Wpisy z tagiem: finka

środa, 16 lipca 2014

Shikiro Mifune wyszedł z pracy. Był wczesny marcowy wieczór, powoli zapadał zmrok, na niebie kłębiły się czarne chmury. Czuł okropny ból głowy. Zatrzymał samochód koło baru Metro i wstąpił na kawę. W barze było prawie pusto. Przy jednym stoliku siedziało kilku pracowników elektrowni. Popijali piwo i rozmawiali. Shikiro usiadł w odległym roku, wypił duży łyk kawy i zamkął oczy.

Na dźwięk telefonu otrząsnął się. Dzwoniła Susuko, jego żona. 
- Tso z tobą? Gdzie jesteś? - w jej głosie słychac było niepokój.
Tso z tobą - Shikiro uśmiechnął się. Lekkie seplenienie dodawało jej dziecięcego uroku.
- Wstąpiłem do Metro, strasznie boli mnie głowa, zaraz pojadę do domu.
- Właśnie chcialam ci powiedzieć, że my już kładziemy się spać. Wszyscy czujemy się jacyś ospali.
- W porządku. Dobranoc, Wejdę bardzo cicho.
- Dobranoc.

Sięgnął po kawę. Od stolika w rogu dobiegały dość wyraźne szepty...
- Tną koszty na każdym kroku... zrezygnowali z projektu wprowadzenia robotów...
- To jest skandal od samego początku - stacja awaryjnego zasilania jest na tym samym poziomie co elektrownia...

Dopił kawę, ból w głowie nadal lekko ćmił. Wyszedł na zewnątrz. Idąc do parkingu zauważył jakiś ruch przy pojemniku ze śmieciami. Przyjrzał się uważniej - kilka szczurów zbiło się w gromadkę i popiskiwało. Przygotowują się do ucieczki z tonącego okrętu - zażartował.

Gdy dotarł do domu Susuko i dzieci już spali. Na stole stał obiad gotowy do podgrzania, ale Shikiro nie czuł głodu. W głowie znowu narastał ból. Przypomnial sobie szepty w Metrze - tną koszty na każdym kroku... tną koszty na każdym kroku... tną... tną.
Wzdrygnął się, jedyne co chciał to szybko położyć się spać. Cicho rozpakowywał teczkę gdy nagle wydało mu się, że słyszy jakieś szepty. Rozejrzał się, złudzenie. Ale za chwilę szept powtórzył się, dobiegał od strony ściany. Shikiro podszedł bliżej i zauważył źródło "szeptów" - wskazówka barometru opadła do samego dołu i tam dygotała zaczepiając się o krawędź skali i powodując lekkie szmery.

Szepty w baro-metrze - zażartował Shikiro. Takie niskie ciśnienie, nic dziwnego, że boli mnie głowa. Sięgnął po barometr, żeby uwolnić zaczepioną wskazówkę i przez nieuwagę wypuścił go z ręki. Ciężki, solidny, przyrząd uderzył w ziemię z hukiem, roległ się brzęk tłuczonego szkła.
- Tso na miłość boską tu się wyrabia? - Susuko stała w drzwiach sypiani i patrzyła półprzytomnie na męża.
- Coś ty powiedziała? Powtórz powoli - w głosie Shikiro słychać było napięcie.
- Tso-na-mi-łość ...  tso-na-mi... - Susuko przerwała. stała chwilę z otwartymi ustami - tsu-na-mi - wyszeptała.
- Tsunami - powtórzył Szhikiro - szybko pakuj dzieci razem w pościelą do samochodu ja wezmę trochę prowiantów.
Oboje zwijali sie w milczeniu jak automaty. Za kilka minut byli w samochodzie i jechali na zachód, w stronę przeciwną od morza. Po kilkunastu minutach dotarli do granic miasta.

Fukushima dziękuje ci za wizytę. Odwiedź nas znowu - oznajmiała tablica na poboczu szosy.

Shikiro skoncentrował wzrok na szosie. W samochodzie słychać było szepty - Susuko odmawiala pacierze. 

PS. Wpis dedykuję FidrygaUce - KLIK - z okazji jej powrotu do blogowania.

niedziela, 18 maja 2014

Motto: Zamek na łonie - KLIK.

Po deszczu ziemia wilgoć chłonie,
w ogrodach kwitną jabłonie,
słońce świeci na nieboskłonie.
Klimat prześliczny.

Po zimie wiele osób wygląda jak słonie.
Tego nie da się ukryć, oka nie zasłonię.
Niech więc ta nadwaga w ćwiczeniach spłonie.
Wysiłek fizyczny.

Żona ćwiczy uparcie, pionowo i w skłonie
licząc, że ćwiczenie kalorie pochłonie.
Ja zaś do aplauzu składam obie dłonie.
Doping entuzjastyczny.

Może teraz wyjdziemy na spacer na błonie, 
póki wietrzyk wieje, póki słońce płonie.
Tylko proszę, zasuń sobie zamek na łonie,
zamek błyskawiczny.

====================================

Uwaga - GŁOSOWANIE!

Prezentacja wpisów biorących udział w konkursie - KLIK.

Formularz do głosowania - KLIK.

Tagi: finka
13:06, pharlap
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Motto: OBUDZIŁO MNIE KLĄSKANIE MAKOLĄGWY - patrz tutaj - KLIK.

Obudziło mnie kląskanie makolągwy,
otworzyłem oczy, wydałem jęk przeciągły.
Żona pyta - co też przerwało twe spanie?
Przecież chyba nie to miłe szczebiotanie? 

Szczebiotanie? - starałem się o miły ton -
to było kląskanie donośne jak dzwon.
Żona na to - przepraszam, bo widzę żeś smutny,
lecz wiadomo, że słuch to ja mam absolutny
więc chociaż jesteś teraz kwaśny jak porzeczki,
to na ten temat nie wszczynaj ze mną sprzeczki.

No to już chyba przesada niewąska,
żebym wszczynał sprzeczkę o to, że ptak kląska.
Masz rację, rozsądnie z twej strony wysoce
nie będziemy się kłócić bo ktoś tam szczebioce.

Ze smutkiem w oczach spojrzałem na żonę,
proszę nie rób komedii - golone, strzyżone (1).
Ooo, teraz widzę co też piszczy w trawce -
przyznaj, że chcesz mnie utopić w sadzawce.

Zdenerwowałem się na to okropnie -
utopić w sadzawce - niech cię kaczka kopnie!
Kaczka? Aaaa wreszcie wyszło szydło z worka
teraz wiem, która kląska dla ciebie sikorka,
ale strzeż się lepiej tej swojej Laury,
bo koniec romansu będzie ponury
i sądząc po wszelkich na niebie znakach
skończysz jak ten Filon -  wymięty i w krzakach (2). 

I gdy się ma cierpliwość całkiem wyczerpała
i ze wściekłości prawie się dusiłem,
nagle makolągwa zaszczebiotała...
...i się obudziłem. 

Kiedym dla Finki tekścik ten układał,
jakiś poetycki duch do mnie zagadał,
pełen zdziwienia sam się nie spostrzegłem,
skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem
więc zapisuję na koniec pytanie:
czy to był szczebiot, czy jednak kląskanie? (3)
 

PS. Poniżej odgłosy wydawane przez makolągwę. Proszę rozsądzić - szczebiot czy kląskanie?

Przypisy:
1 - Golone strzyżone - KLIK.
2 - Filon i Laura według Kaczki - KLIK
3 - Niepewność - KLIK

PS. Wpis bierze udział w konkursie Finka z Kominka  - patrz link w motcie. Prezentacja wszystkich wpisów tutaj - KLIK.

Ewentualnie zagłosować można stąd - KLIK.

Tagi: finka
05:09, pharlap
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 marca 2014

Motto: "CZEGO MOJE OCZY NIE WIDZĄ, TEGO PO PROSTU NIE MA!"
oraz    
"Pofrunęła między chmury, wrzeszcząc ECIE-PECIE!" 
Szczegóły tutaj - KLIK

 

Nie wiem na którym kilometrze,
nie wiem czy w spokoju czy na wietrze,
ale w grudniu wyszeptano w metrze,
że FidrygaUka ma pomysł nowy -
Finkę z Kominka - konkurs blogowy.

Tutaj się kończy ten wstęp milusi,
bo jeśli konkurs, to przegrać ktoś musi.
Zwycięstwa przecież każdy jest żądny
jak to rozsądzić w sposób rozsądny?

Jak to rozważyć, jak to rozrządzić,
by nie przesadzić, by nie przesądzić?
Jak to rozsądzić, jak to rozważyć,
aby nastroju ludziom nie zwarzyć?
Więc żeby konkurs nie skończył się w sądzie 
zaufaliśmy darmowej sondzie.

Internetowa to była sonda,
która wysiłku wiele nie żąda.
Czy Twoim miastem Lądek czy Londyn,
wszędzie skorzystać możesz z tej sondy.

Dwa razy-śmy się przesondowali
i możeśmy sobie zbyt zaufali,
może nasza radość była pochopna,
bo oto Kaczka zawsze roztropna,
Kaczka przedziwna i dobrej rady,
się wycofała z trzeciej parady.
Uniosła skrzydła i - sami wiecie -
poleciała między chmury wrzeszcząc ECIE-PECIE.

Za to na ziemi, co tu się działo!?
Dobrze, że Kacze oko tego nie widziało.
Sonda narobiła nam ambarasu, 
bo zatraciła poczucie czasu.
Na całym świecie północ wybiła,
a sonda nadal głosy liczyła
jak echo w naszym słynnym poemacie
co grało dłużej niż się spodziewacie.

Inna rzecz, że dla ochrony moralności
niektóre wpisy winny być R-rated
Wszystkie te wady, niedoskonałości
zostały zebrane w obszerną erratę

I oto teraz, po raz kolejny, 
blogerzy ostrzą konkursowe finki,
a ja zrobiłem błąd beznadziejny
podając największych konkurentów linki. 

Na szczęście TEN wiersz przeuroczy
podpowiedział jak rozwiązać ten dylemat:
przed przeczytaniem wpisu zamknijcie oczy -
czego oczy nie widzą, tego po prostu NIE MA! 

 


PS. Sondny tydzień rozpoczęty. Link do prezentacji wszystkich konkurentów i dźwignia do sondy tutaj ==> KLIK. 
Ewentualnie głosować można stąd ==> KLIK!.
piątek, 21 lutego 2014

Motto: "Kaczka nie byłaby Kaczką,                
gdyby nie wymyśliła tematu kolejnej wprawki  
w iście kaczkowym stylu: oszczędnie i dowcipnie
A BRZMI ON: JA"                     
Wyjaśnienie - tutaj - KLIK

ja i moje JA w jednym żyliśmy domu,
moje JA na górze, ja - skromnie - na dole.
ja bardzo spokojny, nie wadząc nikomu,
moje JA dzikie urządzało swawole...
Gdy ja się szykowałem na wypoczynek nocny,
moje JA wędrowało na Biegun Północny.
ja w szkole starałem dobrze się sprawować,
moje JA z Indianami szło kogoś skalpować.
ja paradowałem z czerwoną szturmówką,
moje JA w Las Vegas szastało gotówką.
Pół życia minęło i dalej tak być miało, 
aż w wieku lat czterdziestu coś się pomieszało.
W Kuwejcie odkładałem na starość spokojną,
gdy w kraju coś wybuchło, zapachniało wojną.
Kanadyjski urzędnik zdziwił się - człowieku,
ty chcesz emigrować? W tym wieku?
Moje JA spuściło głowę - przepraszam, co za pech.
A mnie ogarnął radosny śmiech.
I zamiast się w Kanadzie użerać z wilkami
jestem w Australii, czyli - do góry nogami.
Po wykonaniu takiego fikołka,
JA wskoczyłem na górę, moje ja do dołka.
Moje ja chciałoby w lecie na urlop, na plażę,
a JA pakuję narty, do Szwecji na Wazę.
Moje ja - pracować, mieć starość na oku,
JA - na Bieg Piastów, na rower do Bangkoku.
Moje ja - do emerytury pracować w cichości,
JA - wszystko na odwrót - staruszek bez godności.
Nie wiem jakieby z tego wyszły tarapaty,
lecz pogodziliśmy się przed kilku laty.
A rozjemcą stał się, pojmiecie to wnet -
ekran komputera i internet.
Tam nie liczą się wygląd, wiek, ni pieniądze,
możemy zaspakajać swej fantazji żądze.
Siedzimy więc razem przy klawiaturze,
nikt nie jest na dole, nikt nie jest na górze,
zgodnie po sieci sobie surfujemy,
raz w miesiącu z Fidrygałkami blogujemy.  

P.S. Jak wynika z motta ten wpis bierze udział w konkursie. Polecam zapoznanie się z innymi uczestnikami konkursu - tutaj - KLIK.
Formularz do głosowania poniżej...
 

czwartek, 23 stycznia 2014

"Niektórym ko­bietom nie wys­tar­cza bu­kiet róż, chcą
żeby mężczyz­ni tym różom zmieniali jeszcze wodę."
Czarny Pieprz.

Przyniosłem Ci miła bukiet czerwonych róż,
uśmiechnij się i do wazonu je włóż.
Usiądźmy... może na wprost telewizora,
bo transmisji skoków przyszła właśnie pora.
Popatrzmy jak tam skaczą Ziobro oraz Stochi
i celebrujmy naszą miłość - och!

Tak minął pierwszy, drugi, trzeci dzień.
Kochany, mam prośbę - różom wodę zmień.
Dobrze, lecz nie teraz, trzęsą mi się ręce
po tym jak Radwańska dołożyła Azarence.
Nie teraz, bo strasznie rozbolała mnie głowa,
że w finale nie Radwańska, ale Cibulkova. 

Minął dzień czwarty, minął również piąty.
Kochany, zmień różom wodę, zbierają się mąty.
Możesz przestać z tą wodą? Dać ulgę my nerwom?
Porażka z Chorwacją choć przewaga przed przerwą!

Minął tydzień, zwiędłe róże stoją w brudnej wodzie.
Widzisz jak o mnie nie dbasz, zapominasz codzień.
Przestań, bo w kieszeni otwiera mi się nóż.
Kupiłem Ci róże - i JUŻ!


Niniejszy wpis bierze udział w konkursie Finka z Kominka - szczegóły tutaj - KLIK.

Uwaga - oceny nadszedł czas. Krótka prezentacja wszystkich prac konkursowych tutaj - KLIK.

Poniżej formularz do głosowania. 

niedziela, 29 grudnia 2013

PROLOG - model tutaj - KLIK.

Na kominku ogień płonie,
wśród szczap płomień sobie drga,
przy kominku grzeje dłonie -
      FIDRYGAUKA... 
 i łka.

Dramat właściwy

Fidrygauki, blogerki, wszelkie przeciwności
wywodziły się rzecz dziwna z gustów odmienności.

Ta dziewczyna, piękna, zgrabna, jak boginka,
zgodzić się nie mogła z ideą Kominka.
Korzystając z telefonu, ten blogowy mistrz nad mistrze
rzekł jej: pisz, kreuj, zarabiaj, bloguj chytrze.
Fidrygauka jęknęła jakby ukłuła ją kolka:
ja mam kreować? Czy to ja kreolka?
Mam za-arabiać? Wcale nie mam na to chrapki,
niech lepiej robią to Arabki.
Już wolałabym uchodzić za Hiszpankę,
co rzekłszy wypiła wody szklankę,
a potem mocniejszego czegoś setę
i w górę rzuciła monetę:
niechaj prosta mnie prowadzi ścieżka -
orzeł lub reszka.

EPILOG - model - jak w Prologu.

Dłoń ogrzała, ostrą finkę,
wzięła w dłonie i ciach, ciach,
ugodziła wprost w pachwinkę,
i już po kominku - ach! 

Uwaga: powyższy tekst bierze udział w konkursie - lista uczestników i formularz do głosowania tutaj ==> KLIK