Wpisy z tagiem: z życia wzięte

wtorek, 02 sierpnia 2016

Wczoraj była okropna pogoda, nie ma mowy żeby iść z Gracie do parku. Najprostsze wyjście - iść do muzeum. Przestronne sale, dużo przestrzeni, dziecko przynajmniej się wybiega...

Muzeum

Sporo osób wpadło na ten sam pomysł więc kolejka do kasy była spora. 

Moją uwagę zwrócił mężczyzna z synkiem. Wyglądał na murarza, plamy wapna na spodniach, do tego w podkoszulce - na taką pogodę?

Jak to jednak pozory mylą, za kilka minut zauważyłem go w dziale dla dzieci, czytał synowi książkę, twarz mu jaśniała z przejęcia.

Gracie bawiła się niezbyt daleko. Mężczyzna dość szybko skończył czytanie wziął plastikową torbę ze swoimi rzeczami, przeszedł kawałek niezdecydowanym krokiem po czym sięgnął po moją torbę, w której trzymam wszystkie pieniądze i dokumenty.
Wydało mi się to jakieś nierealne, nawet się nie zdenerowałem. Spojrzałem mu w oczy, pokiwałem przecząco palcem i powiedziałem bardzo spokojnie, tak jak do dziecka: nie, nie, nie...
Mężczyzna puścił moją torbę z dokumentami i sięgnął po tę, do której włożyłem swoje i Gracie wierzchnie ubrania. Ceremonia się powtórzyła, wydaje mi się, że moje spojrzenie w jego oczy było ciepłe i pełne wyrozumiałości - nie, nie, nie.
Mężczyzna oddalił sie spokojnym krokiem.

piątek, 01 stycznia 2016

W minionym właśnie roku, podczas roku szkolnego, smażyłem co tydzień naleśniki dla wnucząt. W poniedziałek i środę, za każdym razem wychodziło około 15.
A zatem: 40 tygodni roku szkolnego x 30 naleśników = 1,200!

Rok wcześniej, w 2014, było podobnie. Przynajmniej w tej dziedzinie potrafię trzymać standard. Bo na przykład na rowerze... w 2014 przejechałem ponad 1,500 km, w 2015 - zalednie około 400.

Moja prognoza na 2016 rok? Jedna rzecz wygląda na pewną - 1,200 naleśników. Reszta to zupełna niewiadoma.

P.S. W ubiegłym roku przeczytałem około 25 nowych książek. To znaczy, niezupełnie. Chyba sześciu z nich nie potrafiłem doczytać do końca. To coraz częstsze zjawisko. 

piątek, 27 listopada 2015

We wtorek wieczorem włączyłem nagany rano dziennik POLSAT News. Na początku podają skrót wiadomości - syn zabił matkę siekierą... Chwileczkę, ja to juz chyba słyszałem. SPrawdziełem - tak, coś im sie pokręciło i nadali dziennik nadany juz dwa dni temu.

Gdyby nie ten przypadek z siekierą to chyba bym nie zauważył.

Wszystkie wiadomości, czy to polskie czy australijskie, zaczynają się od meldunków z frontu walki z terrorem - Francja, Belgia. Zgadzam się to jest najważniejszy temat, ale ileż razy można to samo powtarzać? Kiedyś mówiło się - no news = good news. Teraz drapiezne media i zgłodniali odbiorcy na to nie pozwolą. Na dodatek widzę, że niezwykle inspiruje to internautów - kazdy uważa, ze trzeba coś na ten temat napisać albo przynajmniej polubić na facebuku. 
Masowe media stały się zaraźliwe.

Na szczęście pozostała mi muzyka - to samo i ciągle tak samo piekne.

środa, 16 września 2015

Regularnie gram w australijskiego totolotka.
Tu totolotków mamy chyba pięć - na kazdy dzień tygodnia inny. Ja obastawiam Ozlotto, którego losowanie odbywa się we wtorki. Wybrałem właśnie ten bo stawka najniższa - $1.20.

Na ogól sprawdzam wyniki na internecie, ale tydzień temu sprawdziłem w kiosku. Mogłem to zrobić dyskretnie, w kąciku gdzie jest szufladka w wynikami losowań, ale z miną zwycięzcy podszedłem do kontuaru i podałem swój kupon. W tym momencie zdałem sobie sprawę z dwóch powaznych zagrożeń -
1. Jeśli wygram poważną sumę, a moje mina na to wskazywała, to dowiedzą sie o tym wszystkie obecne wokół osoby. Było ich cztery, conajmniej jedna wyglądała nieco podejrzanie,
2. Jeśli jak wyżej to może totolotek mnie oszuka. To takie proste - wyświetlą na ekranie, że niczego nie wygrałem i zamiast oddać podany przez mnie kupon wydrukują nowy, przegrany.
Zanim zdołałem coś przedsięwziąć usłyszałem radosną fanfarę - wygrałem $14.70. 

Tak się ucieszyłem, że zapomniałem o drugim zagrożeniu. Jakże łatwo zmylić moją czujność :)

P.S. Na blogu wspomnień zakończyłem relację z pobytu w Anglii - KLIK.

piątek, 11 września 2015

Wiosna kalendarzowa, niebawem przyjdzie prawdziwa
i nastał czas ataku australijskiej sroki - magpie - na rowerzystów...

Magpie attack

To nie ja, ale chyba właśnie tak wyglądałem w ostatnią sobotę. Magpies atakują ludzi, którzy według ich opinii zagrażają bezpieczeństwu rodzinnych gniazd. Wydaje się, ze szczególnie upatrzyły sobie rowerzystów. Co roku jestem ofiarą kilku takich ataków. Kończy się na strachu, ale słyszałem opowieści o dziurach w rowerowych kaskach.
Co roku słyszę też liczne rady jak sobie z tym poradzić. Ciekawa rada to - założyć okulary na tył hełmu - magpie nie zaatakuje twarzą w twarz. Inna rada to umocować na kasku jakieś strachy na ptaki - KLIK.

czwartek, 23 lipca 2015

Byłem dzisiaj na spacerze,
zmęczyłem się jak zwierzę.
Spojrzałem jednak w bok,
ktoś robił cztery kroki na mój krok. 
Dziewczynka mała,
jak motylek latała,
zdjęła buty i w krainę snu odleciała. 

Buty

PS. Na moim wspomnieniowym blogu dużo ostatnio się dzieje: najlepszy kolega się ożenił, koleżanka ze szkoły prowadzonej przez zakonnice przeszła do szkoły bezwyznaniowej i pisze teraz na czerwono, a ja zakochałem się - KLIK.

środa, 15 kwietnia 2015

Ostatnio mnożą się doniesienia o wandaliźmie i rozbojach w Alice Springs, mieście w samym centrum Australii - KLIK.

Zdesperowani działacze społeczni proponują, żeby w osadach wokół Alice Springs zainstalować wi-fi. Z obserwacii wynika, że młodzież w "zinternetowanych" okolicach nie rozrabia na ulicach - KLIK.

Oczywiście, że nie rozrabia bo nie wychodzi na ulice. Ani nigdzie indzie.

Z kolei lekarze w wielkich miastach narzekają, że coraz więcej młodych ludzi cierpi na otyłość i cukrzycę... bo spędza zbyt wiele czasu przy komputerze zamiast spędzać czas w ruchu na świeżym powietrzu. 

No i jak tu wszystkim dogodzić?

wtorek, 14 kwietnia 2015

Wszystkie nasze wnuczęta lubią Bolka i Lolka.
Poznali ich u nas z filmów na dvd. Dość starych filmów. Cała seria o wakacjach rozpoczynająca się lokomotywą pędzącą w takt muzyki W. Kazaneckiego.
Okazuje się, że Bolek i Lolek działają nadal.
4-latek Ambroży ogląda u nas wakacyjne przygody Bolka i Lolka, którym towarzyszy bardzo zaradna dziewczynka - Tola. Ogląda też w domu.
- Dziadzia - Do you know,Bolek and Lolek have guns and shoot bad people.
Bolek i Lolek strzelają. Nie tego nie wiedziałem, w starych filmach, które mam, jeśli strzelali to z pukawki na korek. A teraz strzelają z prawdziwej broni. Kilkuletni chłopcy. Ciekawe do czego prowadzą "Drogi Wolności" *
- Dziadzia, - Bolek i Lolek - you speak English. Po polski się mówi - Bolka i Lolka.
No i jak tu dziecku wytłumaczyć, że w zdaniu przygody Bolka i Lolka używa sie dopełniacza?

Mamy też skadsiś książeczkę o Bolku i Lolku, a tam, proszę bardzo, segment australijski, z takim obrazkiem...

Bolek i Lolek

Dobry Boże, Ty widzisz i nie grzmisz?
Dobrze, że Aborygeni nie widzieli tej ksiązeczki.
Pozostałe segmenty dotyczą Afryki, Grenlandii, USA, Himalajów i oceanu. Wszystkie są absolutnie bezsensowne i, co gorzej, głupie.
Ładowanie dzieciom takiej szmiry pod etykietą dwóch sympatycznych chłopców uważam za bardzo poważne wykroczenie. 

Prawdziwe tańce australijskich Aborygenów wyglądają tak...

* Drogi Wolności - patrz tutaj - KLIK.

piątek, 21 listopada 2014

Australijskie media niewiele piszą o wydarzeniach światowych jeśli nie dzieją sie one w WIelkiej Brytanii, USA lub Chinach.

W tym tygodniu było trochę wiadomości o wyborach... na Wyspach Salomona. Takie wybory to nie przelewki. Wysp Salomona jest tyle ile żon miał biblijny król Salomon czyli ponad tysiąc. Odległość między skrajnymi punktami kraju przekracza 1000 km.

Media donoszą, że wybory, które odbyły się we wtorek, przebiegły bardzo sprawnie. To duża zasługa biometrycznego systemu identyfikacji wyborców, który wprowadzono na Wyspach rok przed wyborami.

Liczenie głosów rozpoczęło się w czwartek, ostateczne wyniki zostaną ogłoszone w sobotę. Jak na razie nie zgłoszono żadnych problemów

środa, 12 listopada 2014

Piasek

Idealne dno do zabawy w piratów.
Mając taką bazę fantazja nie będzie miała kłopotu z resztą. 

 
1 , 2 , 3