążę wykupić bilet ze zniżką 50%, co zajmowało wiecej czasu kasjerowi.
Nie korzystaliśmy z usług numerowych (**) więc po wykupieniu biletu trzeba było czekać na otwarcie drzwi na peron. Tylko numerowi mieli przywilej wniesienia rzeczy swym pasażerom i zajęcie najlepszych miejsc w wagonach.
Przy drzwiach stał szwajcar potężnego wzrostu, ubrany w urzędowy surdut z granatowego sukna ze srebrnymi guzami i galonami. W oznaczonej godzinie brał oburącz wielki dzwon, dzwonił nim, a później donośnym głosem oznajmiał w języku rosyjskim - pojezd  w Pragu, Jabłonnu, Nowyj Dwor, Nowogieorgiewsk, Nasielsk, Gansocin. Ciechanow, Konopki, Mława pierwyj zwanok.
Tłum pasażerów ruszał ku drzwiom. Rzadko brakowało miejsc siedzących, bo w razie braku miejsc doczepiano dodatkowe wagony". 

* oprzątka - google miało trudności, jedyne celne trafienie to - dziewka zajęta przy hodowli drobin we dworze.
** numerowy - bagażowy na dworcu. Ubrani byli w mundury i na ramieniu mieli metalową tabliczkę z numerem identyfikacyjnym, stąd nazwa. Jeszcze kilka lat po wojnie funcjonowali na warszawskich dworcach. 

czwartek, 10 marca 2016

Oczywiście mam na myśli dopingową wpadkę słynnej tenisistki - KLIK.

Po pierwsze i najmniej istotne, to nadziwić się nie mogę, że osoba prowadząca tak duży byznes nie zatrudniła nikogo kto pilnowałby tak istotnych spraw.

Po drugie chciałbym zwrócić uwagę na istotny dla mnie fakt. Meldonium było na rynku od wielu lat i bóg wie ilu sportowców z niego korzystało. WADA - agencja antydopingowa - dopiero pod koniec zeszłego roku uznała, ze należy wpisać ten preparat na listę substancji zakazanych.

Z tego wynika trzecie - kontrola antydopingowa ma bardzo mało sensu. Producenci środków wspomagających wyprzedzają czasem nawet o 10 lat instytucję kontrolującą. 
Sportowcy często składają uroczyste deklaracje, że są "czyści", ale oznacza to tylko, że ich opiekunowie trzymają palec na pulsie i obserwują ruchy agencji antydopingowej.

I wreszcie czwarte czyli  co ja myślę o tej sprawie.
Otóż myślę już od dawna, a może nawet od samego początku, że kontrola antydopingowa powinna być zniesiona.
Jak wskazuje powyższy przykład cała ta kontrola to musztarda po obiedzie. Meldonium było legalne przez 10 lat! Toż w większości przypadków tyle trwa kariera sportowej gwiazdy.
Mój argument natury bardziej ogólnej jest taki: sport to zawód, dlaczego spośród tysięcy zawodów upatrzono sobie właśnie ten jeden i stosuje się tu jakieś ograniczenia?
Wiadomo, że wielu wybitnych artystów i twórców korzystało z przeróżnych środków pobudzających a jakoś nikomu nie przychodzi do głowy żeby zdyskwalifikować ich dzieła. Miliony ludzi bierze przeróżne medykamenty żeby oszukać chorobę czy złe samopoczucie i stawić się do pracy - też powinno się ich zdyskwalifikować. Mógłbym tę listę wydłużać w nieskończoność. 

Wiem jakie są kontrargumenty - sport to zdrowie, również dzieci uprawiają sport.

Jeśli chodzi o ten pierwszy to chyba nikt już nie ma złudzeń, że sport na poziomie wyczynowym może być dobry dla zdrowia.
Argument drugi - dzieci niech sobie sport uprawiają, dla przyjemności. Jeśli natomiast rodzice, dla zaspokojenia swoich ambicji czy marzeń, ukierunkowują życie dziecka na karierę zawodowego sportowca, to raczej nie zawahają się podac mu "legalny" środek dopingujący.

P.S. Przed chwilą - piatek, 8:50 czasu polskiego - dowiedziałem się, że mój skromny wpis został zlinkowany na stronie Gazeta pod dramatycznym tytułem...

Link

Ten tytuł to pewnie opinia kogoś w Bloxie lub Gazecie, ale nie ma zupełnie związku z moim wpisem gdyż ja w ogóle nie wypowiadam się we wpisie na temat winy. 
W związku z powyższym przepraszam moich dwóch komentatorów za odpowiedź na ich komentarze gdyż nie wiedziałem dlaczego mój wpis odczytali błędnie. 

Przy okazji nasuwa mi się kolejna sugestia - wprowadzić cenzurę prasy :)

środa, 09 marca 2016
wtorek, 08 marca 2016

Na ulicy zauważyłem taki prezent...

dla niej

Ja ofiaruję moim czytelniczkom coś barwniejszego...

Jesien

Tagi: X888
07:58, pharlap
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 marca 2016

Tytuł

Pan redaktor Lech dał się ponieść emocjom...

Hakata

Odbitka niezbyt wyraźna a treść istotna, więc zacytuję:
"Hakatystyczne zabiegi Prusaków - KLIK - wywołały słuszne oburzenie młodzierzy szkolnej. Jako świeży tego dowód  posłużyć może L. Milewski współpracownik naszego pisma uczeń szkoły E. Konopczyński - KLIK -  , który powodowany nienawiścią do Niemców chciał zaznaczyć ją dwójką na cenzurze, przeszkodziła temu p. Zofia..."

Hakata

...Rouppert znana z prac filologicznych, która usilnymi zabiegami zdołała doprowadzić p. L.M. do równowagi to jest do trójki."
Wydaje mi się, że chodzi tu o ciocię redaktora, p. Teodorę Rouppert - KLIK
Swoją drogą polska ortografia redaktora L.M. też taka trochę na etaoie protestu.

Wiadomości Zagraniczne...

Wiadomości Zagraniczne

Reklama...

Reklama

Ziom to skrót imienia najmłodszego z braci - Ziemowita. Nie wiem kim byli ROMan i TOMasz.

Stopka

piątek, 04 marca 2016

Rowery gotowe...

Rower

... najsłabszym ogniwem jest człowiek.

Tagi: na rowerze
08:22, pharlap
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2016

Reklama na zderzaku mówi: Doświadczenie stanowi o różnicy.
(Nieruchomości)  Sprzedaż, wynajem, licytacje.

Wiek lat 14. CIekawe czy firma ma samochody z numerem wskazującym większe doświadczenie?

14 lat

Tagi: X888
11:00, pharlap
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 lutego 2016

Dzisiaj mamy dość specjalny dzień, trafia się tylko raz na cztery lata a nawet trochę rzadziej.

To że potrzebny jest rok przestępny to pewnie każde dziecko wie, ale dlaczego luty, nawet w roku przestępnym, jest krótszy od pozostałych miesięcy? Dość wyczerpujące wyjaśnienie znalazłem tutaj - KLIK.

Imieniny 29 lutego obchodzą Antonia, Dobrosiodł, Oswald i Roman z tym, że z tej czwórki tylko Dobrosiadł obchodzi imieniny tylko raz na cztery lata. Pozostała czwórka obchodzi imieniny również 28 lutego. No to jak - w roku przestępnym obchodzą imieniny przez dwa dni?

Dobrosiodł? Dopiero dzisiaj dowiedziałem się o takim imieniu. Pochodzi z połączenia słów dobro i osiadł (osiedlil się).

Co ważnego w historii świata wydarzyło sie 29 lutego? Doprawdy niewiele. Już więcej w historii Polski - zawiązała się Konfederacja Barska (rok 1768).
Związek Literatów Polskich złożył prostest z powodu zdjęcia Dziadów ze sceny Teatru Narodowego (rok 1968).

Jaka słynna osoba urodziła się 29 lutego?  Tu jest jeszcze gorzej. Wszak mamy tysiące słynnych osób, czyli każdego dnia roku przynajmniej tuzin z nich powinno obchodzić urodziny. W takim razie na 29 llutego powinno przypaść conajmniej 3-4 osoby.
Znalazłem tylko jedną - ale jaką - Gioachini Rossini (rok 1792)!

Poniżej sekstet z opery Włoszka w Algierze...

W 4min20sek filmu... ach co tu gadać, trzeba posłuchać i popatrzyć. Rossini poradziłby sobie z Państwem Islamskim niestety wtrącili się inni.

Tagi: Fakty
08:20, pharlap
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 lutego 2016

To już rok 1909, po charakterze pisma widać, że zmienił się redaktor - dane na ostatniej ilustracji we wpisie. Tu wspomnę tylko, że redaktor miał wtedy 12 lat...

Tytuł

Choroba nie w porę...

Wiadomości

To wygląda na żarty z młodszego brata...

Ogłoszenie

A to już nie wygląda na żarty...

Odpowiedzi

Wierszy pisanych żargonem nie drukujemy...  przyjmujemy ogłoszenia tylko od polskich firm;

Jest to na pewno odbicie nastawienia środowiska. Z innych dokumentów wiam, że dziećmi zajmowała się wyłącznie matka - Jadwiga, z domu Chełchowska. Jej brat, Stanisław, był uznanym naukowcem, działaczem społecznym, dobrym gospodarzem, a również politykiem - KLIK. W tej ostatniej roli współpracował blisko ze swoim kolegą ze studiów, Romanem Dmowskim. Był działaczem Narodowej Demokracji. Nie doczekał wolnej Polski, zmarł w roku 1907. 

Icek Birman - w poprzednim wpisie tego cyklu wspomniałem o krawcu Birmanie. Więcej na jego temat pisze w swoich wspomnieniach Stanisław, najstarczy z rodzeństwa...

"Zimowe ubrania szył nam krawiec Birman z Ciechanowa. Przyjeżdżał na dwa, trzy tygodnie i obszywał chłopców i Ojca. Krawców Polaków nie było wtedy, więc trzeba było korzystać z usług krawieckich i szewskich majstrów pochodzenia żydowskiego. Szewcy Polacy trudnili sie tylko reperacją bo na nowe wyroby nie posiadali materjału.
Mówiono, że każdy szlachcic miał swojego Żyda, wyjątkowo porządnego człowieka. Matka potwierdzała to powiedzenie, ale faktycznie Birman odbiegał od przeciętnego typu swoich współwyznawców. Był człowiekiem nabożnym, obserwował praktyki swego wyznania w naszym domu i nigdy nie był narażony ze strony nas lub służacych na jakiekolwiek żarty czy przykre uwagi. Matka prowadziła z nim długie rozmowy. Twierdziła, że Birman nie uznaje metod używanych w stosunku o "gojów" przez swoich współwyznawców. Takie zasady narażają go na pośmiewiska ze strony miejscowych Żydów i nie znajdowały uznania nawet we własnej rodzinie". 

Stopka