RSS
poniedziałek, 16 lipca 2012
Nasza parafia obchodzi w tym roku 60-lecie istnienia i z tej okazji urządza lunch dla wszystkich parafian. Aby ich powiadomić wysłano w teren 12 zespołów, które mają stukać do wszystkich drzwi i oznajmiać tę radosną nowinę. Większość tej ciężkiej pracy wykonują miejscowi seminarzyści, ale zaproszono do współpracy również parafian.
Ja jestem po prostu stworzony do takich zadań! Nie wiedziałem o tym do zeszłego roku, ale właśnie wtedy zgłosiłem się do pracy jako rachmistrz spisowy. Och jak świetnie ja się wtedy spisywałem! 
Oczywiście wtedy reprezentowałem rząd Australii i stały za mną murem policja i cały aparat ucisku i przemocy. Teraz... hmm.. teraz stały za mną hufce anielskie. Przynajmniej tak sobie wyobrażałem. Nic dziwnego, że gdy pukałem do drzwi pojawiał sie na mojej twarzy anielski uśmiech a mój "body language" szeptał kusząco - kocham cię bracie (lub siostro).
Moim partnerem był seminarzysta rodem z Indii. Zauważyłem, że czuł się niepewnie, szczególnie gdy przy bramie witały nas psy. Choćby nawet takie...




No cóż, Hindusi u drzwi nie ciesza się tu najlepszą opinią. Nie jest to zresztą ich wina. Po prostu szereg instytucji chyba traci wiarę w moc internetu i wysyła w teren prawdziwych ludzi. Najbardziej agresywne są firmy oferujące dostawę taniej energii. Ich wysłannicy dzwonią do drzwi i zaczynają od anonsu - pokaż mi swój rachunek za gaz (lub elektryczność) a pokażę ci ile możesz zaoszczędzić. Oczywiście odganiam ich jak psy szczekające na karawanę.
Uzgodniliśmy jednak, że będziemy pukać na zmianę. Tym bardziej, że w pewien sposób się uzupełnialiśmy. Mój towarzysz lękał się psów, ale za to nie obawiał się węży...



Ale jeszcze zanim mogło dojść do spotkania z psami czy wężami trzeba było przeczytać dokładnie listę lokalnych zakazów...



Jak się można było spodziewać gospodarz tego domu nie przyjął zaproszenia. Tak zrobiła przeważająca większość odwiedzanych. Mój partner miał nieco zawiedziona minę, ale pocieszałem go ewangeliczną sentencją: wielu jest wezwanych lecz niewielu wybranych.
Jednak większość odmów była udzielona w sympatyczny sposób.
Działamy już od trzech dni. Wczoraj miałem okazję zamienić kilka słów z naszym proboszczem. Powiedział mi, że partner ceni sobie wysoko moje towarzystwo. Mało tego, stwierdził podobno, że moja obecność dodaje mu siły. Coś podobnego? To przydarzyło się chyba tylko trzy razy w moim bardzo długim życiu. A ciocia namawiała mnie od dziecka żebym został księdzem. Może miała rację?
Po tej pochwale nabrałem takiej siły, że rozpromieniłem się gdy dzisiaj rano ktoś z zaproszonych zapytał mnie co się stanie jeśli wszyscy, którym zostawiliśmy ulotki z zaproszeniem na lunch przyjdą z pustymi rękami?  W jaki sposób ich wszystkich nakarmimy?
Pamiętasz cudowne rozmnożenie chleba i ryb? Przyjdź! Zobaczysz to na własne oczy.
Moim czytelnikom powtarzam to samo. Lunch rozpocznie się o 11:15, w niedzielę - 22 lipca w parafii św Benedykta w Melbourne.
12:02, pharlap
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 lipca 2012
Bardzo rzadko zdarza mi się pamietać sny. Wczorajszy był znamienny.
Siedziałem w dużej sali przy dużym stole. Przede mną stał komputer, który co chwilę popiskiwał sygnalizując nową wiadomość w skrzynce pocztowej. Każda wiadomość była taka sama - kliknij w poniższy link aby aktywować kolejną przesyłkę. Klikałem..
Po kilku minutach do mojej sali ktoś przywoził tacę na kółkach. Na tacy leżało kilka sztuk czegoś co wyglądało jak futerał na okulary. Goniec wysypywał je na stół i odjeżdżał ze swoją tacą.
Za chwilę następował kolejny pisk komputera i cała operacja się powtarzała. Dziwne było, że w międzyczasie poprzednia dostawa futerałów gdzieś znikała. Nowe były wysypywane zawsze na pusty stół.
W którymś momencie nastąpiła zmiana. Zamiast okularowych futerałów goniec przywoził znacznie większe pudełka nieco przypominające futerały do skrzypiec. Niektóre były czarne i to wprawiło mnie w lekki niepokój. To wyglądało jak trumny. Czy ja nie uczestniczę w jakimś podejrzanym procederze? Ale nie było się kogo spytać. Od tego momentu moja praca zaczęła mnie męczyć.
Zmęczony wróciłem do domu, włączyłem telewizor. Właśnie nadawali wiadomości. W którymś momencie zobaczyłem tytuł: Śmierć Bloga. Reporterka, zapamiętałem jej nazwisko - Dorota Porkwirt - mówiła coś z przejęciem, ale jej słowa do mnie nie docierały. W tle widzialem wielki dół a w nim pomieszane ze sobą futerały na okulary i na skrzypce. Na brzegu dołu warczał motor spycharki, która czekała aby w stosownym momencie zasypać dół ziemią.
PS. Otrzymałem kiedyś bardzo logiczne wytlumaczenie dlaczego nie powinno się mówić "bloga" tylko "blogu". W telewizji najwyraźniej o tym nie wiedzieli. Ale nie wiem jaka stacja to nadawała więc nie mogę złożyć reklamacji.
09:44, pharlap
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lipca 2012
W czwartek byłem na koncercie Pieśń Ireny (Irena's Song) poświęconym pamięci Ireny Sendler - kierowniczce wydziału dziecięcego Rady Pomocy Żydom - Żegota, pod której kierownictwem uratowano z getta warszawskiego ponad 2,500 dzieci.
Koncert odbył się w Melbourne Recital Centre - najlepszej sali koncertowej w naszym mieście. Miłą niespodzianką była dla mnie rzucona na ekran plansza..

"

Flagi Izraela i Polski obok siebie.
Był to koncert i między innymi wykonano utwór skomponowany ku czci Ireny Sendler, ale według mnie muzyka nie jest w stanie odnieść się do konkretnych uczuć czy wydarzeń. Co innego słowo a nawet cisza.
Tym razem na estradzie dominowało SŁOWO i wyznam, że trudno było oprzeć się wzruszeniu. Zresztą wcale nie zamierzałem się opierać.
Wspominałem kilka razy, że moją ostatnią lekturą była książka 1Q84. Istotnym elementem książki są złudzenia i przeoczenia. Ta lektura skłoniła mnie do dokładnieszego przyglądania się temu co jest wokół mnie. Wypatrywania czegoś co może zaskoczyć mojąwyobraźnię i pamięć.
Wypatrzyłem! Na scenie przemawiał polski ambasador - pan Andrzej Jaroszyński. Na ekranie wyświetlono stosowny obraz - tytuł Warszawa Praga (co to ma wspólnego z warszawskim gettem??), ilustracja - most Karola w Pradze Czeskiej.
Po zakończeniu koncertu szukałem gorączkowo kogoś, kto mógłby potwierdzić moje spostrzeżenie. Jest ktoś znajomy - widziałeś tę planszę wyświetloną podczas przemówienia polskiego ambasadora? 
Coś tam widziałem, ale siedziałem daleko i nie zwróciłem uwagi co to było.
Drugi znajomy - to samo.
Przeszedł mnie dreszcz - wkraczam w rok ?01?
Do trzech razy sztuka - kolejny znajomy mrugnął do mnie szelmowsko - widziałeś ten most Karola?
Widziałem! 
Poczułem ulgę. Jestem nadal w realnym świecie a to był tylko czeski błąd.
08:53, pharlap
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 lipca 2012
W ubiegły czwartek odwiedziłem wystawę Mesopotamia w Melbourne Museum ..



Na ścianach mapy i płaskorzeźby...



Na mnie jednak spotkanie z oryginałem płaskorzeźby nie robi wielkiego wrażenia, nie wiele większe niż fotografia.
Co innego słowo...



.. całe księgi jak wyżej lub okrągłe tabliczki gliniane o średnicy może 8 cm, na których rejestrowano umowy handlowe. Najbardziej spodobały mi się cylindryczne pieczęcie - walce niewiele grubsze od palca, które rolowało się po glinianym dokumencie - patrz TUTAJ.

W kilku miejscach wspomniano oczywiście Wieżę Babel i wywołane przez nią języków pomieszanie. Moją uwagę zwróciło zdjęcie żołnierzy USA fotografujących się na tle starożytnych ruin.

Zupełne pomieszanie.
09:26, pharlap
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 czerwca 2012
W środę, po obejrzeniu wystawy starej literatury perskiej, udałem się do pobliskiego kompleksu handlowego, którego centralnym punktem jest stara shot tower. Takich wież jest w Melbourne kilka a służyły do produkcji śrutu. Technologia była prosta - wstępnie uformowaną ołowianą kulkę zrzucało się z czubka wieży do zbiornika z wodą w celu ostatecznego ukształtowania i ochłodzenia. Że też w Polsce o tym nie słyszałem? 
Wieża w centrum miasta znajduje się pod kloszem...



To pewnie znak obecnych czasów, w wielu dziedzinach. Moim celem nie były rozmyslania lecz zaspokojenie głodu. To powinno wystarczyć...



Kilka razy dosiadły się do mnie malutkie ptaszki. Siadały na poręczy krzesła i patrzyły czy jest szansa coś uszczknąć z mojego talerza. Widocznie wyglądam na nieużytka gdyż wkrótce odwracały się do mnie ogonem i odfruwały. Przesiadłem się więc na drugą stronę stołu gdzie miałem lepsze towarzystwo..



W oczach kota nie było głodu za to skłaniały do zadumy. Dwa tygodnie temu wspominałem w innym miejscu, że czytam książkę 1Q84. Czytam ją nadal, to bardzo gruba książka a ja czytam wolno, tak jak jem. Oczywiście Q w tytule jest zamiennikiem 9 z innej książki. Zastanowiłem się nad obecnym rokiem. 2012 kusi do jeszcze poważniejszych modyfikacji.
?01? - system binarny między dwoma znakami zapytania. Rok zaczął się dziwnie, w środku - albo nie albo tak - nie wiadomo jak się skończy.
Idąc w kierunku stacji przechodziłem pod zegarem, który odliczał ten czas miedzy dwoma znakami zapytania..



03:29, pharlap
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2012

Dzisiaj wybrałem się na wystawę Miłość i oddanie. Ciekawy zbieg okoliczności gdyż tuż przed wyjściem z domu zerknąłem na moją blogową bazę a tam - zagadka dotycząca literatury perskiej. Oczywiście nie wytrzymałem i zajrzałem do kilku miejsc w wikipedii. W rezultacie przybyłem na wystawę dość dobrze przygotowany...




Na zewnątrz pogoda jak wyżej, a w środku manuskrypty - klasyka literatury perskiej..



Piękne ilustracje i ornamenty a pośród tego, w ramce, tekst napisany pędzlem z sobolego włosia. Pisarze tacy jak Firdausi, któremu przypisuje się (podobno niesłusznie) autorstwo powieści Yusuf i Zuleyka będącej modyfikacją biblijnej opowieści o przygodzie Józefa z żoną Putyfara. Nizami, którego opowieść Layla i Majnun jest pierwowzorem Romea i Julii. Poeci sufijscy.  Przyznam się, że do dzisiejszego poranka nazwiska tych pisarzy nie były mi znane, ale ich opowieści - jak najbardziej. 
Bajki z tysiąca i jednej nocy uważa się za bajki arabskie, ale przecież z bajkowym świecie nie ma granic i wiele z nich pochodzi z Persji, jak również z Indii czy Armenii. 
Wpis zamykający mój poprzedni blog wspominał o bajkowym, nierealnym, wymiarze mojego życia. Dzisiejsza wystawa to potwierdziła. W drodze powrotnej zajrzałem do bezpłatnej gazety rozdawanej na stacji, spojrzałem na mój horoskop - nadszedł dobry czas na działanie w grupie. Zgadza się, przecież właśnie dołączyłem do blogowej redakcji. 
Zatem zaczyna się nowa bajka. Co nie znaczy, że którakolwiek z poprzednich się skończyła.
11:22, pharlap
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 czerwca 2012
Ludowe przysłowie mówi: żyje się raz potem już się tylko straszy.
Dlatego ten blog nie będzie drugi (po polakdogorynogami) w sensie kolejności, ale będzie inny.

Jaki? Tego jeszcze nie wiem.

P.S. Żeby nie wyjść z obiegu dobiegam TUTAJ.

11:51, pharlap
Link Komentarze (2) »
1 ... 76 , 77 , 78 , 79