Wpisy z tagiem: na rowerze

niedziela, 17 kwietnia 2016

W niedzielę większość dnia spędziłem na trasie rajdu rowerowego dla kobiet - Ascent - KLIK.

Od lat uczestniczę w akcjach organizowanych przez Bicycle Victoria. Zazwyczaj jest to liczenie rowerzystów, za które otrzymuję dotację dla Stowarzyszenia św Wincentego. W tym roku musiałem opuścić lutowe liczenie, ale dostałem drugą szansę - community marshall na trasie rajdu.

Nie byłem pewien co oznacza ta funkcja, ale zorientowałem się w toku akcji. Rajd zaczynał się o 7 rano w związku z czym zbiórka ochotników wyznaczona była na 6:15 rano w związku z czym musiałem wyjechać z domu o 5:30 - brrrr.

Przed 7 podrzucili mnie na pierwsze stanowisko...

STanowisko 1

Zadanie oczywiste - własnym ciałem zatrzymywać pojazdy, które chciałyby skręcić w lewo. Oczywiście to żart, nie wolno mi nikogo zatrzymywać, mam tylko radzić i dziękować za wyrozumiałość i współpracę.
Wszyscy mieszkańcy otrzymali już miesiąc wcześniej dokładne informacje o ograniczeniach ruchu. Rzeczywiście, kilku kierowców na widok bariery wróciło do domu. Jeden zapytał czy może pojechać po mleko na śniadanie. Oczywiście, że może, ale nie w lewo.
- A na wprost? - zapytał.
To było podchwytliwe pytanie... 

No entry

... bo na drodze na wprost był zakaz wjazdu.
- Na wprost i w prawo? - zapytałem niewinnie.
Kierowca coś mruknął i pojechał na zakazaną drogę. To samo zrobiły jeszcze dwie osoby. 

W międzyczasie pojawiły się rowerzystki...

Rowerzystki

Było ich podobno około 600. Mój punkt był mniej niż 10 km od startu więc w ciągu godziny odprawiłem wszystkie panie gorącymi brawami i okrzykami zachęty. Najczęściej wołałem - let's the sun shine! 
I sprawdziło się...

Widoki

Dzień był piękny, temperatura trochę poniżej 20C, gdyby nie takie piękne widoki to jazda na rowerze byłaby najlepszym wyborem.

Tymczasem przeniesiono mnie na nowy punkt, 5 km przed metą. Jeszcze się dobrze nie zagospodarowałem a już, o 10:18, pojawiła się pierwsza rowerzystka...

Pierwsza

To było zaskoczenie - 95 km w ciągu 3 godz 18 min = 28.7 km/godz. Na bardzo górzystej trasie - brawo! Inna rzecz, że to musiała być osoba trenująca kolarstwo gdyż na następną rowerzystkę musiałem czekać prawie 20 minut. 

Tym razem moje zadanie było trudniejsze. Wprawdzie na pilnowanej przeze mnie drodze nie pojawił się żaden pojazd, ale tym razem rowerzystki nie podjeżdżały jak poprzednio, grupami, ale ciurkały pojedyńczo przez następne 3 godziny. Ile różnych pozdrowień można wymyślić? Wydaje mi się, że stosowałem conajmniej 15, najczęściej - keep smiling to the finish line!
Muszę przyznać, że przeważająca większość pań zdobyła się na uśmiech :) 

Mieszkańcy ulicy pod moją opieką nie mogąc nigdzie pojechać zabrali się za prace w ogrodzie, aż trójka strzygła zywopłoty. Byli dla mnie bardzo życzliwi, dwoje zaproponowało mi kawę. Oczywiście nie mogłem skorzystać, musiałem dopingować i zbierać uśmiechy w nagrodę.

Godzina 1:20, za 20 minut powinno się skończyć...

Ostatnia grupa

To już ostatnia grupa. Za chwilę pojawia się SAG vehicle...

SAG vehicle

SAG to skrót frazy support and gear - wsparcie techniczne. W tym przypadku oznacza zabranie z trasy rowerzystów, którym zabrakło sił. Tylko trzy? Brawo!.

A oto ostatnia uczestniczka a za nią sznur pojazdów towarzyszących...

Ostatnia

Na końcu autobusik zbierający pomagierów. Do bazy dojeżdżamy o 2:10, do domu - godzinę później.

Na wstępie wspominałem, że za mój czas i wysiłek otrzymuję dotację na organizację dobroczynną, Wysokość dotacji - $50. Za 10 godzin? Uważam, że było warto - za te setki uśmiechów :)

Tagi: na rowerze
13:38, pharlap
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 marca 2016

Rowery gotowe...

Rower

... najsłabszym ogniwem jest człowiek.

Tagi: na rowerze
08:22, pharlap
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 października 2015

5 miesięcy temu było tu tak - KLIK. Oczywiście kasztan Paderewskiego, zasadzony 111 lat temu. Napisałem wtedy (znaczy w maju tego roku, nie 111 lat temu), że na wiosnę będzie dobrze. Sprawdziło się...

 Kasztan

Widać juz malutkie kasztanki...

Kwiaty

Od maja pojawiło się w Ogrodzie coś nowego...

Tropik

Pięknie tu.

Zaś 40 lat temu było bardzo niepięknie - KLIK.

 

czwartek, 08 października 2015

Ostatniej niedzieli podczas rowerowej przejażdżki zauważyłem nowy znak drogowy...

Znak

Stacja naprawy rowerów. Wyglądało to tak...

StacjaStacja

Pomarańczowe pudełko po lewej to uchwyt na koło rowerowe. Na szarym kołnierzu przyczepione są przeróżne narzędzia, na dole po prawej pompka. 
Chętnych nie brakowało. Całe rodziny dopompowywały sobie koła. No tak, mało który rowerzysta ma ze sobą pompkę. Potwierdzenie znalazłem juz kilometr dalej.

Przy ścieżce rowerowej leżały dwa rowery, obok stali dwaj panowie, jeden z nich trzymał w ręku koło rowerowe.
Zatrzymałem się. Pan z kołem w ręku był dość młody o mocno gapowatym wyrazie twarzy. Pan obok niego był starszy, promieniował życzliwością i energią, przypominał mi przekrojowego Profesora Filutka. Niewątpliwie zatrzymał się żeby pomóc rowerzyście w kłopocie.

- O, jak ładnie, że się zatrzymałeś - zawołał Profesor Filutek. Oczywiście to niemożliwe żebyś miał materiały do naprawy dętki (tube repair kit).
- A właśnie, że mam.
- Niesamowite! - wykrzyknął entuzjastycznie Profesor Filutek. 
Ostrożnie wyciągałem z torby rowerowej gotowe do przyklejenia łaty. Młodszy pan przyglądał mi się z niepewnością. Profesor Filutek tez jakoś stracił entuzjazm...
- Ale my i tak nie możemy tego użyć bo nie możemy znaleźć dziury a do tego nie mamy pompki.
- Ja mam pompkę. Napompujcie dętkę to łatwo znajdziecie dziurę a potem w minutę się ją zaklei.
Sięgnąłem w głąb torby gdzie mam niedużą pompkę. Trochę to trwało gdyż w torbie jest wiele innych użytecznych rzeczy, na przykład książka. Profesor Filutek przerwał moje poszukiwania..
- Nie, nie.  My lepiej pójdziemy, to nie jest daleko...
Młodszy pan z kołem w ręku patrzył to na niego to na mnie zupełnie zdezorietowany.
- Ale przecież to się da naprawić w kilka minut.
- Nie, nie, dziękujemy ci bardzo. Lepiej będzie jak pójdziemy. 

Pojechałem więc dalej dumając o ludzkich charakterach.

O energicznej stronie mojego charakteru wspominam tutaj - KLIK.

wtorek, 06 października 2015

Co roku w połowie lipca pojawiały się w kioskach i na poczcie kalendarze. Wiele z nich było ilustrowanych zdjęciami australijskich krajobrazów. Co roku wysyłałem kilka do krewnych i przyjaciół. 

Nic dziwnego, że już ponad 2 miesięcy zaglądałem do kiosków i na pocztę - bez rezultatu. Już myslałem, że może przyszłego roku nie będzie.

W ostatnią sobotę pojawiła się pierwsza jaskółka...

 

Kalendarz

Dziecinne w stylu rysunki na temat Australii. Autor - Miroslav Sasek z Nowego Jorku. 

A więc w USA wierzą, że przyszły rok jednak będzie. Australijskiego kalendarza będę musiał poszukać na internecie.

Skoro o kalendarzu mowa to wspomnę, że u nas właśnie wprowadzono czas letni. Po angielsku nazywa się to daylight saving co jest oczywistym kłamstwem. Dosłownie ten zwrot tłumaczy się na oszczędność dziennego światła podczas gdy jest dokładnie odwrotnie - wstając o godzinę wcześniej używamy więcej dziennego światła.

U nas od ponad miesiąca kalendarzowa wiosna jednak faktycznie mamy już lato. Od 4 dni temperatury w Melbourne oscylują w okolicy 30C. W niedzielę podczas rowerowej przejażdżki napotkałem takie widoki...

ogrod skalny

PS. Na wspomnieniowym blogu czas cofnął się nieco  KLIK.

niedziela, 27 września 2015

Dwa tygodnie temu pisałem o groźbie jaka stanowią dla rowerzystów ptaki - KLIK.

Oto moja odpowiedź ---

Bike Spike

Z lotu ptaka wyglądało to pewnie tak...

Bike Spike

Przejechałem demonstracyjnie pod gniazdami wielu ptaków. Żaden z nich nie wysunął dzioba z gniazda. To było pewne rozczarowanie, spodziewałem się pół tuzina ptaków nadzianych na te szpikulce.  Być może w niedzielę ptaki nie atakują. 

Tagi: na rowerze
08:39, pharlap
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015

Wiosna kalendarzowa, niebawem przyjdzie prawdziwa
i nastał czas ataku australijskiej sroki - magpie - na rowerzystów...

Magpie attack

To nie ja, ale chyba właśnie tak wyglądałem w ostatnią sobotę. Magpies atakują ludzi, którzy według ich opinii zagrażają bezpieczeństwu rodzinnych gniazd. Wydaje się, ze szczególnie upatrzyły sobie rowerzystów. Co roku jestem ofiarą kilku takich ataków. Kończy się na strachu, ale słyszałem opowieści o dziurach w rowerowych kaskach.
Co roku słyszę też liczne rady jak sobie z tym poradzić. Ciekawa rada to - założyć okulary na tył hełmu - magpie nie zaatakuje twarzą w twarz. Inna rada to umocować na kasku jakieś strachy na ptaki - KLIK.

środa, 20 maja 2015

To jeszcze z sobotniego roweru. Korzystając z pięknej pogody dzieciaki grały w hokeja...

gra w haki

Zastanowiłem się nad nazwą tej gry. Wikipedia podaje, że pochodzenie słowa hokej jest nieznane - KLIK . Wspomina francuskie słowo hoquet - stara nazwa kija pasterskiego z zakrzywioną rekojeścią.

Ze zdumieniem zauważyłem, że wpis wikipedii nie zawiera linku do wersji polskiej. Wersja polska istnieje, ale ogranicza się tylko do opisu zasad gry - KLIK.  Nic o etymologii nazwy gry. A dla mnie jest ona oczywista - to jest gra w HAKI! 

Tagi: na rowerze
09:36, pharlap
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 maja 2015

Gdy wpominam, że u nas koniec jesieni to znajomi z północnej półkuli komentują czasami - u was wszytko na głowie. Mają rację...

Do góry nogami

Do góry nogami

Do góry nogami

sobota, 16 maja 2015

Przez ostatni tydzień nie oszczedzały nas deszcze. Dzisiaj zaświeciło piękne słońce. Pojechałem na rowerze do ogrodu botanicznego...

Cera

Cera

Czy te zdjęcia nie są najlepszym potwierdzeniem tytułu?
A to smutne drzewo poniżej? 

Cera

To drzewo mojej specjalnej troski - kasztan Paderewskiego - odwiedzam go kilka razy na rok. Historia drzewa tutaj - KLIK. O wizycie Paderewskiego w Melbourne - tutaj - KLIK. Nie ma się co martwić, przecież u nas jest obecnie odpowiednik drugiej połowy listopada. Na wiosnę będzie dobrze.

 
1 , 2 , 3 , 4