Wpisy z tagiem: dzieci

niedziela, 24 stycznia 2016

Ambroży - lat prawie 5...

Prapoczątki...

- Dziadzia. Millions, millions, years ago all people were babies. Even pirates. Yes dziadzia?
Jak tu nie potwierdzić, chociaż jeśli chodzi o piratów to nie jestem pewien.

Koniec...

- Dziadzia, ludzie po śmierci idą do nieba na dwa lata. Nie, na dwa lata i dwa dni. A potem wracają na ziemię jako zwierzęta.
- A ty, jako jakie zwierzę chciałbyś wrócić na ziemię? Koń? Pies? Lis?
- Nie dziadzia, jako wąż.

Spytałem synowej czy Ambroży zetknął się z pojęciem reinkarnacji. Powiedziała, że nie.

PS. W tym drugim przypadku Ambroży również przedstawiał swoje poglądy po angielsku.

Tagi: dzieci
06:42, pharlap
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 stycznia 2016

Nasz wnuk Feliks wpadł w nałóg czytania książęk. Ktos powie - jak to dobrze, że dziecko czyta książki. Mam wątpliwości.

Podczas ostatniej wizyty u nas oderwał się od czytania, poprosił o kartkę papieru i pospiesznie narysował...

Okret

- Dziadzia, popatrz na to. Na górze są maszty i żagle, to jasne. Na dziobie głowa smoka zionaca ogniem. Pod pokładem wiosła, na wypadek gdyby nie było wiatru. A nad nimi, na wysokości pokładu, skrzydła.
- Dziadzia, czy ty myślisz, że ten statek mógłby latać?

Ucieszyłem się. Książka inspiruje dziecko do myślenia, konstruowania. Przypomniało mi się jak, po przeczytaniu J.Verne - 20,000 mil podwodnej żeglugi, wraz z kolegą rysowaliśmy plany łodzi podwodnej. Zasilanie w powietrze, baterie elektryczne.
Z kolei podczas czytania książki 15-letni kapuitan  tego samego autora zaintrygowała mnie sprawa fałszowania odczytów kompasu. W książce 15-letni chłopiec prawidłowo ustawia kurs statku, ale jakieś czarne charaktery umieściły pod kompasem siekierę a ta odchyla igłę urządzenia i prowadzi statek w kierunku Angoli.
Miałem kompas, własnej roboty oczywiście - spinka do włosów i zatrzask ubraniowy. Siekiery rzecz jasna nikt w pobliżu nie miał, może dozorca, ale do niego matka zabronila mi się zbliżać bo miał gruźlicę rozpadową. Znalazłem w końcu jakiś kawał żelaza, zgadzało się. Angolę na mapie też znalazłem.

Zacząłem analizować projekt na głos.
- Żeby statek mógł latać? Widziałeś Feliks wodolot, samolot lądujący na wodzie? - Widział. - Statek jest za ciężki. Do tego żaglowiec. Widziałeś Feliks deskę z żaglem (sailboard)? - Widział - Tam jest żagiel i może czasem wznieść się w powietrze. Ale tylko na chwilę. I tam nie ma statku, tylko cienka, lekka deska. A tu jeszcze te wiosła a do tego wioślarze. Marnie to widzę.

- Dziadzia, bo w mojej książce tatki statek lata. Tam jest... magic.

Oczywiście, Magia. Po co dziecko ma się interesować fizyką czy geografią kiedy magia ma odpowiedź na wszystko.

Opuściłem z rezygnacja głowę.
- Nic nie mogę ci Feluś pomóc. Nie wiem nic na temat magii.
- OK dziadzia, don't worry. Thanks that you tried. 

Wspomnienie z czasów gdy wydawało mi się, że mogę wiele - tutaj - KLIK.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Dzień wigilijny miał nieco inny niz zazwyczaj przebieg. Zamiast wigilijnej kolacji był wigilijny lunch gdyż nasze wnuki wystepowały wieczorem w szopce.

Szopka była w kościele - Uniting Church - połączenie Metodystów i Prezbiterian. Wujek naszej synowej i jego żona są w tym kościele pastorami.

Przy kościele tabliczka...

Tabliczka

Centrum dla uchodźców. To w Australii nic nowego, problem traktowania uchodźców istnieje u nas juz od ponad 12 lat. Kościoły protestanckie udzielają uchodźcom dużo wsparcia.
Mnie zastanowil napis w dolnej linii - uznajemy plemię Wurundjedi, tradycyjnych właścicieli tej ziemi. Też nic nowego, takie tabliczki są przy wielu instytucjach publicznych. Przyszło mi jednak do głowy przewrotne pytanie: czy ktoś z administracji centrum spytał sie starszych z plemienia Wurundjedi co myśla o osiedlaniu uchodźców na ich plemienia tradycyjnym lądzie? Czy w ogóle ktokolwiek wie gdzie tę starszyznę plemienia Wurundjedi znaleźć?

Wątpliwości rozwiała szopka. Feliks i Matylda byli czołowymi baranami... 

Owce

Potem pojawili się pasterze i aniołowie. Ewangelia mówi, że widok aniołów bardzo pasterzy przestraszył...

Anioły

Widok? Nasze anioły przypominały papugi cockatoo i wydawały ich odgłosy -  KLIK.

Moje wspomnienia też dotarły w niebiańskie rejony - KLIK.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Kilka dni temu roznosiłem świąteczne paczki żywnościowe - Christmas hampers. 
W naszej okolicy znajduje się kilkadziesiąt domków "housing commission" czyli zarządzanych przez opiekę socjalną. Oczywiście właśnie tam trafiła większość paczek.

Jeden z obdarowanych - Australijczyk z dziada, pradziada - narzekał...
- Tu, obok mnie mieszka kilka rodzin z Sudanu. Nie żebym miał coś przeciwko nim, porządni ludzie, ale te ich dzieci..
- Co takiego?
- One spędzaja całe dnie na ulicy. Nawet te co jeszcze raczkują. Biegają, jeżdżą na hulajnogach, rowerach, krzyczą. Czasem nawet jedzą. Przeklinają.

Łza się w oku kręci. Przecież tak było w czasach mojego dzieciństwa. Całe dni na podwórku. Nie na ulicy bo były podwórka. Z innymi dziećmi. Biegaliśmy, krzyczeliśmy, strzelaliśmy z łuków, albo i z pistoletów na kapiszony. Nie przeklinaliśmy.

Tę jedyną różnicę łatwo wytłumaczyć. Te sudańskie dzieci uczą się praktycznego języka. Od rodowitych Australijczyków.

Moje wspomnienia z wieku dojrzałego tutaj - KLIK.

środa, 09 grudnia 2015

Rodzeństwa

Moja dwuletnia wnuczka Gracie dość wolno uczy się mówić. Najlepszy kontakt ma oczywiście z rodzeństwem. 5-letni Ambroży to dla niej Amby, potrafią ze sobą rozmawiać długo i z ożywieniem. 9-letnia Matylda to Dodi. Dziewczynki mają ze sobą bardzo dobry kontakt, ale rozmowy są nieco jednostronne. Matylda uważa się za drugą matkę i zbyt często instruuje swoje dziecko. Gracie garnie się do siostry gdy jest w kłopocie.
Feliks - 11 lat -  połknął bakcyla czytania i wprawdzie jest dla Gracie bardzo serdeczny, ale nie ma dla niej czasu.
Nie zaskoczyło mnie więc zbytnio, że Gracie nie wymawia jego imienia.  Gdy pokazać jej zdjęcie Feliksa i spytać: kto to - odpowiada wymijająco.

Wczoraj moja synowa próbowała popracować nad tym tematem. 
Sytuacja jak na powyższym zdjeciu.
- Gracie, kto tam siedzi? - pytała matka - Gracie śmiała się i odwracała głowę.

Spróbowałem podejść z innej strony.
- Feliks, powiedz swoje imię - poprosiłem.
- Feliks - odpowiedział Feliks odrywając głowę od książki.
- Gracie, co on powiedział? 
- Feliks - odpowiedziała Gracie bez trudu. 

Naturalna mądrość dziecka - potrafiłabym powiedzieć, ale po co sobie strzepić język na tematach, które są mi zbyt dalekie?

Tagi: dzieci
10:10, pharlap
Link Komentarze (3) »
sobota, 31 października 2015

... nie ma siostry ani brata,
język lata jak łopata. 

 

Amby

Kilka dni temu odbierałem Ambrożego (4.5 roku) z przedszkola. Wszedłem do środka razem z 2-letnią Gracie. Ambroży z 4 kolegami siedzieli na drzewie uzbrojeni w grube kija, którymi groźnie wymachiwali. Na prawdziwym drzewie, nie takim jak powyżej.
Pomyślałem, że niełatwo będzie go zabrać z tego bojowego otoczenia. Ambroży chyba pomyślał to samo bo z groźna miną pomachał w moja stronę kijem. 
W tym momencie zauważył swoją siostrę. W mgnieniu oka zapomniał o swoich kolegach, kiju, bitwie...
- Gracie - zawołał przemiłym głosem - my little sister is here!
Zeskoczył z drzewa i uścisnął swoją siostrę.

Patrzyłem na to zdezorientowany. Ja w jego wielu i jeszcze przez wiele lat nie odważyłbym się pokazać swoim kolegom jakiegokolwiek śladu zainteresowania dziewczynkami.
Ale ja nie miałem ani siostry ani brata - jak w motcie. 

Nic dziwnego, że zostałem skarżypytą. Mój najnowszy donos tutaj - KLIK.