Wpisy z tagiem: W Rembówku

sobota, 26 marca 2016

Najbardziej upragnionym momentem lekcji był dzwonek zwiastujący wielka pauzę. Nauczyciele opuszczali klasy, a chłopcy churmem, w pędzie wypełniali korytarz wrzaskiem i hałasem. (...) Już w czasie biegu przez korytarz w kierunku wyjścia na podwórko zaczynały się przelotne walki i wyścigi, by w całej pełni rozwinąć się na obszernym podwórzu.
Bez straty czasu organizowały się momentalnie grupy przy wcześniej juz umówionych zabawach.
Tu grano w zbijaka, tam w kukso, dalej w palanta kub narodowości. Używano przy palancie i narodowościach wyłącznie twardych, małych piłek, zwanych lankami. Gwoździem każdej rozgrywki była szansa wymierzenia przegrywającemu uderzenia lanką. Trafiony zdobywał często bolesny siniak przeważnie na miękkiej części ciała.
Spokojniejsi grali w kukso na zanczki pocztowe. Zabawa polegała na prawidłowym trafieniu łańcuszkiem w kółko wyrysowane na ziemi.

W narodowościacj każdy chciał być Polakiem, nie było chętnych do reprezentowania narodów ujarzmiających inne narody. Nie było nigdy Niemca ani Rosjanina, w czasie wojny grecko-tureckiej nie było Turków, a w czasie wojny burskiej Anglików.

W letnim okresie rzadziej zdarzały się bitwy, ale w jesieni, kiedy można było korzystać z kasztanów, albo w zimie z piguł ze śniegu, na podwórku wrzały zacięte walki.
Płakać lub skarżyć się za pobicie nikt nie myślał. Każdy wstydził się być "babą" czy "maminsynkiem", co narażało go na śmiech i przezwiska.

W czasie mego pobytu w gimnazjum były przeprowadzone dwie zmiany. Pierwsza w roku 1901 kiedy przeszedłem do 3-ej klasy, a druga w 1903 roku.
Do roku 1901 panowała jeszcze atmosfera przepojona pozostałościami ostrej, rusyfikacyjnej polityki Apuchtina, kuratora okręgu warszawskiego operującego ostrymi sankcjami wobec profesorów Polaków i młodzieży za wszelkie przejawy polskości.
Pomimo odejścia tego prześladowcy z zajmowanego stanowiska i nakazanego złagodzenia kursu, obasada nauczycielska i administracyjna, przepojona nawykami dawnej rutyny, nie mogła wyzbyć się dawnych przyzwyczajeń.
Ustały wprawdzie rewizje w domach rodzicielskich i na stancjach, ale na terenie gimnazjum pilnie szpiegowano uczniów, podsłuchiwano rozmawiających, przeglądano tornistry, prowokacyjnie wyrażano się z pogardą o narodzie polskim i jego historii.
Nieobowiązkowe lekcje języka polskiego były czystą parodią. Podręcznik Dubrawskiego był wydany w dwóch językach. Prawa strona podawała wyjątki z literatury i wiersze w języku rosyjskim, a lewa w polskim. Rozbiór gramatyczny, pytania nauczyciela i odpowiedzi uczniów prowadzone były w języku rosyjskim.

W pierwszych latach dyrektorem w naszym gimnazjum był Sokołow, traktujący swoje stanowisko jako synekurę. Miał zaledwie kilka godzin wykładów literatury rosyjskiej w klasie siódmej i ósmej, a sprawy administracyjne oddawał w ręce inspektora. Sam prowadził życie wygodne izolując się od bieżących spraw nauczycielskich i grona uczniów. Dla wielu uczniów był postacią mityczną, ponieważ nie mieli sposobności go oglądać.

Inspektor Jurkiewicz, Rosjanin, średniego wzrostu, z zaokrąglona figurą, ryży, z małą kozią bródką i świńskimi oczkami patrzył przez okulary w złotej oprawie na ucznia z podejrzliwością, jakby go chciał przeniknąć do głębi swymi małymi, świdrującymii oczkami.
W zachowaniu krzykliwy i niekulturalny. Ubierał się niezbyt staranniem był kawalerem i według panujących wersjii prowadził życie hulaszcze. W normalnych warunkach nie posiadał żadnych kwalifikacji na inspektora.
Wykładał w niższych klasach matematyki, ale był bardzo słabym nauczycielem i dopiero w wyższych klasach uczniowie uzupełniali swoje mierne wiadomości.

Instrukcje o zachowaniu się w kościele dawał nam na pierwszej lekcji prefekt ksiądz Cieślewski. Nie dużego wzrostu, korpulentny, rumiany na twarzy pomimo podeszłego wieku, ruszał się żywo i energicznie.
Był człowiekiem bojaźliwym i starał się być lojalnym wobec władz, choć wnosił instancję za uczniami na sesjach. Przy przesłuchiwaniu lekcji nie był zbyt wymagającym i stawiał wszystkim z religii na kwartał piątki.
Lekcje prowadził według katechizmu ksiedza Sokolika i podręczników, zatwierdzonych przez kuratora i cenzurę o Starym i Nowym Testamencie. Wykład jego był bardzo suchy. Uczniowie starali się czasem je ożywić i zadawali pytania. W klasach niższych traktował je jako niewczesne i zbywał potrąceniem po uszach i słowami nagany. W klasach wyższych jednym zdaniem przecinał rozmowę, nie dopuszczając do zadnej dyskusji.

Czernaziomow, który był opiekunem wstępnej klasy i wykładowcą rosyjskiego i matematyki, odnosił się do uczniów dosyć dobrotliwie. Był to Rosjanin, przystojny ciemny szatyn z obfitą brodą i miał sposób bycia, który mógł zjednać uczniów do atmosfery rosyjskiej w gimnazjum.
Podobno zarówno on, jak i Jurkiewicz "ułatwiali" dostanie się do gimnazjum. Niewątpliwie oni głównie decydowali o ocenach przy egzaminie, ale w traktowaniu uczniów nie można było zauważyć, aby okazywali specjalne względy wybranym.

W klasie wstępnej mielismy jeszcze nauczycieli od mniej ważnych przedmiotów: kaligrafii, rysunków, gimnastyki i nieobowiązkowego, a więc specjalnie upośledzonego języka polskiego. Wykładał go Łoszowski. Był to starszy pan pod sześćdziesiątkę, z nieudolnie farbowanymi włosami i wąsami, o bardzo miernej inteligencji w typie sekretarza gminnego. Zahukany i lekceważony przez swych kolegów nauczycieli trzymał się ściśle programu i wykładał język polski po rosyjsku.
(...)
Rosyjskiego wykładał nam Zamotin, Rosjanin. Był to najlepszy i najsympatyczniejszy sposród rosyjskiego zespołu profesor. Ukończył studia wyższe, był człowiekiem inteligentnym, w stosunku do uczniów życzliwym. Zachowywał się kulturalnie i nie należał do prześladujących polskość i Polaków. Przyszedł do naszego gimnazjum po odwołaniu ze stanowiska Kuratora Okręgu Naukowego Warszawskiego przez osławionego rusyfikatora Apuchtina.
...

niedziela, 20 marca 2016

Brat mojego Ojca, stryj Stanisław w 1898 roku rozpoczął naukę w Warszawie, w III gimnazjum przy ul. Berga 1. Ulica Berga to obecnie ulica Traugutta. Gimnazjum mieściło się w budynku na rogu Traugutta i Krakowskiego Przedmieścia, tuż obok kościoła Świętego Krzyża...

III Gimnazjum

W roku 1915 budynek ten przejęło Gimnazjum im św Stanisława Kostki.

Poniżej wspomnienia Stryja...

W obszernym hallu urzędował w roli szwajcara, ubrany po wojskowemu i obwieszony orderami, emerytowany feldfebel. Był to staruszek z olbrzymimi bokobrodami i długimi wąsami. Mierzył surowym spojrzeniem wchodzących uczniów, a w dnie deszczowe pilnował, aby starannie wycierali obuwie.
W hallu znajdowały się drzwi do apartamentów inspektora i marmurowe schody wiodące do jeszcze bardziej obszernego mieszkania dyrektora.
Okna obu pięknych mieszkań wychodziły na Krakowskie Przedmieście.
Od ulicy Berga położone były lokale szkolne. Na prawo od wejścia z hallu drzwi prowadziły na szeroki korytarz, sklepiony u góry.
Po lewej stronie okna wychodziły na podwórko szkolne, odgrodzone od ogrodu, należącego do parafii św Krzyża, a po prawej stronie widac było szereg drzwi. Pierwsze wiodły do kancelarii, a zarazem "uczitielskojej" gdzie nauczyciele spędzali czas wolny.
Dalej w kolejności rozmieszczone były klasy: wstępna, pierwsza, druga, trzecia i czwarta.
Między drzwiami oparte o ściane stały ogromne szafy biblioteki uczniowskiej. Oczywiście zawierały książki pisane wyłacznie po rosyjsku.
Na drugiej ścianie między oknami w korytarzu wisiały obrazy z historii Rosji np. Przejście przez diabelski most armii Suworowa poczas kampanii włoskiej... 

Porter suvorov.jpg

Źródło: wikipedia - KLIK

W każdej klasie w rogu wisiała "ikona". Naprzeciwko ławek na podniesieniu stała katedra i fotel dla nauczyciela.
Z lewej strony przy katedrze stała tablica o dużych rozmiarach.

W klasie wstępnej gospodarzem był Czernoziomow i on zrobił nam wykład o obowiązkach ucznia.
Podał wykaz potrzebnych podręczników i kajetów. Wyjaśnił, że książki i kajety mają być obłożone szarym papierem a na wierzchu, na przylepionej nalepce, należy wypisać imię, nazwisko, klasę.
Każdy otrzyma dziennik (żurnał), w którym obowiązany jest codziennie wpisać lekcje i co było zadane. Przy każdej wymienionej lekcji była rubryka na postawienie stopnia. U dołu stronnicy, obejmującej tydzień nauki, było miejsce na uwagi o sprawowaniu i wymierzonych karach.

Czernoziomow oznajmił, że uczeń ma przychodzić do gimnazjum krótko ostrzyżony, ubrany przepisowo z paskiem i halsztukiem, w ubraniu zapiętym na wszystkie guziki, podobnie jak szynel, w którym nie wolno chodzić "na razpaszku".
Zabrania się uczniom palenia papierosów, używania alkoholu. Do teatru wolno chodzić tylko za każdorazowym zezwoleniem inspektora. Na ulicy zachowywać się przyzwoicie. Przy spotkaniu nauczyciela powitać go ukłanem czapki.W gmachu surowo zabrania się rozmawiać po polsku.

Każdy uczeń obowiązany jest znać "otczestwo" i tytuły osób panującego domu, a w "galówki" być na nabożeństwie w kościele razem ze swoją klasą. W te dnie obowiązuje przyjście o godzinie 8 i pół. W klasie gospodarz klasy sprawdza obecność według dziennika i prowadzi klasę do kościoła.
(...)
Na zapytanie nauczyciela dyżurny powinien wskazać ucznia zachowującego się niewłaściwie. Jeśli tego nie wie, sam otrzymuje karę za niewywiązanie się z obowiązków.

Dyżurny na pierwszej i ostatniej lekcji odmawia modlitwę. W jej treści był zwrot dotyczący "monarchy". Uczniowie nie chcieli modlić się za niego, czasem opuszczali to słowo. Było to przestępstwo.
Łagodniejsi profesorowie nie zwracali na to uwagi, udając, że nie zauważyli opuszczenia. Czasem kazali powtórzyć modlitwę, ale ogólnie traktowano ostro takie opuszczenie.
"Nie umiesz jeszcze modlitwy - zostań na dwie godziny "karceru", to się jej nauczysz!" i wpisywano dwóję ze sprawowania.

We wstępnej klasie było nas 45-ciu. Po kilku dniach orjentowaliśmy się całkiem dobrze w nowych warunkach. Wiedzieliśmy o wymaganiach nauczycieli i o tym w jaki sposób traktować narzucone rygory i jak się chronić przez konsekwencjami wykroczeń. 

Wyłożono nam też zasady koleżeństwa.
Nie wolno się skarżyć na kolegę ani wydać go. Dyżurny, który podał nazwisko kolegi nauczycielowi, uzyskiwał przydomek "lizus", "skarżypyta" i dodatkowe "lanie".
Wbrew zarządzeniu uczniowie Polacy rozmawiali ze sobą wyłącznie po polsku. Jeśli był blisko nauczyciel lub "pedel" pilnujący porządku i szpiegujący uczniów, unikali jakiegokolwiek odzywania się.
Wszyscy woźni byli rdzennymi Rosjanami i chociaż odnosili się do uczniów bez niechęci nie budzili w nas zaufania. Ogół nauczycieli Rosjan miał nastawienie tępienia ducha polskiego, a nauczyciele Polacy unikali komplikacji, które mogłyby pozbawić ich zajmowanego stanowiska.

10:36, pharlap
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 marca 2016

Przez kilka tygodni prezentowałem tutaj fragmenty domowej gazetki sprzed ponad 110 lat.
Temat już wyczerpałem, ale we wspomnieniach najstarszego z rodzeństwa - Stanisława - znalazłem wzmiankę na ten temat:
"...od 1901 roku z inicjatywy Matki zaczęliśmy wydawać "Wieczory w Rembówku".
Wydawane były w jednym egzemplarzu w okresie w okresie Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia. Pisywaliśmy powiastki, wiersze, dowcipy, reportaże o ważniejszych wydarzeniach w Rembówku i okolicy, układaliśmy rebusy, zagadki i każdy dział zawierał odpowiedzi od redakcji.

Autorami było troje najstarszych dzieci i syn oprzątki (*) Stasiek Skorupski. Redaktorem była Matka.
Powiastki były bardzo naiwne. Ja i brat Jurek pisaliśmy o przygodach, siostra o dzieciach, Stasiek o podróżach po kraju, ale głównym tematem były rodzaje potraw.
Dział odpowiedzi od redakcji umożliwiał przytaczanie urywków wierszy odrzuconych przez redakcję, co było naśladownictem podobnego działu w Tygodniku Ilustrowanym".
Zagadka się wyjaśniła. Te odpowiedzi redakcji bardzo mnie śmieszyły, ale z drugiej strony byłem nieco zaskoczony ich złośliwością. No to teraz znam źródło inspiracji.

Dla zamknięcia tematu zacytuję fragmenty wspomnień stryja Stanisława dotyczące życia w Warszawie...

"Dnia 2 września 1898 roku na dwa dni przed rozpoczęciem lekcji pojechałem z Matką do Warszawy gdyż Matka chciała wyekwipować mnie zgodnie z wymaganiami szkoły i zakupić wyposażenie niezbędne dla zamieszkania na stancji.
W sklepie Skwary na ulicy Wierzbowej Matka dobrała dla mnie szkolne ubranie, składające się z bluzy i spodni. Bluza zapinała sie na kryte guziki i miała wysoki, stojący kołnierz.
Były dwa gatunki materjału tych ubrań. Czarne z lepszego materjąlu a więc droższe i zaraczkowe. Otrzymałem tańsze. Tam również kupiła mi Matka szynel letni i zimowy. Obydwa sięgały prawie do kostek, gdyż obliczone były na wyrost. Miały starczyć do klasy czwartej.
W sklepie Tuczyna na Podwalu dobrałem sobie czapkę w kolorze granatowym z białymi wypustkami, a na froncie Tuczyn przczepił znak naszego gimnazzjum: dwie skrzyżowane palmy, między nimi pierwsze litery i cyfra 3-ego gimnazjum wyrobione z blachy srebrnego koloru.
Buty z cholewami przywiozłem z domu i miałem na nie opuszczać spodnie żeby nie widać było cholew.

Po dokonaniu wszystkich zakupów Matka ułozyła mi wszystko w szafie, przy pomocy służącej urządziła posłanie i poleciła mi utrzymywanie porządku w moich rzeczach.
Przed wyjazdem powiedziała mi, że na zakup podęczników i kajetów zostawiła pieniądze u pani, utrzymującej stancję, a prócz tego wręczyła mi rubla. Miała to być moja miesięczną pensja.

Początkowo prowadząca stancję Maria Rouppertowa zajmowała mniejszy lokal na Wspólnej 49, a później przeniosła się do obszerniejszego na Wspólnej 42 (róg Wspólnej i Marszałkowskiej), gdzie mieszkała do 1905 roku. Na tej stancji stało dwóch moich ciotecznych braci Kazimierz i Stanisław Roupperci (pierwszy był później profesorem botaniki Wszechnicy Jagiellońskiej w Krakowie - KLIK, a drugi doktor medycyny, generał, należał do najbliższego otoczenia Józefa Piłsudskiego - KLIK).

Układ dnia na stancji tak ułożyła Rouppertowa.
Wstawaliśmy o 7-ej 30, myliśmy się starannie do pasa, potem ubieranie, pacierz i śniadanie. Śniadanie składało się z herbaty czystej lub z mlekiem, chleba z masłem, serem lub wędliną. Na drugie sniadanie kazdy dostawał dwie bułeczki z masłem i wędliną. Obiad podawano o 15-ej 30. Obiad składał się z zupy, mięsnego dania i kompotu lub jakiegoś deseru. Kuchnia była smaczma, gdyz Rouppertowa lubiła sama dobrze zjeść, a porcje były wystarczające.
Po obiedzie od godziny do półtorej godziny mieliśmy przeznaczone na spacer i rozrywki na powietrzu, a następnie, po kolacji, odrabialiśmy lekcje".

Poniżej migawka z życia na stancji. To już okres późniejszy, inna szkoła, chyba inna stacja, ale warunki chyba takie same. Na pierwszym planie najmłodszy z braci Ziemowit, trzeci od lewej - Lech...

Na stancji 

"Przez kilka pierwszych dni jeden z braci Rouppertów odprowadzał mnie do gimnazjum. Z domu na Wspólnej chodziliśmy Marszałkowską, Rysią przez plac Zielony, na którym stał pomnik na cześć  zdrajców Polaków z okresu powstania styczniowego, dalej Erywańską (tak nazwaną na cześć księcia erewańskiego, zdobywcy Warszawy Paskiewicza) i dochodzilismy do ulicy grafa Berga (namiestnika w Królestwie Polskim podczas styczniowego powstania i po jego upadku). Tu pod numerem 1 na rogu Krakowskiego Przedmieścia mieściło się trzecie gimnazjum kiedyś zwane świętokrzystkim".

Poniżej droga do szkoły przeniesiona na dzisiejszą mapę Warszawy... 

Do szkoły

"Z utęsknieniem oczekiwaliśmy (z bratem Jerzym) dnia wakacji lub ferii. Pociąg wychodził z odległego dworca Kowelskiego (dziś Gdańskiego) o godzinie 8-ej rano i trzeba było wyjechać dorożka jednokonną o 7-ej, aby dojechać do dworca i w długiej kolejce do kasy biletów III klasy zdążyć wykupić bilet. Jurek zostawał przy rzeczach, a ja stawałem w kolejce. Znowu miałem tremę czy zdążę wykupić bilet ze zniżką 50%, co zajmowało wiecej czasu kasjerowi.
Nie korzystaliśmy z usług numerowych (**) więc po wykupieniu biletu trzeba było czekać na otwarcie drzwi na peron. Tylko numerowi mieli przywilej wniesienia rzeczy swym pasażerom i zajęcie najlepszych miejsc w wagonach.
Przy drzwiach stał szwajcar potężnego wzrostu, ubrany w urzędowy surdut z granatowego sukna ze srebrnymi guzami i galonami. W oznaczonej godzinie brał oburącz wielki dzwon, dzwonił nim, a później donośnym głosem oznajmiał w języku rosyjskim - pojezd  w Pragu, Jabłonnu, Nowyj Dwor, Nowogieorgiewsk, Nasielsk, Gansocin. Ciechanow, Konopki, Mława pierwyj zwanok.
Tłum pasażerów ruszał ku drzwiom. Rzadko brakowało miejsc siedzących, bo w razie braku miejsc doczepiano dodatkowe wagony". 

* oprzątka - google miało trudności, jedyne celne trafienie to - dziewka zajęta przy hodowli drobin we dworze.
** numerowy - bagażowy na dworcu. Ubrani byli w mundury i na ramieniu mieli metalową tabliczkę z numerem identyfikacyjnym, stąd nazwa. Jeszcze kilka lat po wojnie funcjonowali na warszawskich dworcach. 

niedziela, 06 marca 2016

Tytuł

Pan redaktor Lech dał się ponieść emocjom...

Hakata

Odbitka niezbyt wyraźna a treść istotna, więc zacytuję:
"Hakatystyczne zabiegi Prusaków - KLIK - wywołały słuszne oburzenie młodzierzy szkolnej. Jako świeży tego dowód  posłużyć może L. Milewski współpracownik naszego pisma uczeń szkoły E. Konopczyński - KLIK -  , który powodowany nienawiścią do Niemców chciał zaznaczyć ją dwójką na cenzurze, przeszkodziła temu p. Zofia..."

Hakata

...Rouppert znana z prac filologicznych, która usilnymi zabiegami zdołała doprowadzić p. L.M. do równowagi to jest do trójki."
Wydaje mi się, że chodzi tu o ciocię redaktora, p. Teodorę Rouppert - KLIK
Swoją drogą polska ortografia redaktora L.M. też taka trochę na etaoie protestu.

Wiadomości Zagraniczne...

Wiadomości Zagraniczne

Reklama...

Reklama

Ziom to skrót imienia najmłodszego z braci - Ziemowita. Nie wiem kim byli ROMan i TOMasz.

Stopka

niedziela, 28 lutego 2016

To już rok 1909, po charakterze pisma widać, że zmienił się redaktor - dane na ostatniej ilustracji we wpisie. Tu wspomnę tylko, że redaktor miał wtedy 12 lat...

Tytuł

Choroba nie w porę...

Wiadomości

To wygląda na żarty z młodszego brata...

Ogłoszenie

A to już nie wygląda na żarty...

Odpowiedzi

Wierszy pisanych żargonem nie drukujemy...  przyjmujemy ogłoszenia tylko od polskich firm;

Jest to na pewno odbicie nastawienia środowiska. Z innych dokumentów wiam, że dziećmi zajmowała się wyłącznie matka - Jadwiga, z domu Chełchowska. Jej brat, Stanisław, był uznanym naukowcem, działaczem społecznym, dobrym gospodarzem, a również politykiem - KLIK. W tej ostatniej roli współpracował blisko ze swoim kolegą ze studiów, Romanem Dmowskim. Był działaczem Narodowej Demokracji. Nie doczekał wolnej Polski, zmarł w roku 1907. 

Icek Birman - w poprzednim wpisie tego cyklu wspomniałem o krawcu Birmanie. Więcej na jego temat pisze w swoich wspomnieniach Stanisław, najstarczy z rodzeństwa...

"Zimowe ubrania szył nam krawiec Birman z Ciechanowa. Przyjeżdżał na dwa, trzy tygodnie i obszywał chłopców i Ojca. Krawców Polaków nie było wtedy, więc trzeba było korzystać z usług krawieckich i szewskich majstrów pochodzenia żydowskiego. Szewcy Polacy trudnili sie tylko reperacją bo na nowe wyroby nie posiadali materjału.
Mówiono, że każdy szlachcic miał swojego Żyda, wyjątkowo porządnego człowieka. Matka potwierdzała to powiedzenie, ale faktycznie Birman odbiegał od przeciętnego typu swoich współwyznawców. Był człowiekiem nabożnym, obserwował praktyki swego wyznania w naszym domu i nigdy nie był narażony ze strony nas lub służacych na jakiekolwiek żarty czy przykre uwagi. Matka prowadziła z nim długie rozmowy. Twierdziła, że Birman nie uznaje metod używanych w stosunku o "gojów" przez swoich współwyznawców. Takie zasady narażają go na pośmiewiska ze strony miejscowych Żydów i nie znajdowały uznania nawet we własnej rodzinie". 

Stopka

poniedziałek, 22 lutego 2016

Stryj Stanisław

 Od kilku tygodni publikuję fragmenty młodzieżowego pisma wydawanego w Rembówku w latach 1902-1909.

Dzisiaj podam trochę informacji z pamiętnika osoby dorosłej - najstarszego z redaktorów - Stanisława - na zdjęciu.

Majątek należał od 1862 roku do pradziadka autora wspomnień, Wiktora Łebkowskiego. Wydzierżawił go on swojemu wnukowi -  Jakubowi Milewskiemu, ojcu Stanisława. Jakub Milewski , gdy się ożenił, odkupił majątek wykorzystując posag żony. Obszar majątku - 200 ha (czyli 10-12 włók).
Wiktor Łebkowski wybudował dworek - drewniany, pokryty stalową blachą pomalowaną na czerwono.
Dom miał pięć pokoi: sypialny, stołowy, salon, gabinet i przedpokój. Prócz tego kuchnia dworska i czeladnia.
W sypialni łóżka rodziców, toaletka z lustrem, szafa z mahoniu , łóżka dziecinne i kołyska. Gdy dzieci przybyło, ostatecznie było ich sześcioro, do dworku dobudowano sypialnie dla dzieci. Inna rzecz, że po ukończeniu 4 klas, dzieci wyjeżdżały do szkoły do Warszawy i do domu przyjeżdżały tylko na ferie i wakacje.
Kanalizacji oczywiście, jak wszędzie wówczas na wsi, nie było. Drewniana wanna słuzyła do kąpieli a wygódka była umieszczona dyskretnie w ogrodzie.

Do zabaw na powietrzu mieliśmy kompanię chłopców z czworaków. W zabawach byliśmy na równych prawach. My imponowaliśmy im pomysłami, wiadomościami i obyciem. Oni uczyli nas sposobów wchodzenia na drzewa, wyszukiwania gniazd ptasich i obserwowania matek i piskląt, obchodzenia się z końmi, zsuwania się ze stogów, ślizgania po lodzie, kręcenia fujarek, robienia gwizdków i wielu, wielu innych wyczynów.

Śniadanie było wydawane od godziny 8-mej, więc dzieci musiały przyjść nieco wcześniej umyte, ubrane i po odmówieniu pacierza. Obiad podawany był punktualnie o 12. i nie wolno było się spóźniać. O godzinie 4-ej zasiadaliśmy do podwieczorku, a o wpół do ósmej do kolacji.
Odżywianie było proste: mleko, chleb, masło, ser zwykły, twaróg, dżemy i miód, Żadnych wędlin nie dostawaliśmy normalnie, podawane były tylko w święta lub dla gości. Herbaty dzieci nie dostawały. Trzeba było być chorym, aby dostać szklankę herbaty.
Obiad składał się z trzech dań: zupy, potrawy mięsnej lub postnej i deseru z kompotu lub leguminy. Na kolację podawano zawsze jakieś zupy na mleku z kluskami lub kaszą, a poza tym można było dostać mleka z dodatkami takimi jak na śniadanie,

W lecie nosiliśmy letnie ubrania szyte zwykle przez Matkę na maszynie Singera. W dnie ciepłe chodziliśmy boso. Zimowe ubrania i palta szył nam krawiec Birman z Ciechanowa.

Matka hartowała nas. Nie uznawała żadnych swetrów, ciepłych pończoch i bielizny. Nie mieliśmy nigdy futer i futrzanych czapek. Nosiliśmy paletka na wacie, sukienne czapki i włoczkowe rękawiczki.
W domu też zawsze była niska temperatura. Była ustalona opinia, że dwór jest zimny, ale powód był inny. Ojciec miał uprzedzenie, że wychodzi zbyt dużo opału... w rezultacie temperatura w zimie wynosiła zaledwie około 15 stopni Celsjusza. 

Na zakończenie mapa okolic Rembówka. W sąsiedztwie widać Opinogórę - majątek rodu Krasińskich a tuż obok, należącą do gminy Opinogóra, wioskę Zygmuntowo. Wikipedia nie podaje żadnych informacji na jej temat, ale nazwa nieodparcie kojarzy się z autorem Nie-boskiej komedii.

Rembówko

Po najechaniu myszą na mapę pokaże się zdjęcie satelitarne.

Niestety nie miałem okazji odwiedzić tych okolic.

06:25, pharlap
Link Komentarze (4) »
środa, 17 lutego 2016

Tytuł

Losy redaktorów pisma...

Losy

Podam w skrócie informacje o karierze naukowej członków redakcji w roku 1906.
Stanisław Milewski, rocznik 1888, ukończył gimnazjum im Pawła Chrzanowskiego  (obecnie Liceum im Jana Zamoyskiego) - KLIK, pobiera nauki w Akademii Rolniczej w Dublanach (zabór austriacki), obecnie Lwowski Narodowy Uniwersytet Rolniczy im. Stepana Bandery (!?) - KLIK.
Uwaga: w momencia pisania tego wpisu strona Lwowskiego Uniwersytetu Rolniczego podawała, że nosi on imię Stepana Bandery. Obecnie - Lipiec 2017 - imię S. Bandery zniknęło. Jednak podany wyżej link do informacj o mieście Dublany podtrzymuje tę informację.
Jerzy Milewski, rocznik 1890, uczęszcza do szkoły mechaniczno-technicznej H. Wawelberga i L. Rotwanda - KLIK.
Ludmiła Milewska, rocznik 1892, na pensji pani Walickiej - KLIK.
Lech Milewski, rocznik 1897, w szkole Ziemi Mazowieckiej - KLIK.
Ziemowit Milewski, rocznik 1902, uczy sie w domu i pracuje nad wydaniem dzieła pod tytułem: Moje gospodarstwo w Dębinie.

Wiadomości krajowe...

Temperatura

 Jak widać temperatura była mierzona w stopniach Réaumura. Po przeliczeniu na stopnie Celsjusza wychodzi: 7R = 9C, 14R = 18C

Ochronka dla dzieci z folwarku...

Ochronka

Nekrolog

Nekrolog

Adam Krasiński - proszę kliknąć w zdjęcie aby przeczytać wiecej...

Adam Krasiński

PS. Mierzenie temperatury w wiejskich chatach, ochronka - to niewątpliwie inicjatywy matki redaktorów pisma a mojej Babki - Jadwigi Milewskiej z domu Chełchowskiej - proszę kliknąć w zdjęcie żeby przeczytać więcej...

Jadwiga Milewska

11:30, pharlap
Link Komentarze (7) »
środa, 10 lutego 2016

Rosyjsko-japońska - 1905 roku - KLIK.

Wojna

Wojna między Rosyą a Japonią zaczęła się d. 6 lutego 1904 roku w skutek zerwania umowy, dotyczącej sie Korei i protektoratu nad Mandżuryą.
Admirałem floty rosyjskiej został Makarow na bardzo krótko gdyż 13 kwietnia okręt admiralski najechawszy na własną torpedę wyleciał w poietrze. Makarow utonął.
Pierwsza bitwa morska była 19 lutego pod Czemulpo. Dwudziestego drugiego tegoż miesiąca głównym dowódcą armii mianowano gen. Kuropatkina.
Już 1 maja rosyjska armia została pobita na lądzie nad rzeką Jalu. W ogóle rosyjska armia w czasie wojny ciągle się cofa, Japończycy zaś idą w ślad za nimi i wciąż ich gnębią zasadzkami.

Wkrótce nastąpiła bitwa nad rzeką Szako, Rosyanie pobici.
W tymczasie generał japoński Nodzu obległ Port Artura...
Po 11 miesiącach oblężenia gen Stoessel skapitulował d. 1.1.1905 na warunkach wydania całej załogi, rozbrojenia oficerów, który po złożonej przysiędze, że nie będa brali udziału w wojnie zostali puszczeni.
Jedynym dzielnym dowódcą w Porcie Artura był Kondratienko, Stoessel uważany początkowo za bohatera okazał się zwyczajnym karierzystą.

25 stycznia 1905 bitwa pod Hai Kutai i Sandepu. Między armią gen. Grippenberga i gen. Nogy. Rosyanie pobici. Z rosyjskiej strony 10000 zabitych, 32 tysiące rannych....

16 marca naznaczono dowódcą gen. Liniewicz, Kuropatkin przeznaczony na jego miejsce, ale on z powodu zmniejszenia pensji podał się do dymisji i wystąpił z armii bojowej....

Wreszcie 4 sierpnia poddaje się Sachalin, wyspa na która wysyłano przestępców politycznych. Więzienia spalono.
Na skutek tych ustawicznych porażek i ruchu wolnościowego w Cesarstwie, Rosyanie pomyśleli o pokoju. Roosevelt, prezydent Stanów Zjednoczonych, podjął sie pośrednictwa....
Warunki pokoju - Korea i 1/2 Sachalina i protektorat nad Mandżuryą przechodzi do Japonii. Rosya płaci kontrybucję wojenną i oddaje niektóre porty.

Wojna ta przyniosła nam dużo strat, a mianowicie dużo ludzi zginęło z dala od ojczyzny i rodziny, 3 razy ogłaszano mobilizację, (3ia nie doszła do skutku z powodu pokoju)...
Zginęło tam kilku sławnych ludzi, uczonych doktorów, wielu dostało roztroju umysłowego (Leonidas Andrejew).
Z Ciechanowa poszli doktorzy Zienkiewicz i Królewski. Mobilizacja (w płockiej gub.) była w powiatach Płockim, Sierpeckim, Rypińskim i Lipnowskim.

Wiadomości domowe...

Gosc

 

Makabra...

Fuzja

... jeden ze współpracowników otrzymał na gwiazdkę 1904 25 gr. fuzję, dubeltówke, odtylcówkę systemu Lankastra.
Wiele juz wyniszczył zwierzyny 17 zajęcy, 46 kuropatw, 54 drobnego ptastwa, 24 wrony i wiele, wiele innej zwierzyny. Zaopatruje on i naszą redakcję w świeżą zwierzynę. 

Odpowiedzi redakcji:

Zart

06:11, pharlap
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 lutego 2016

Gazetka zawiesiła działalność na prawie 3 lata gdyż redaktorzy zajęci byli studiami naukowymi.
Ukazała się ponownie w styczniu 1906 roku...

Rewolucja

Być może się mylę, ale wydaje mi się, że na lekcjach historii w czasach PRL nie studiowaliśmy zbyt szczegółowo rewolucji 1905 roku. Może rezerwowaliśmy siły na rewolucję 1917 roku? Wiele informacji podanych w wikipedii - KLIK - wydawała mi się nowa. 

Tekst autorstwa p. Stanisława Milewskiego jest długi więc przepisałem tylko wybrane fragmenty zachowując oryginalną pisownię ...

Wypadki, które zaszły w 1904 roku, były niespodziewane przez nikogo i doprowadziły do jeszcze bardziej niespodziewanych wyników. W lutym 1904 roku wybuchła wojna rosyjsko-japońska, z której wyszła zwycięzko Japonia...
Przegrana to dla Rosji bardzo wielka, ani jednaj wygranej bitwy, kompromitacja straszna, wykrycie złodziejstw i łapownictwa u sławnych generałów i bohaterów.
Oprócz tej hańby i wstydu wojna przyniosła i inne owoce.
Poruszyła ona lud, który uderzył w wielbicieli dworu ucisku i nędzy narodowej, który przemówił  właściwym sobie głosem: ujął sobie chleba, którego ma za mało i ulał krwi, której stracił za dużo....

W styczniu 1905 w Petersburgu i Moskwie wybuchł strejk wszystkich fabryk i zakładów przemysłowych, a za nimi poszła Warszawa i wszystkie większe miasta Królestwa i Cesarstwa, Krew polała się, a mnóstwo robotników po długim bezrobociu została się bez chleba.
Równocześnie ze strejkiem robotniczym wybuchł strejk młodzieży szkolnej, która opuściła rusyfikacyjne szkoły i zażądała szkoły polskiej. Żądanie zas synów i córek poparli rodzice.
Za nimi zaczęły się budzić inne warstwy społeczeństwa polskiego, zaczęła się akcja gmin, żądająca wprowadzenia do administracji języka polskiego i wogóle spolszczenia sądów i gmin.
Dalej całe społeczeństwo zażądało autonomii Królestwa z sejmem w Warszawie.
Cały rok 1905 to szereg strejków fabrycznych, kolejowych, służbowych i powszechnych. Te doprowadziły po części do polepszenia bytu jednostkom, lecz większa część uczestników zepchnęły w otchłań nędzy i głodu, pracodawców-fabrykantów pochnęły do bankructwa.
Pod grozą strejków, głównie kolejowych, które nietylko rujnowały dobrobyt kraju, ale i rząd, ten ostatni ogłosił konstytucję w dn 31 października 1905, stosunkowo liberalną, nie znosząca jednak samowładztwa i nie wprowadzona w życie...

Strejk szkolny dał pewne wyniki, dostaliśmy szkołę niższą i średnią (rozumie się prywatną), ale wyższe zakłady pozostały zamknięte...
...tomy można by o tym pisać, ja podaję tu bardzo krótki, jakby protokolik ubiegłych wypadków. 

--------

Myślę, że rewolucyjny nastrój udzielił się również redaktorowi. Oto jego komentarz na temat szlachty i herbów szlacheckich...

Herb

Cytuję:
Konstanty Różanowicsz. Szanowny Kochany panie K.R. herby a z nimi i szlachta utraciły już dawnoe znaczenie, teraz już tyle nie znaczą sławne czyny przodków, ile żyjącego człowieka, to też i p. życzymy zająć się czem innem niż spisywaniem herbów. 

-----

Mnie jednak rewolucja 1905 roku najbardziej kojarzy się z filmem...

1905

09:52, pharlap
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 stycznia 2016

Numer 13, rok 1904. Pod nową redakcją...

Tytul

Wiadomości krajowe (z wcześniejszego numeru)...

Wiadomości Krajowe

Wiadomości Krajowe - styczeń 1904...

Wiadomości Krajowe

Cytuję bo prawa strona nieczytelna:
5/1/1904. I. Donoszą nam, że o 5 1/2g (5:30) do si Rembówko przybyło trzech muzykantów (z Pałuk z Pajewa) po koledzie  zagrali także polkę, walca, oberka; więc korzystając z tego zaczęli tańczyć: kucharka, pokojówka, niańka, Ludmiła, Lech i Ziemowit M. a pani Antonina K. nie tańczyła żeby się nie pospolitować.
II. Ze wsi Rembówko donoszą, że 5/I 1904r. dawna kucharka Teofila z Charbińskich I-mo voto Chrabieńska, II-do voto Zembrzuska, III-io voto Sztrak-Wiśniewska wyjechała na stały pobyt z Rembówka do brata, który mieszka w Pawłówku.

Zart

Ostrzeżenie...

 Ostrzezenie

Zacytuję trzy ostatnie linijki :
... (Antonina) do tego czasu z pilnością i dokładnością wypełniała roboty, lecz teraz ogromnie się zleniwiła i już kilku panom nie wypełniła roboty na czas. 

Stopka redakcyjna...

Stopka

08:51, pharlap
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2