Wpisy z tagiem: bez sensu

środa, 17 sierpnia 2016

Doping zawsze żywy, podczas olimpiady szczególnie. Nie mam tu na myśli reakcji kibiców.

Swoją opinię na ten temat - nie kontrolować - wyjaśniłem kilka miesięcy temu - KLIK.
Teraz dodam kilka argumentów.

Po aferze z ciężarowcami działacz Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów zapewnił - skrupulatnie pilnujemy żeby odżywki dostarczane atletom były legalnie dozwolone. Zdykwalifikowani zawodnicy nie byli pod naszą opieką, przygotowywali się do Igrzysk samodzielnie.

To chyba nie pozostawia złudzeń - doping biorą wszyscy cała sprawa dotyczy tylko listy środków zakazanych.
Jakie są kryteria wpisania na listę zakazanych środków? Tego nawet google nie potrafi znaleźć. Wiadomo, że wiele środków było stosowanych przez wiele lat zanim trafiło na czarną listę. Co zadecydowało?
Wiadomo, że przy obecnym poziomie chemii i farmakologii można łatwo wyprodukować nowy specyfik o właściwościach identycznych jak ten zakazany. I znowu upłyną lata zanim trafi (lub nie trafi) na czarną listę.

Niedawno natrafiłem na komentarze na temat specyficznej kategorii niebezpiecznych dla zdrowia środków - tych do znieczulania bólu. 
Jeśli ktoś oglądał choć kilka minut transmisji meczu piłkarskiego to na pewno widział przypadek gdy zawodnik doznaje kontuzji, wije się z bólu, nie może wstać, po wstaniu kuleje. Wtedy podbiega oficjał - psika na nogę jakimś aerozolem i wszystko w porządku.
Czy to nie jest doping? Oczywiście, że jest.
Po pierwsze wiadomo, że ból to naturalna obrona ogranizmu, tego rodzaju metody grożą pogorszeniem kontuzji.
Po drugie - czym oni tam psikają? Jedna z odpowiedzi tutaj - KLIK.

Oczywiście tego typu środki nigdy nie trafią na listę substancji zakazanych gdyż nie stwarzają przewagi nad innymi zawodnikami.

Moja konkluzja - sport wyczynowy to zawód niebezpieczny dla zdrowia. Z niezrozumiałych dla mnie względów stwarza czasem możliwość zarobienia dużych pieniędzy. Obudowywanie go otoczką sztucznych ograniczeń nie ma dla mnie sensu... chyba że te ograniczenia stanowią dla kogoś źródło zarobków.

Tagi: bez sensu
10:48, pharlap
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 maja 2016

W poniedziałek, w radio, usłyszałem komentarz na temat imprezy charytatywnej - bieg bez ustalonego punktu końcowego ani limitu czasu.

To jak? Biegniesz dopóki nie padniesz?
Niezupełnie. Biegniesz dopóki nie dogoni cię specjalny samochód - catcher-truck...

Łapacz

Samochód startuje pół godziny później niż biegacze i przez pierwszą godzinę jedzie z predkością 15 km/godz, następnie przyspiesza do 16 km/godz, po kolejnej godzinie przyspiesza na 17 km/godz, po następnej godzinie przyspiesza na 20 km/godz, po kolejnych 2 godzinach... halo! czy jeszcze został ktoś na trasie? 
Jeśli tak to nie ma szans - samochód przyspieszy do 35 km/godz.

Wydaje mi się, że to coś dla mnie, lubię umęczyć się fizycznie bez sensu. Mam w tej dziedzinie spore doświadczenie:
- rogaining - 24 godziny poszukiwań pustych pudełek w lesie,


- maratony narciarskie

Kangaroo Hoppet 2003
- ściganie się z pociągiem Puffing Billy,

- marszobieg podczas którego posypują uczestników kolorowym pyłem...

Fiolet Poparcie

Uciekać przes samochodem? Czemu nie, przecież zdarza mi się to często podczas przechodzenia przez jezdnię.

Okazuje się, że jest to bardzo poważna, międzynarodowa impreza.
W tym roku odbyła się w 34 miastach, startowało prawie 131,000 osób. Odbywa się w pierwszą sobotę maja i UWAGA - we wszystkich lokalizacjach rozpoczyna się w tym samym czasie, a więc - w Niagara Falls o 7 rano, w Poznaniu o 13, w Melbourne o 21, a w Santa Clara o 4 rano - o święta Klaro, zmiłuj się nad nami.

Cel imprezy - zbiórka pieniedzy na badania nad leczeniem urazów rdzenia kregowego. W tym roku zebrano ponad US$7.5 mln.

W tegorocznym biegu zwyciężył startujący w Mediolanie Giorgio Calcaterra, który uciekał aż przez 88.44 km. Zadanie dla czytelników - ile czasu biegł?

Na liście wyników sporo polskich nazwisk: drugie miejsce zajął  Bartosz Olszewski startujący w Niagara Falls, dziewiąte - Tomasz Walerowicz - Poznań.
Zwycięzca biegu w Melbourne, Barry Keem, zajął 18 miejsce - 66.71 km.  Co ciekawe to w biegu w Melbourne trzecie miejsce zajęła kobieta, i to z Polski, pani Dominika Stelmach - 55.25 km.

Internetowa strona imprezy tutaj - KLIK.

Gdybym tak startował w tym roku, to może utrzymałbym się na trasie godzinę. W tym czasie samochód-łapacz przejedzie 7.5 km. To byłby dobry spacer przed snem i można zdążyć do łóżka o przyzwoitej porze.

Jaka szkoda, że na start trzeba czekać aż rok, do 6 maja 2017. Jeśli doczekam to oczywiście zamieszczę tu relację, następnego dnia po biegu - 7 maja 2017 - proszę pamiętać

środa, 09 września 2015

Tytuł wpisu miał brzmiec - Poreferendalne, ale sądząc po wynikach, które były zdecydowanie PiSreferendalne, wybrałem wersję neutralną.

Wyniki uważam za PiS-referendalne gdyż senatorzy PiS nie wzięli udziału w głosowanie w senacie. Okazało się że 92.5 % Polaków zrobiło to samo w prawdziwym głosowaniu.

Zastanawiem się po co Polska tak zażarcie walczyła o demokrację i wolnośc skoro, gdy przyjdzie do korzystania z owoców demokracji - wyborów, podejmowania decyzji o politycznych skutkach, nikogo to nie interesuje.

W związku z tym mam pomysł racjonalizatorski - podczas wyborów parlamentarnych, w przypadku gdy frekwencja nie przekroczy 50% uprawnionych, uznać wybory za nieważne i przedłużyć automatycznie kadencję rządzącej partii o następne 4 lata. 

To byłoby na tyle na tematy bieżące - wracam do wspomnień: mój pobyt w Anglii w 1969 roku - KLIK, rozważanie Tadeusza na temat Sztuki - KLIK.

wtorek, 10 lutego 2015

Sejm odrzucił kilka dni temu projekt podwyższenia kwoty zarobków poniżej, której nie płaci się podatku.

Według większości posłów osoba o dochodzie powyżej 3091 zł rocznie czyli 258 zł miesięcznie musi finansować wydatki państwa. 

Wyjątkowo cierpliwi i ulegli obywatele.

niedziela, 26 października 2014

Kilka tygodni temu znajomy dopadł mnie z kolejną łańcuszkową inicjatywą - 10 najważniejszych książek. Jestem zapamiętałym wrogiem łańcuszków i gdy dostanę je emailem to bez czytania zgłaszam spam. Jestem również przeciwnikiem wszelkich klasyfikacji typu naj-. Co pomyślawszy zastanowilem się nad książkami, które wywarły na mnie niezapomniane wrażenie.

Były wśród nich Przygody Tomka Sawyera. Książka wydana 130 lat temu jeszcze 60++ lat temu była zupełnie aktualna. Pomyślałem, że należałoby ją przeczytać mojemu wnukowi i zawahałem się.

Moje wnuczęta otoczone są książkami. Ktoś powie, że to bardzo dobrze a ja mam wątpliwości. Z moich wspomnień wynika, że wprawdzie Matka czytała mi bardzo często, ale chyba czytała kilka książek w kółko. Jedyna, którą zapamiętałem to Bajki Andersena. Być może zawęziło to moją sferę zainteresowań i fantazję, być może przyczyniło się do lepszej zdolności koncentracji i większej chęci do refleksji. Nie jestem powołany żeby rozsądzać co lepsze i ważniejsze, to stało się częścią mnie i jest już poza dyskusją.

Inna sprawa, że odnosze wrażenie, że dzieci lubia wracać do tych samych ksiązek i zabaw. Co ciekawsze to odnoszę wrażenie, że wykazuja przy tym bardzo dobry gust. Na przykład uwielbiają angielskie przewrotne nursery rhymes a byle jakie wierszyki już nie

Wracam do Tomka Sawyera. Jedną z wielu komicznych scen jest popis Tomka w szkółce niedzielnej. Tak w szkółce niedzielnej. Ponad 130 lat temu w USA purytańskim protestantom nie przyszło do głowy żeby uczyć dzieci religii w ramach regularnych godzin lekcyjnych. 
W programie zajęć było wkuwanie na pamięć wersetów Pisma Świętego. Każde 2 zapamiętane wersety było nagradzane niebieską karteczką, 10 niebieskich karteczek można było wymienić na jedną niebieską, 10 niebieskich na jedną żółtą, a 10 żółtych uprawniało do otrzymania najwyższego wyróżnienia - biblii. Mark Twain zauważa, ze taka biblia kosztowala w sklepie 40 centów. Nie pamietam żeby ten istotny fakt podano w tłumaczeniu na polski.

Drogą handlu wymiennego Tomkowi udało się uzbierać 10 żółtych książeczek a następnie zaprezentować je w wyjątkowo istotnym momencie. Otóż szkółkę odwiedził ważny gość i przyprowadził z sobą swoją córkę.

Na widok nowoprzybyłej dziewczynki dusza Tomka zapłonęła, uczucie do poprzedniej damy serca rozpływało się pod falami nowego szczęścia. Czy w tej sytuacji mogło wydarzyć się coś lepszego niż publiczna prezentacja 10 żółtych kartek i otrzymanie ciężko zapracowanej nagrody?

Oczywiście wszyscy zdawali sobie sprawę, że Tomek nie był w stanie zapamiętać więcej niż 5 wersetów i to tylko na 5 minut, ale trzeba było robić dobrą minę do złej gry. Nie wiedzieli o tym tylko honorowi goście a co gorsza ważny gość, zapewne chcąc dostarczyć Tomkowi dodatkowej satysfakcji, zadał mu pytanie: jakie imiona nosili pierwsi dwaj uczniowie Chrystusa?
- Dawid i Goliat - odpowiedział zdesperowany Tomek.

Mnie ten rozdział przysporzył nie mniejszych emocji.
Najpierw dostalem napadu szaleńczego śmiechu. Gdy ochłonąłem ogarnął mnie świątobliwy lęk - czy ten śmiech nie jest czasem bluźnierstwem? Na pewno jest. Przez długie dni żyłem w wielkiej rozterce. Czy powinienem się z tego śmiechu wyspowiadać? Na pewno tak. Ale jak, skoro każde przypomnienie tej sceny wywoływało nowy atak (niewątpliwie diabelskiego) chichotu. Stopniowo oswoiłem się z tym, ta anegdota stała się częścią mnie, tak jak inne wrażenia z nieogarniętego świadomościa dzieciństwa. Niech to lepiej pozostanie tylko we mnie.

PS. Nieco ogólniejszą refleksję na temat waznych dla mnie książek zamiesciłem w gościnnej altanie - KLIK.

Tagi: bez sensu
03:54, pharlap
Link Komentarze (5) »
sobota, 11 października 2014

Wieczór, było jeszcze widno,
spotkała sie wydma z wydmą.
- Co tam słychać pani Wydmo?
wygląda pani jak widmo.
- Dziękuję za troskę Wydmo,
lecz mi całkiem życie zbrzydło.
Za to pani się wydyma,
pewnie pani smutków nie ma.
- Ja wydymam? Pani Wydmo,
wreszcie z worka wyszło szydło.
To okropna jest zadyma,
pani chyba wstydu nie ma.
- Co? Zady-ma? Ja mam zady?
To zupełny szczyt przesady.
Porównanie tak ohydne
nie przystoi żadnej wydmie.
- Nie przystoi? Nie przystoi?
Niech się pani wiatru boi.
Powiem pani choć ze strachem:
niech się pani wypcha piachem!
- To ja powiem coś dosadnie:
niechaj z pani piasek spadnie!
- Co? Do-zadnie? Nie doustnie?
A niech pani z wstydu uschnie!
I tak się z nich wciąż dymiło
aż zmierzch zapadł, ciemno było.
A ze zmierzchem przyszedł wiatr,

wydmy zjadł
i nie został żaden ślad
Tylko piach,
piach,
piach.

środa, 29 stycznia 2014

O wczesnej porze
spacer to zdrowie
każdy to powie.
W zdania połowie
nawet ta rzeźba stanęła na głowie.
Na widok taki
zamarły wiatraki,
dziwne figury,
cuda natury.
Wszystko w białym kolorze.

 

balet

Tytułowy taniec tutaj - KLIK.

niedziela, 22 grudnia 2013

 

Krople

Krople na betonie tężeją,
stają się ciężkie jak rtęć,
i twarde jak stal.
Ludzie na betonie...  boją się uronić łzy.

środa, 18 grudnia 2013

Umberto Eco zadał kiedyś pytanie, a nawet dwa:
1. Czy moglibyśmy zaakceptować informację, że d'Artagnan spacerował po rue Servandoni? - chyba tak.
2. A  czy moglibyśmy zaakceptować informację, że d'Artagnan spacerował po rue Bonaparte? - raczej nie.

Umberto Eco - Sześć przechadzek po lesie fikcji.

Przypomniało mi to gazetowe testy wiedzy ogólnej, które każdego ranka rozwiązywaliśmy w pracy. Ilekroć padło pytanie z zakresu literatury, na przykład - kto napisał książkę Stary człowiek i morze - jeden z kolegów odpowiadal bez wahania - Szekspir. I tak było przy każdej książce. Nie pomogły żadne perswazje. W ten sposób kiedyś na pewno trafię - argumentował kolega.

Podejrzewam, że moje obecne otoczenie poleciłoby mi, żebym spytał o to d'Artagnana na facebooku. Mój spacer będzie samotny.

Wszystko zaczęło się od Mikołajkowego spaceru po Alfamie, dzielnicy Lizbony Zainspirowany tym wydarzeniem zajrzałem do lasu fikcji. Znalazłem tylko dwie pozycje - Noc w Lizbonie - Remarque'a i fragment książki T. Manna - Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla. Tę drugą pozycje mam na półce więc zajrzałem. Pobyt Feliksa Krulla w Lizbonie to bardzo nudna i pretensjonalna historia. Kartkowałem niedbale gdy nagle podskoczyłem jak ukłuty iglą. Feliks Krull w liście do fikcyjnych rodziców pisze: "... co pociągało za sobą przekroczenie terminu mojego wejścia na "Cap Arcona".".

Cap Arkona! Kilka tygodni temu mój kuzyn wspomniał, że jego ojciec stracił życie na tym właśnie statku. Życie straciło wtedy około 5,000 więźniów hitlerowskich obozów - KLIK.

Sprawdziłem w wikipedii, innego statku o tej nazwie nie było. Porównałem daty - Cap Arcona wybudowano w 1927 roku zaś Feliks Krull przebywał w Lizbonie w latach 90. XIX wieku. A więc błąd na miarę d'Artagnana spacerujacego po rue Bonaparte. Z tym, że A. Dumas czegoś takiego nie napisał. Wspomniał tylko o ulicy Servandoni, która za czasów d'Artagnana również nie istniała. Ale czy komus to przeszkadza? To było właśnie sedno rozważań Umberto Eco - rue Bonaparte, rue Servandone - dwie równie błędne informacje. Dlaczego tylko jedna z nich powinna nas zastanowić? - podkreślenie moje.

Jestem wyjątkowo pewny, że wiadomość o Feliksie Krullu rezerwującym w 1893 roku przejazd do Buenos Aires na pokładzie Cap Arcona nie zastanowi nikogo.
Tomasz Mann musiał doskonale wiedzieć o prawdziwym losie tego statku. Wszak został zatopiony w Zatoce Lubeckiej, u wrót rodzinnego miasta autora. Dlaczego, dla kogo, skomponował taką fikcję? W porywach pychy myślę, że może dla mnie. Takie żartobliwe mrugnięcie zza grobu. Żartobliwych mrugnięć mogę oczekiwac głównie z tego rejonu.

Dzisiaj zakończył się tegoroczny sezon filharmoniczny. Ostatnim utworem był muzyczny zart Mozarta - Ein musikalischer Spass - ostatnia część żartu tu - KLIK

P.S. Wczoraj pominąłem pewien fragment i już po publikacji wpisu zdałem sobie sprawę, że jest on bardzo istotny. Feliks Krull wspomina, że nie zdąży na Cap Arcona i dodaje, że następny statek - Amfitryda - nie zapewnia odpowiedniego standardu więc chyba nie pozostaje mu nic innego tylko poczekać w Lizbonie 5 miesięcy aż Cap Arcona zawita na następny rejs. Sprawdziłem więc Amfitrydę - to bogini wód, żona Posejdona, jej imieniem nazwano sporo statków lecz większość to były okrety wojenne. Żaden nie woził pasażerów z Lizbony do Buenos Aires. A więc znowu przekręt, ale uwaga - jeden z tych okrętów o imieniu Amfitryda woził skazańców do Australii. Komentarz zbyteczny.

Tagi: bez sensu
12:19, pharlap
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 grudnia 2013

Wolfgang Amedeusz Mozart wystąpił na dworze cesarskim w Wiedniu w wieku 6 lat. Bardzo spodobał się cesarzowej Marii Teresie i wzajemnie gdyż bez ceremonii wskoczył jej na kolana. Gdy zaś poślizgnął sie i upadł na śliskiej podłodze pomogła mu wstać 3 miesiące od niego starsza Maria Antonina, 15. dziecko Marii Teresy. Mozart odwzajemnił się jej komplementem - Pani jest wspaniała, ja się z panią ożenię.

Dzisiaj mija 222 rocznica śmierci kompozytora. Maria Antonina została ścięta niecałe dwa lata później. 

Zajrzałem do katalogu kompozycji Mozarta, który tez utwór ma numer 222? Misericordias Domini - Miłosierdzie Pańskie. No to chyba pisał to w intencji swej niedoszłej małżonki. Proszę zwrócić uwagę na melodię dokładnie gdy mija pierwsza minuta tego utworu - Oda do radości Beethovena :)

 
1 , 2